Rozdział 17

2.7K 106 4
                                        

2 miesiące później

Steve

- Macie coś? - zapytałem, kiedy tylko Fury wszedł do Avengers Tower. Od dwóch miesięcy trwają poszukiwania Lily, ale jak na razie nie ma ani śladu.

- Wciąż nic - odpowiedział Nick, a ja ukryłem twarz w dłoniach. 

Jak to mogło się stać? Jakim sposobem nie mamy żadnych wieści o jej miejscu pobytu? No chyba, że... Nawet nie chcę o tym myśleć. Ona musi żyć. Musi. 

- To tylko kwestia czasu. Nie mogą jej ukrywać w nieskończoność.

- Na razie świetnie im to wychodzi - warknął Tony, wchodząc do salonu. 

Od zniknięcia Lily nie widziałem go ani razu w dobrym humorze. Ciągle chodzi poddenerwowany i nie śpi więcej niż cztery godziny dziennie, o ile w ogóle. Wydaje mi się, że ostatnio spał dwa dni temu. Nie żeby któremukolwiek z Avengersów dopisywał humor. Lily wniosła wiele radości w nasze życia. Jej zniknięcie było ciosem dla nas wszystkich.

- Zniszczyliśmy chyba dziesięć baz od jej zniknięcia. Ile jeszcze kryjówek mogą mieć? - zapytałem Fury'ego.

- Są podejrzenia, że jedna z kwater znajduje się w Nowym Jorku - powiedział Nick, a ja zesztywniałem.

- Tutaj? Pod naszym nosem? - zapytał Tony, śmiejąc się histerycznie. - No tak, bo gdzieżby indziej mogli się ukryć.

- Znacie dokładny adres? - zwróciłem się do Nicka.

- Możliwe, że na Bluestreet 22, jednak pewności nie ma. Możecie to sprawdzić, skoro i tak nie mamy innych lokalizacji na daną chwilę.

- Pójdę z Natashą i Clintem - zdecydowałem. - Tony, zostań z Bruce'em - zwróciłem się do mężczyzny.

- O, nie. To moja bratanica i jeżeli jest choćby cień szansy, że właśnie tam jest to idę z wami - zaprzeczył od razu.

- W tym stanie nikomu nie pomożesz Tony - starałem się mu wytłumaczyć. - Zostań i odpocznij.

- Mam gdzieś odpoczynek - powiedział zdenerwowany, na co zwiesiłem głowę. Sam byłem zmęczony całą tą sytuacją, ale nie zamierzałem się poddawać i doskonale go rozumiałem.

- No dobra, więc lecimy w czwórkę. Thor i Bruce mogą zostać. Nie chcemy robić widowiska w centrum miasta - zdecydowałem.

***

Już po niecałej godzinie staliśmy pod drzwiami wskazanego budynku.

- To na pewno tutaj? - zapytał Clint, a ja wzruszyłem ramionami.

- Nick nie był pewien lokalizacji, ale i tak powinniśmy to sprawdzić - stwierdziłem.

- No to wchodzimy - powiedział Tony i nie bawiąc się w uprzejmości, strzelił ze swojego repulsora w drzwi, zanim go powstrzymałem. 

Już po chwili kilku agentów Hydry ustawiło się w przejściu, aby bronić swojej bazy. Czyli jednak adres był prawidłowy. 

Tony oczyścił nam drogę i od razu wleciał do budynku, strzelając do wszystkich po drodze. Razem z Natashą i Clintem wbiegliśmy zaraz za nim, rozdzielając się w korytarzu. Wszędzie było pełno agentów, więc musiała to być jedna z ważniejszych baz. 

W jednym z korytarzy zobaczyłem schody, prowadzące do piwnicy, więc tam postanowiłem się skierować. Nagle z zza zakrętu wybiegło na mnie dwóch agentów. Poczułem silne uderzenie w brzuch jednak nic sobie z tego nie robiłem i obu ogłuszyłem tarczą. Jak najszybciej zbiegłem po schodach.

Unstoppable ~ AvengersOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz