Rozdział 18

5.8K 216 148
                                        

,,You're the only thing I wanna touch

Never knew that it could mean so much, so much"

— Ellie Goulding, Love me like you do 

Liliana

Następnego czwartkowego dnia razem z Leonem wyszliśmy z apartamentowca. Nie chciałam, żeby w swoim stanie w ogóle przemieszczał się gdzieś dalej niż z łóżka do łazienki, ale zapewniał mnie, że nic mu nie jest i powinnam cieszyć się wizytą w Chicago, a nie tym, że muszę zajmować się żołnierzem, gdy powinno być całkowicie odwrotnie. Poza tym uważał, że po wczorajszej intymnej sytuacji między nami czuł się o niebo lepiej. Dodatkowo zapewnił mnie o tym, że rany goiły się na nim jak na psie i kilka dni wystarczyło, aby stanął na nogi.

Czułam smutek na myśl, że w poniedziałek będę musiała wrócić do domu. Bardzo zżyłam się z Chicago, a dodatkowo zaczęliśmy się jako tako dogadywać z Vitalem. Czasem graliśmy w szachy, uprzednio upijając łyk wina, żeby sobie nie skoczyć do gardeł, bo syn Pirelliego ewidentnie miał problem z przełykaniem smaku porażki. Byłam dobra, a kiedy pomagał mi Leon, to syn capo nie miał szans na wygraną. Emiliano zaś unikałam, podobnie jak on nas wszystkich, łącznie z Leonem. Apartamentowiec zrobił się taki pustszy, może właśnie dlatego Leon chciał mnie z niego zabrać.

— Więc, co będziemy dziś robić? — zapytałam, gdy jechaliśmy jego czarnym matowym samochodem przez Chicago.

— To niespodzianka — odpowiedział tajemniczo. Uniosłam brwi, ale on z błąkającym się na ustach uśmiechem znów odwrócił głowę w stronę przedniej szyby.

Nie tylko ja się zmieniłam. Sam Leon też bardziej się na mnie otworzył, rzucał dwuznacznymi tekstami, choć chwilami wydawał mi się tak odległy, że nie potrafiłam do niego dotrzeć. Oczywiście nie zamierzałam na niego ani naciskać, ani wnikać w sprawy, które na pewno mnie nie interesowały. Żołnierz razem z Vitalem wieczorem wyjechali w interesach mimo obrażeń, jakie miał Leon i gdy wrócił, to kurczowo próbował ukryć swoje emocje, choć widziałam, że nie miał humoru. Wtedy po prostu mnie mocno przytulił i tak zasnęliśmy, ale nie umknęło mojej uwadze to, że zamknął drzwi na klucz.

— Mam się bać? — zażartowałam, opierając rękę na podłokietniku. Dzisiaj miałam w uszach kolczyki z moimi ukochanymi słonecznikami.

— Jeśli do tej pory się mnie nie bałaś, to i tym razem nie powinno być z tym problemu — odarł jedynie, skręcając w jedną z ulic miasta.

Dość długo jechaliśmy samochodem, a w końcu przed nami zaczęły majaczyć bardzo wysokie budynki. Zdecydowanie byliśmy w tej bogatej dzielnicy miasta. W końcu zatrzymaliśmy się w miejscu. Leon na mnie spojrzał i obdarzył promiennym uśmiechem. Nie miałam pojęcia, co on wymyślił, ale czułam na raz ekscytację i niepewność.

— Musisz zamknąć oczy — powiedział. Oczywiście, że coś kombinował.

— Dobrze — zaczęłam wolno. — Ale musisz mi coś obiecać. — Uniósł brwi w zainteresowaniu. — Jeśli się przewrócę, to się nie śmiej.

— Obiecuję — parsknął z rozbawieniem i wysiadł, a po chwili otworzył przede mną drzwi i wystawił do mnie dłoń, którą bez namysłu chwyciłam i zaciągnęłam się świeżym powietrzem. Było już dość późno, a słońce powoli zaczynało zachodzić. — Dobra, zamknij oczy — rzucił swobodnie, uprzednio blokując drzwi pojazdu. Wyciągnął swój krawat.

L'amoreOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz