Rozdział 20

6.1K 241 323
                                        

,,If my hand is not the one you're meant to hold,

maybe you'd be happier with someone else"

— Benson Boone, Ghost town  

Vitale

Wszystko układało się wręcz idealnie, dopóki nasza kucharka nie oznajmiła, że ojciec chce zjeść z nami lunch. Po pierwsze, nigdy tego nie robił, a po drugie, siedzenie w jego towarzystwie nie było niczym przyjemnym. Liczyłem jedynie na to, że i Normano tam będzie. Nie przeliczyłem się, bo mój przyjaciel siedział po lewej stronie Emiliano, a to miejsce po prawej było puste.

— Liliano, usiądź obok mnie! — zawołał capo. Zawęziłem złowrogo oczy, ale niczego nie powiedziałem. Nie byłem zazdrosny o ojca, ale musiałem być czujny po tym, co powiedział mi consigliere.

Lily zajęła miejsce po jego prawej stronie z bladym uśmiechem. Usiadłem obok niej, a Gabriel naprzeciw mnie, wypalając we mnie spojrzenie, które chyba miało pytać, o co chodziło mojemu ojcu, bo ten za bardzo się uśmiechał do mojej przyszłej żony.

— Więc, Leonie — zwrócił się do mnie Normano — pamiętasz, że dzisiaj musimy załatwić jedną sprawę?

— Oczywiście — odpowiedziałem pewnie, a przed nami pojawiły się sałatki owocowe w małych salaterkach.

— Nie musicie się spieszyć, panowie. Chcę mieć pewność, że każda kobieta się nadaje — wtrącił Emiliano Pirelli. Z nerwów zadrgała mi powieka. Powiedział to specjalnie, żeby uderzyć w Lilianę i mu się to udało.

— Do czego się nadaje? — zapytała blondynka, zaciskając dłoń na widelcu. Widziałem w jej oczach zazdrość czy może mi się zdawało?

— Do zapewniania usług naszym gościom — wyjaśnił spokojnie, a we mnie się zagotowało.

— Tak, będziemy przeprowadzać z nimi rozmowy na temat ich kompetencji. Jedziemy do kilku barów, żeby przetestować usługi barmanek w lokalach pod władzą Cosa Nostry — wycedziłem. Blondynka się rozluźniła i chwyciła moją dłoń pod stołem, ostrzegawczo ściskając.

— A co ustalono w sprawie napadu na oddział z Wybrzeża? — Normano zmienił temat. Nie dziwiło mnie to, że on wiedział. Skoro mój ojciec, capo to wiedział to z całą pewnością jego consigliere także.

— Udało się załagodzić sytuację — odpowiedziała krótko. — Nie mogę wypowiedzieć się na temat, przy którym mnie nie było.

Mądra. Moja Lily była bardzo sprytna.

— A może wina? — Normano uniósł prowokacyjnie brwi w górę, przypominając o swoim ostatnim wyczynie. — Czy może nie?

— Jedną lampkę, poproszę — powiedziała poważnie blondynka. Miała zbyt dumną naturę, z tego, co zauważyłem, a dodatkowo nie chciała ulegnąć komuś, kogo nie darzyła sympatią. Normano wyglądał na rozbawionego, gdy Lily wzięła łyk trunku, który również i reszcie został zaserwowany.

— Myślałaś już o swojej przyszłości? — zapytał Lilianę mój capo. Coś kombinował, czułem to.

— Owszem — odparła, odkładając widelec na półpełny talerz. — Chciałabym studiować w college'u lub na jakiejś wyższej uczelni artystycznej.

— Więc nie chcesz zakładać rodziny? — drążył. Liliana uśmiechnęła się nieco zażenowana.

— Z całym szacunkiem, mam dopiero osiemnaście lat. Myślę, że i na to przyjdzie czas w przyszłości, kiedy będę na to gotowa.

L'amoreOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz