Sprawy mafii

6.9K 152 17
                                        


– Dobrze. Zabiorę cię do niego – powiedział Isaac po dłuższej chwili milczenia, a jego głos był niższy niż zwykle. – Ale musisz mi obiecać, że nie zrobisz nic głupiego.

– Obiecuję – odpowiedziałam od razu, nie zastanawiając się nawet. Musiałam go zobaczyć. Musiałam wiedzieć, że Liam jeszcze walczy.

Droga do szpitala była napięta. Nikt z nas się nie odzywał, a Isaac co chwila zerkał w lusterko, sprawdzając, czy ktoś nas nie śledzi. Dylan siedział obok, zaciskając szczęki z niepokojem, którego nie próbował nawet ukrywać.

– Wchodzisz na pięć minut – powiedział, gdy podjechaliśmy pod tylną bramę szpitala. – Jeśli ktoś cię rozpozna, może być źle. Wiesz o tym, prawda?

– Wiem – odpowiedziałam, ściskając torbę na kolanach.

Isaac pokazał strażnikowi fałszywy identyfikator, który miał od dawna. Szlaban poszedł w górę bez słowa. Wszystko było przygotowane. Zbyt dobrze. Poczułam ciarki na plecach.

Weszliśmy bocznym wejściem. Szpital był cichy, prawie martwy. Z dala od zgiełku, z dala od odwiedzających. Pokój Liama znajdował się na końcu długiego, białego korytarza.

Isaac zatrzymał się przed drzwiami i spojrzał na mnie poważnie.

– Tylko pięć minut – powtórzył.

Pokiwałam głową i powoli nacisnęłam klamkę. W środku panowała cisza, tylko cichy, jednostajny dźwięk aparatury wypełniał przestrzeń. Liam leżał bez ruchu, z rurką w gardle, blady jak ściana. Wyglądał inaczej. Krucho. Jakby miał się zaraz rozsypać.

Podeszłam bliżej i usiadłam obok łóżka.

– Hej, Liam... – szepnęłam, czując, jak oczy zachodzą mi łzami. – Wiem, że mnie nie słyszysz, ale... jestem tutaj. I czekam. Wiemy, że to nie był wypadek. Obiecuję ci, że dowiemy się, kto to zrobił. I... nie zostawię cię. Już nigdy.

Dotknęłam jego ręki — była chłodna, ale czułam ciepło skóry. I wtedy po policzku spłynęła mi pierwsza łza.

– Noemi, musimy iść – Isaac wszedł bezszelestnie, zerkając nerwowo na korytarz.

Otarłam oczy i wstałam. Jeszcze jeden rzut oka na Liama. Jeszcze jeden szept, tylko dla niego.

– Wracaj do mnie, proszę.

I wyszłam, zostawiając za sobą chłód szpitalnej sali i serce, które pękało od bezsilności.
W samochodzie zapanowała cisza, ale tym razem była inna. Nie była ciężka. Była pełna obietnic, niedopowiedzianych słów i cichych planów.

Bo wiedziałam jedno: to jeszcze się nie skończyło.
– Co teraz? – zapytałam, patrząc na Dylana i Isaaca.
– Teraz – odpowiedział Isaac – znajdujemy Jareda. I kończymy tę grę.

Kilka godzin później siedzieliśmy w kryjówce Dylana, w starym budynku na obrzeżach miasta. Ściany były grube, sygnał ledwo dochodził, a wejścia pilnowały kamery. Miejsce idealne, by zniknąć z radarów — i zaplanować coś, co miało zmienić wszystko.

– Musimy zacząć od początku – powiedział Isaac, opierając się o stół i przesuwając po nim teczkę z dokumentami. – Jared nie działał sam. Ktoś mu pomagał. I mam przeczucie, że to ktoś, kogo znamy.

– Myślisz, że chodzi o któregoś z naszych? – zapytał Dylan, marszcząc brwi.

– Albo byłego z naszych. Kogoś, kto kiedyś był blisko, a potem zniknął. Jakby ktoś ich wyciągnął z gry... ale tylko po to, żeby grać dalej – odpowiedział Isaac.

– A Carter? – zapytałam cicho. – Skoro Jared miał coś wspólnego z jego śmiercią, to znaczy, że to było coś więcej niż porachunki?

– Tak – powiedział Isaac. – Carter coś odkrył. Coś, czego nie powinien wiedzieć. I zanim zdążył komukolwiek powiedzieć, już nie żył.

W pokoju zapanowała cisza. Dylan spojrzał na mnie uważnie, jakby chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. Zamiast tego, otworzył laptopa i zaczął przeglądać akta.

– Mam jeszcze jeden trop – powiedział po chwili. – Jared spotykał się ostatnio z kimś pod fałszywym nazwiskiem. Dane są szczątkowe, ale w dokumentach przewija się nazwisko „Rowe".

Isaac zamarł.

– Rowe? – powtórzył. – To nazwisko należało kiedyś do człowieka, którego ojciec rządził połową podziemia w tym stanie. Myślałem, że po ich zniknięciu nikt już go nie używa.

– Może ktoś postanowił wrócić – powiedziałam, nagle rozumiejąc, że wcale nie jesteśmy tak daleko od środka całej tej sprawy, jak mi się wydawało.

Isaac wstał i sięgnął po kurtkę.

– Gdzie idziesz? – zapytałam zaniepokojona.

– Muszę coś sprawdzić. Dylan, pilnuj Noemi. Niech nigdzie nie wychodzi. I nie odbieraj żadnych nieznanych numerów. Jasne?

– Jasne – odpowiedział Dylan krótko.

Isaac spojrzał na mnie jeszcze raz, tym razem nieco dłużej.

– Będę ostrożny – powiedział, jakby czytał mi w myślach.

Zniknął za drzwiami.

Zostałam z Dylanem w ciszy, która znów zrobiła się ciężka. Ale teraz już wiedziałam: coś się zbliża. Coś, co miało zmienić reguły gry.

I tym razem... byłam gotowa.
Jared?
...

Pov Isaac
Wysiadłem z auta pod starą halą na południowym krańcu miasta. Miejsce wyglądało jak opuszczone, ale wiedziałem, że w środku siedzą ludzie, których nie znajdziesz w żadnym oficjalnym rejestrze. Byli częścią podziemia – tak jak ja kiedyś.

Drzwi otworzyły się, zanim zdążyłem zapukać.

– Isaac. Żyjesz jeszcze? – mruknął Kaleb, stary kontakt, którego twarz nosiła więcej blizn niż wspomnień.

– Szukam Rowe – powiedziałem prosto z mostu.

Kaleb zamarł, jakby to nazwisko było zakazane.

– Nie słyszałem tego od lat – odparł wolno. – Ale... ktoś widział go kilka dni temu w porcie. Mówią, że wrócił. Że znowu coś knuje.

– Masz nazwisko? Adres?

– Tylko szept. Ale szept w tych kręgach znaczy więcej niż cała kartoteka. Uważaj, Isaac. Ten gość nie wrócił tu na wakacje.

...

Spotkałem się jeszcze z dwoma innymi. Jeden był z północy, drugi z Vegas. Wszyscy mówili to samo – Rowe żyje. I wrócił. I choć nikt nie znał jego dokładnych planów, jedno było pewne: szykował coś dużego. Coś, co może zmienić układ sił.

...

Wróciłem do kryjówki późno w nocy. Noemi i Dylan siedzieli przy mapie rozłożonej na stole. Gdy tylko przekroczyłem próg, podnieśli wzrok.

– I? – zapytała Noemi, niecierpliwość w jej oczach była niemal namacalna.

– Rowe wrócił do miasta – powiedziałem bez owijania. – Nikt nie wie dokładnie, po co. Ale wszyscy się boją. A to znaczy jedno – zamierza uderzyć.

Dylan zbladł lekko.

– Myślisz, że to on stoi za Cartera śmiercią?

– Nie mam dowodów. Ale mam przeczucie, że jesteśmy tylko pionkami w jego grze.

Noemi spojrzała na mnie ostrożnie.

– Więc co teraz?

Spojrzałem na nią, potem na Dylana.

– Teraz? Teraz przestajemy się bronić. I zaczynamy grać według własnych zasad.

Angel in a devil's bodyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz