Rozdział 5

1.5K 131 13
                                        

"Dzięki za pożyczenie notatnika, niestety nie zdążyłem doczytać go do końca, ale bardzo pomógł mi w nauce. Powodzenia w wkuwaniu materiałów."

-Jak dorwę tego kundla, który śmiał tknąć moje rzeczy, to go uduszę! Będzie błagał o litość, a ja urwę mu ten pusty łeb i dam w prezencie jego rodzicom. - szybkim ruchem zgniótł kawałek papieru w kulkę i rzucił nim na drugi koniec sali. Stał jeszcze przez chwilę w bezruchu, po czym tak jak miał w zwyczaju wyszedł gniewnym krokiem.

Przechodzące koło sali Golden Trio, powędrowało wzrokiem za Ślizgonem, który wrzeszczał na wszystkich, którzy weszli mu w drogę.

-Ten chłopak musi wziąć coś na uspokojenie, zaczynają mnie wkurzać te jego humorki. - powiedziała Hermiona, a dwójka jej przyjaciół, aż podskoczyła z wrażenia.

-Mogłabyś powtórzyć? - zapytał z niedowierzaniem Harry.

-Herm ma rację. Całe dnie tylko chodzi i niszczy wszystko na swojej drodze. Cały czas jest wkurzony o nic, a jedyna pora gdy jest spokojny, to najprawdopodobniej późna godzina nocna, gdy przymyka swoje diabelskie powieki i zasypia.

-A pomyśleliście może o tym, że ma jakieś problemy np. rodzinne? - wszyscy zamilkli i popatrzyli na siebie.

-Okej, kończymy temat Zabini'ego, ponieważ zrobiło się ponuro. Idę do biblioteki, chcecie się zabrać ze mną? - brunetka zręcznie zmieniła tor rozmowy.

-Ja musze odmówić, spotykam się z chłopakami z drużyny. A właśnie już późno, powinienem się zbierać. - zorientował się czarnowłosy. - Do zobaczenia! - krzyknął na pożegnanie i zniknął w tłumie.

-Ja też już pójdę. - Hermiona zatrzymała się, stanęła na palcach i pocałowała Rona lekko w policzek.

-Pa! - pożegnał ją, a ona spokojnym krokiem odeszła w stronę swojego ulubionego miejsca w Hogwarcie.

Powoli ludzie znikali z korytarza, aż w końcu zrobił się pusty.

-I co ja mam teraz robić? - pomyślał znudzony Gryfon i spojrzał na zegarek. - Może pójdę na krótką drzemkę, jestem dość zmęczony.

-Ron! Jak dobrze, że cię widzę. Pomógłbyś mi może? - podbiegł do niego zdyszany Seamus.

-Zależy w czym. - Ron wolał się zabezpieczyć, żeby nie być później wmieszany w jakieś bagno.

-Ukryj mnie.

-Huh?! - nastolatek wydał dźwięk, jakby zabrakło mu powietrza w płucach. - Po co?

-Ta poczwara z piekła rodem ściga mnie po całej szkole i dopiero teraz udało mi się uciec. Przegrałem zakład i wiszę mu przysługę.

-Czekaj, chyba się pogubiłem. Mówisz o Deanie? - Finnigan spojrzał na niego zawiedziony i przytaknął. - Skoro tak, to radziłbym ci się zbierać, bo właśnie idzie w tą stronę.

-Co?! - pisnął wysokim tonem.

-Cześć Ron! - w mgnieniu oka wysoka pijawka pojawiła się koło nich. - O, Seamus nie zauważyłem cię, ale skoro już tu jesteś, to chyba wisisz mi przysługę.

-Nie ma mnie tu, to tylko iluzja. - powiedział szybko młody czarodziej i zaczął się wycofywać. Jednak na jego nieszczęście Dean zdążył złapać go za kołnierz i pociągnąć w swoją stronę.

-Nie tak prędko, najpierw moja przysługa. O Irlandzki dżinie... - rudzielec zaśmiał się pod nosem. -  Spełnij moje życzenie i pójdź ze mną na randkę.

Rudego zamurowało i jedyne co był w stanie zrobić to odsunąć się o kilka kroków.

-Zaraz, co? Ja z tobą na randkę? - ciemnoskóry pokiwał głową. - Taką prawdziwą, jak para? Eh...

-Po prostu się zgódź. Widać, że leci na ciebie od pierwszego roku, chociaż nadal nie wiem czemu. - syknął złowrogi głos.

-Co tu robisz Zabini? Swatka się z ciebie zrobiła? - odburknął rudzielec.

-Żebyś wiedział, ale o waszym marnym życiu miłosnym pogadacie, jak już sobie pójdę. Teraz mam do was jedno pytanie, na które chciałbym uzyskać odpowiedź.


| Notatnik | Blairon |Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz