Rozdział 36

3.4K 99 86
                                        

- Wstawać śpiochy! - usłyszałam głośny krzyk Tony'ego, a zaraz po tym po pokoju rozniósł się dźwięk trąbki, której jestem pewna, używa się w wojsku do obudzenia żołnierzy.

- Wynoś się, Stark! - odpowiedziałam mu, zakrywając swoje uszy dłońmi. Po wczorajszej imprezie w mojej głowie wręcz huczało, nie wspomnę o tym jak bardzo marzyłam w tej chwili o szklance wody.

- Ani mi się śni, to moja sypialnia - zauważył, ani trochę nie ściszając głosu.

- I moja, a chciałabym ci powiedzieć, że byłyśmy zajęte przygotowywaniami do naszego ślubu, bo ty stwierdziłeś, że same sobie damy radę - warknęła Pepper, przewracając się na drugi bok.

- I z tego co widzę miałem rację - prychnął śmiechem. - Wracam za dziesięć minut i chcę iść spać - oświadczył, na co jęknęłam cicho. 

Spojrzałam na zegar przez przymrużone powieki. Ku mojemu zdziwieniu wskazywał godzinę szóstą rano, więc musiałyśmy spać jakąś godzinę. Pomijając fakt, że nie mam pojęcia kiedy zasnęłam.

- Dobra, Nat, Wanda chyba musimy wracać do siebie - powiedziałam, szturchając dziewczyny. Nat tylko mruknęła coś w odpowiedzi, natomiast Wanda wstała i o mały włos by się przewróciła, jednak zdążyłam ją złapać, przez co wylądowałyśmy na podłodze się razem.

- Ałć - jęknęłyśmy obie.

- Dziewczyny, dajcie spokój. Chcę spać - mruknęła Pepper przez sen. Jako jedyna wczoraj nie piła, jednak razem z nami bawiła się do rana. 

Przewróciłam oczami na jej wyznanie, po czym podeszłam aby zasłonić jakąś poduszką wybraną wczoraj sukienkę. Przecież Tony nie mógł jej zobaczyć.

- Do później, dziewuchy - powiedziała Nat, kierując się do swojego pokoju i co chwilę uderzając w którąś ścianę.

- Znasz drogę do swojego pokoju? - zapytałam Wandy, pamiętając, że sama miałam problemy ze znalezieniem się tutaj na początku.

- Nie bardzo - pokiwała przecząco głową.

- Zaprowadzę cię - zaproponowałam. Po chwili wahania postanowiłam, że pójdziemy jeszcze do kuchni po tabletki na kaca oraz butelki wody. Wanda z ulgą przystała na ten pomysł i podziękowała mi za leki.

- Dobranoc albo raczej dobrydzień? - zaśmiałam się lekko, po czym złapałam za głowę. Wanda tylko mruknęła coś w odpowiedzi po czym zamknęła drzwi do pokoju. 

Pierwszym co zrobiłam po dotarciu do swojej sypialni było rzucenie się na łóżko z głośnym westchnieniem ulgi.

- A myślałem, że to ja wyszedłem się zabawić - usłyszałam rozbawiony głos za plecami, na co odruchowo się odwróciłam.

- Steve - mruknęłam cicho, na jego widok, po czym na nowo położyłam głowę na poduszkę. - Jeśli chcesz tu zostać to proszę ciszej, bo cierpię - oznajmiłam, na co cicho się roześmiał. 

Po chwili poczułam, że delikatnie przesuwa moje nogi na łóżko tak, abym cała na nim leżała, po czym przykrył mnie szczelnie kołdrą.

- Dziękuję - uśmiechnęłam się lekko, chociaż wciąż wszystko mnie bolało i jedyne o czym mogłam marzyć to sen. - Kiedy wróciłeś? - zapytałam ciekawa, zauważając jego worki pod oczami.

- Przed chwilą - przyznał. - Sam będzie wyglądał gorzej od ciebie teraz, jak się obudzi - powiedział, na co zmarszczyłam brwi.

- Czy coś jest nie tak z moim wyglądem? - zapytałam, złowrogim tonem.

Unstoppable ~ AvengersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz