- Hejka! - przywitałam się wchodząc do kuchni, w której siedział Steve.
- Cześć - odpowiedział z uśmiechem. - Co ty taka w dobrym humorze od rana? - zapytał rozbawiony.
- Pomyślmy - udałam, że się zastanawiam. - Może dlatego, że minął tydzień, moja ręka już się zagoiła i mogę wrócić do treningów? - zapytałam retorycznie.
- To może wybierzesz się ze mną i z Samem wieczorem na miasto? - zaproponował. Po jego postawie widziałam, że lekko się spiął, zadając to pytanie.
- Ty? Idziesz na miasto? - zapytałam z szokiem, chcąc, aby się rozluźnił. Jak się okazało dobrze mi to wyszło, bo moje słowa wywołały jego śmiech. - Koniecznie muszę zapytać Sama jak cię do tego namówił.
- Cha, cha, bardzo śmieszne - stwierdził z oburzeniem, ale widziałam w jego oczach iskierki rozbawienia. - To idziesz z nami?
- Pewnie - uśmiechnęłam się, wyciągając z lodówki mleko, aby przygotować sobie płatki.
Po chwili usiadłam naprzeciwko Steve'a. Jego błękitne oczy uważnie się we mnie wpatrywały przez co poczułam się nieswojo. Od czasu niedoszłego pocałunku nie zostawaliśmy sami w pomieszczeniu na długo, a właśnie teraz nadszedł taki moment. Żadne z nas nie wspominało o tym wydarzeniu i miałam nadzieję, że tak zostanie. To co się wydarzyło w odrzutowcu było chwilowym napływem emocji po udanej misji. Niczym więcej.
- Co powiesz na wspólny trening? - zapytał ni stąd, ni zowąd, zaskakując mnie. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tak zwyczajnego pytania.
- W sumie spoko. Natasha poleciała na Hellicarrier, więc i tak miałam ćwiczyć sama - wzruszyłam ramionami. - Idziemy biegać do parku?
- Myślałem raczej o treningu walki z mocami - zaproponował z uśmiechem, przez co zachłysnęłam się mlekiem.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł - odpowiedziałam, kiedy opanowałam pierwszy szok.
- Czemu nie? - zapytał, delikatnie przekręcając głowę na bok. - Ja myślę, że to jest świetny pomysł. Do tej pory ćwiczyłaś tylko z Tonym, a dobrze by ci zrobiła zmiana przeciwnika - powiedział, a ja niechętnie musiałam przyznać mu rację. Pozostawało jedno ale...
- A co jeśli cię zranię? Z Tonym trenowałam, ale on miał na sobie żelazną zbroję, która chroniła go przed większymi urazami. Nie mogę ryzykować zranienia ciebie - wyznałam szczerze.
- Nie możesz do końca życia bać się swoich zdolności. One są darem, a nie karą - powiedział. - Sam widziałem jak piękne rzeczy potrafisz tworzyć, używając ich - przypomniał, chwytając mnie za rękę, którą oparłam na stole. Zaskoczona spojrzałam na nasze dłonie. Musiałam przyznać, że ten niewielki gest sprawił, że lekko się uspokoiłam.
- Dobrze - zgodziłam się po dłuższej chwili. - Ale weź swoją tarczę - dodałam, widząc jego szeroki uśmiech. Wstałam szybko z krzesła, aby posprzątać po swoim śniadaniu i skierowałam się w stronę drzwi do korytarza.
- Za pół godziny na sali! - krzyknął zanim wyszłam.
- Aj, aj Kapitanie! - odpowiedziałam, cytując Natashę, co spotkało się z jego cichym śmiechem.
***
Równo pół godziny później weszłam na salę treningową, na której był już Steve. Stał tyłem do mnie. Miał na sobie zwykłe czarne spodnie i koszulkę z krótkim rękawkiem.
CZYTASZ
Unstoppable ~ Avengers
FanfictionMłoda Lily Stark odkrywa w sobie magiczne zdolności. Co się stanie, kiedy chcąc chronić rodzinę zamieszka z Avengers? Rozpoczną się nowe przyjaźnie, czy może coś więcej? I co knuje Hydra? Odpowiedzi znajdziecie, czytając to opowiadanie. Zapraszam :...
