Rozdział 28

5K 230 163
                                        

Jeśli jesteście wrażliwi, nie czytajcie tego rozdziału dzisiaj

,,And I was so dumb. I let you in"

— Robin Hood, Anson Seabra 

Liliana

Nie mogłam się poruszyć, dopiero wracało mi czucie w rękach i nogach. Siedziałam zapięta pasem, a moje nadgarstki i nogi zostały zawiązane. Powieki niesamowicie mi ciążyły, ciągnąc w ciemność i sen, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Nie, gdy byłam bezbronna w samochodzie z kimś, kto chwilę wcześniej mnie sparaliżował i po prostu porwał. Jak Emiliano mógł być tak nierozsądny? Mój ojciec prędzej by zginął niż przestał mnie szukać.

— Obudziłaś się — mruknął, kierując samochodem. Było już jasno, a zegar na desce rozdzielczej wskazywał dziewiątą. Uprowadził mnie jeszcze przed północą. Bałam się pomyśleć, co się ze mną stało, nim wyjechaliśmy autem. — Pewnie zastanawiasz się, dlaczego cię uprowadziłem. — Rzucił mi krótkie spojrzenie. — Cóż, ktoś musiał ci o tym powiedzieć — westchnął dramatycznie.

— Po prostu mnie wypuść — wychrypiałam ciężko, patrząc na niego z tak wielką nienawiścią i żalem, jakie byłam mu w stanie okazać.

— Och, kochanie — zaśmiał się sucho — nie po to cię porwałem, żeby cię teraz puścić.

— Obrzydzasz mnie. — Zmarszczyłam lekko twarz na to, gdy powiedział do mnie kochanie.

— To dla mnie żaden problem. — Skręcił w jeden z zakrętów. — I tak zamierzam cię użyć na tak wiele sposobów, że nikt inny poza mną cię nie tknie — warknął, zatrzymując się na światłach. Czy my w ogóle byliśmy jeszcze w Nowym Jorku?

Łzy stanęły mi w oczach, a głos uwiązł w gardle. Jak mógł tak do mnie powiedzieć? Słyszałam w swoim życiu już wiele krzywdzących słów, ale to? To za wiele. Byłam zbyt słaba, zbyt przerażona i skołowana tym, co się działo. Dlaczego mi to zrobił? Dlaczego dokładał mi cierpień w chwili, gdy straciłam swoją matkę? Chciałam wrócić do domu. Czy tak trudno było mnie zostawić w spokoju, do cholery? Traciłam oddech, czułam panikę, która mnie dusiła. Co, jeśli mnie zgwałcił? Nawet nie chciałam o tym myśleć. O Boże, dlaczego ja?

— Wracając do tematu — odchrząknął niewzruszony moimi łzami. — Nie mogłem ryzykować tym, że zobaczę cię dopiero na twoim ślubie. Przez trzy miesiące nic nie mógłbym zrobić, trzeba było działać.

— Jaki ślub? — wyszeptałam drżącym tonem głosu. Nie rozumiałam już kompletnie niczego.

— Twój ojciec trzynaście lat temu potraktował cię jak prostą inwestycję. Zostałaś przeznaczona mojemu synowi, Vitalemu, którego poznałaś jako Leona i który cię oszukiwał. Vitale jest zbyt niepokorny, nie zasłużył na twoje ciało. Na ciebie całą. — Zeskanował mnie pożądającym wzrokiem i potem powrócił nim na drogę, a ja poczułam, jak moje serce kolejny raz się połamało.

Nie potrafiłam uwierzyć. Nie chciałam wierzyć. Ojciec i syn zdeptali moje serce. Oszukali mnie. Tak bardzo wierzyłam, że Emiliano żartował, że kłamał. Łzy lały się ciurkiem po mojej twarzy, a w głowie powstał istny chaos. Dlaczego życie mnie tak pokarało? Czemu ludzie mnie opuszczali? Najpierw mama, teraz Leon... Vitale. Nie, nie chciałam w to wierzyć. Nie, to na pewno kłamstwo. Robił to specjalnie, aby mnie dobić. To jedyne sensowne rozwiązanie. Ale... może faktycznie to była prawda? Teraz każdy niepasujący wątek się ułożył w całość. Czemu Emiliano nie miał swojego consigliere, dlaczego ludzie tak bardzo się bali Leona. Kim więc w tej historii był fałszywy Vitale? Musiałam się więc pogodzić z myślą, że... 

L'amoreOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz