Lily
- Dzień dobry - usłyszałam cichy szept przy uchu, na co szeroko się uśmiechnęłam.
Nie otwierałam jeszcze oczu. Zamiast tego wtuliłam się mocniej w Steve'a. Musiałam przyznać, że budzenie się obok niego było bardzo przyjemne. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo samotna się czułam. Teraz, mając obok Rogersa wiem, że życie w samotności wcale nie jest takie piękne jak zawsze mi się zdawało.
- Jeszcze pięć minut - mruknęłam w odpowiedzi.
Poczułam jak Steve ostrożnie zmienia naszą pozycję, przez co całkowicie opadłam na miękką poduszkę. Już po chwili poczułam na swoich wargach usta Rogersa. Całował mnie powoli i delikatnie, jakby bał się, że zaraz zniknę.
- Ten dzień zdecydowanie będzie dobry - stwierdziłam, kiedy się od siebie odsunęliśmy, na co parsknął śmiechem.
- Ma pani zamiar wstać na śniadanie, czy życzy pani sobie abym je tu przyniósł? - zapytał niezwykle oficjalnym, ale i rozbawionym tonem głosu.
- Jakbyś był tak miły - uśmiechnęłam się niewinnie. Steve spojrzał na mnie rozbawiony i już miał wstać, jednak zarzuciłam mu ręce na szyję i z całej siły przyciągnęłam do siebie, składając na jego ustach namiętny pocałunek.
- Zaraz przyjdę - oznajmił po dłuższej chwili. Steve powoli wstał z łóżka i z uśmiechem wyszedł z pokoju.
Kiedy tylko drzwi za nim się zamknęły przeciągnęłam się na łóżku, ziewając. Jak on to robił, że przy nim wszystkie koszmary znikały?
Uśmiechnęłam się pod nosem i wstałam. W końcu nie mogłam przeleżeć całego dnia. Odruchowo spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę dziewiątą. Pewnie pozostali też już wstawali.
Wyjęłam z szafy luźną bluzkę oraz spodenki, po czym poszłam do łazienki się ubrać. Poranna toaleta zajęła mi zaledwie dziesięć minut, więc już po chwili kierowałam się do kuchni.
To co zobaczyłam na miejscu wywołało jeszcze szerszy uśmiech na mojej twarzy. Stanęłam w wejściu i oparłam się o framugę, patrząc jak dwójka mężczyzn, wygłupiając się ze sobą, przygotowuje naleśniki.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak Steve'owi musiało brakować jego najlepszego przyjaciela. Patrząc na niego teraz widziałam kogoś zupełnie innego, jakby przy Buckym znowu stał się tym chłopakiem z Brooklynu, o którym kiedyś mi opowiadał. W jego oczach była tylko radość. Zero zmartwień o losy świata. Zwyczajne szczęście.
Od ostatniego spotkania w Barnesie też mogłam zauważyć pewną zmianę. Widząc go teraz, nigdy nie powiedziałabym, że to on był Zimowym Żołnierzem.
- A co tu tak wesoło? - zapytałam radośnie, postanawiając w końcu wejść do pomieszczenia.
- Cześć, Lily! - przywitał się od razu Bucky. Zmarszczyłam brwi na tą nagłą zmianę. Wydawało mi się, że jeszcze wczoraj był na skraju depresji.
- Hejka - odpowiedziałam, siadając na krześle.
- Wiesz co Steve? Rzeczywiście sporo się zmieniło przez te siedemdziesiąt lat. Jak to się stało, że my robimy śniadanie, a kobieta siedzi? - zapytał z przekąsem, na co uderzyłam go ze śmiechem w ramię. - I jeszcze mnie bije! - oburzył się. - Ja ci mówię Steve, świat stanął na głowie.
- Chyba masz na myśli to, że ja robię śniadanie, a ty mi przeszkadzasz - odpowiedział Rogers, wykładając naleśnika na talerz, po czym wlał na patelnię kolejną porcję ciasta.
CZYTASZ
Unstoppable ~ Avengers
FanfictionMłoda Lily Stark odkrywa w sobie magiczne zdolności. Co się stanie, kiedy chcąc chronić rodzinę zamieszka z Avengers? Rozpoczną się nowe przyjaźnie, czy może coś więcej? I co knuje Hydra? Odpowiedzi znajdziecie, czytając to opowiadanie. Zapraszam :...
