Rozdział 21

5.2K 244 212
                                        

,,I should be cryin' but I just can't let it show

I should be hopin' but I can't stop thinkin'

All the things we should've said that are never said"

— Kate Bush, This woman's work 

Vitale

— Kurwa! — warknąłem, wybiegając z Euphorii. Duży czarny wóz znikał mi z oczu, ale nie miałem wątpliwości, że to właśnie nim jechała Liliana. Skąd miała samochód? Kto pozwolił jej wyjść z apartamentu beze mnie? Ktoś musiał za to zapłacić. Ktoś musiał za to ucierpieć.

Normano wybiegł za mną i położył swoją dłoń na moim ramieniu. Zrzuciłem ją i odwróciłem się z morderczym gniewem na twarzy wymierzonym prosto w przyjaciela. To on wypchnął mnie na podwyższenie i to on wcześniej sprawdzał umiejętności Kiko, która z pewnością myślała, że byłem kolejnym do testowania, ale, kurwa, nie byłem! Próbowałem zrzucić jej nogę, którą mnie oplotła, ale nie ustępowała, więc wbiłem jej palce w udo, co chyba jeszcze bardziej jej się spodobało. Nigdy nie byłbym w stanie uderzyć kobiety, ale Kiko właśnie miałem ochotę udusić. Dodatkowo to wszystko widziała Lily. Kobieta, z którą miałem spędzić resztę życia, a ją skrzywdziłem. Cholernie mocno ją skrzywdziłem.

— Nie dotykaj mnie — syknąłem do Normano. Przeczesał palcami swoje włosy nerwowym gestem.

— Vitale, nie chciałem, żeby ona cię całowała — wyjaśnił, siląc się na spokój. I dobrze, bo gdybyśmy oboje byli wściekli, to byłaby rzeź. — Gadałem z nią wcześniej i miała z tobą, kurwa, jedynie zatańczyć, żebyś się odstresował! Nie wiem, co jej strzeliło do tego pierdolonego łba.

— Nie wierzę ci. — Złapałem go za kołnierz koszuli. Wyciągnął odruchowo swój nóż, tak jak nas uczono. Parsknąłem kpiąco. — Chcesz walczyć na noże? W porządku, tym razem nawet ciebie pokroję — syknąłem wściekle.

— Kurwa, chcesz się bić w takiej chwili?! — Wyrwał się i spojrzał na mnie z mordem w oczach. — Nigdy nie dałem ci powodów, żebyś mi nie wierzył. Zawsze stałem obok ciebie i wziąłem nawet udział w waszym głupim przekręcie, nie wypuszczając pary z ust, a ty mi nie ufasz?! — Był wściekły, a ja mu się nie dziwiłem, bo uraziłem jego dumę. — Wiesz co? Pierdolę to. Pierdolę to i ciebie! — Zrobił krok w tył, a ja przewróciłem oczami. — Nie przewracaj na mnie oczami! Wiesz, że tego nie toleruję.

— Już, nie gniewaj się — westchnąłem. Normano miał rację, mogłem całe życie na nim polegać. — Masz rację, nigdy mnie nie zawiodłeś. Nie kłóćmy się, musimy się pośpieszyć. — Wystawiłem dłoń, a on po chwili ją uścisnął ze zdystansowanym wyrazem twarzy. Póki co, miałem inne sprawy na głowie niż jego obraza.

— Jedziemy do apartamentu, może tam się czegoś dowiemy — zarządził consigliere. Tak właśnie między nami było. Nasze kłótnie nie trwały dłużej niż pięć minut i to właśnie było najlepsze.

Już po dziesięciu minutach byliśmy w windzie prowadzącej na piętro ojca i wpisałem odpowiedni kod, aby drzwi się otworzyły. Wciąż czułem na swoich ustach usta Kiko, dlatego przetarłem je wierzchem dłoni. Było już po osiemnastej, gdy w końcu zacząłem walić w drzwi mieszkania Emiliano Pirelliego, olewając fakt, że to niestosowne czy wkurwiające. Może i był moim capo i na pewno nie powinienem się tak zachowywać, ale, kurwa! Liliana widziała, jak całowałem obcą dziewczynę.

— Czego — warknął ojciec, gdy wreszcie otworzył drzwi i otaksował nas zimnym spojrzeniem. Był, krótko rzecz ujmując, niesamowicie wkurzony.

L'amoreOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz