Rozdział 4

1.5K 122 18
                                        

Notes, chodź napisany prostym językiem, nadal był dość ciężką lekturą. Do rozpoczęcia obiadu zdążył przeczytać niespełna piętnaście stron, ale patrząc na to z drugiej strony informacje zapisane w notatniku zawierały same potrzebne rzeczy.

-Ron, idziesz na obiad? - zapytał Harry, wychylając się lekko za drzwi. Rudzielec oderwał się od lektury i dokładnie zeskanował Gryfona wzrokiem.

-Dobrze się czujesz? Jesteś cały poobijany. - speszony spostrzegawczością przyjaciela, chłopak złapał się za szyję i cofnął o krok.

-Tak, spadłem z miotły i narobiłem sobie śińców. To idziesz czy...?

-Już, poczekaj na mnie w pokoju wspólnym. - nastolatek wyszedł z sypialni, a rudy powoli wstał z krzesła i się przeciągnął. Westchnął i razem z kilkoma znajomymi poszedł na posiłek.

TIME SKIP
Obiad

-Mógłbyś się odczepić? Przyssałeś się jak pijawka. - syknął Seamus z drugiego końca stołu do uśmiechającego się Deana.

-Nie mógłbym, a co przeszkadza ci to?

-Tak i to bardzo. Zachowujesz się jakbyś się zakochał. - odparł poddenerwowany piaskowłosy. Jego towarzysz pomarkotniał prawie niezauważalnie, odsunął się od Gryfona, wstał, następnie podziękował za posiłek i wyszedł.

-Czasami zachowuje się jak dziecko. Ron unik! - krzyknął nagle Seamus. Rudzielec w ostatniej chwili przekręcił głowę w lewo, a koło jego poczerwieniałego policzka przeleciał talerz.

-Co to było? - zapytał zaskoczony, upewnił się, że nie nadlatuję następna część zastawy stołowej i powoli wrócił do poprzedniej pozycji. Obrócił się w stronę, z której nadleciał talerz i zobaczył stojącego, wściekłego Ślizgona o ciemnej skórze.

-Blaise, uspokój się. Prawie zabiłeś Wieprzleja talerzem. Siadaj, powiedziałam. - prawie krzyknęła czarnowłosa Parkinson. Chłopak jeszcze przez chwilę patrzył gniewnie na Rona, po czym posłusznie usiadł na swoje miejsce.

-Chłopaki, ja już chyba się najadłem. - szepnął do czarodziejów ze swojego domu i powoli wstał ze swojego miejsca. Szybkim krokiem wyparował z Wielkiej Sali i skierował się korytarzami do dormitorium. - O co mu chodzi? Niewyżyty, egoistyczny dupek.

Przez resztę wieczoru siedział nad notatnikiem i wkuwał przepisy na eliksiry. Gdy zrobiło się późno i zaczął czuć zmęczenie, wziął kawałek papirusu, pióro i napisał krótką notkę, którą włożył pomiędzy kartki notesu. Zasnął na biurku około godziny drugiej.

-Budź się! Zaraz mamy śniadanie! - obudził go krzykiem Dean. - Znowu prześpisz wszystkie lekcje.

Dzień minął rudzielcowi, dość spokojnie i rutynowo. Poszedł niewyspany na zajęcia i siedział na nich jak męczennik. Nie mógł usiedzieć w spokoju na swoim miejscu na lekcji ze Snapem, ponieważ czekał na jej koniec jak nigdy dotąd. 

Gdy wszyscy zabrali swoje rzeczy i wyszli spokojnym krokiem, chłopak zerwał się na równe nogi i podszedł do pustej już ławki. Wyjął spomiędzy książek czarny notatnik i położył go tam, gdzie go znalazł. Wyszedł niezauważony i poszedł w swoją stronę.

Pełen nadziei Zabini, wrócił do sali i zobaczył  zgubę na swojej ławce. Był równocześnie zmieszany i zadowolony. Rozejrzał się po klasie i podniósł zeszyt. Ze środka wypadł kawałek papirusu, bez zastanowienia podniósł notkę i przeczytał jej zawartość.


| Notatnik | Blairon |Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz