25. | I think we are meant to be together |

99 7 3
                                        

Negan stał oparty o swoją broń, czuł przerażone, i nieufne, spojrzenia grupy Ricka na sobie. Na twarzy szeryfa był kurz, który w połączeniu z potem, tworzył brud na jego twarzy.

-Gratuluje - Smith parzyła na Grimesa - Nie zabije żadnego z was choć, cholernie, mam na to ochotę. Szczególnie po tym że zabiliście moich ludzi, a później ludzi których wysłałem po to aby was zabili, za zabicie poprzednich - jego głos był arogancki, mężczyzna był pewny siebie jak zawsze.

Amerykanin wręcz karmił się strachem ludzi, którzy klęczeli przed nimi. Taki wspaniały widok, ludzie padający na kolana na jego rozkaz.

-Ale - na jego twarzy pojawił się, arogancki, uśmiech - Po połowę waszych zapasów będziemy się zjawiać. Co trzy tygodnie - ogłosił, nie spuszczając z wzroku z oczu Ricka. Tak jak by rzucał mu wyzwanie.

-Dlaczego darujesz nam życie? - z ust Glenna padło, ciche i niepewne, pytanie, ciągle był przerażony, jednak nie bał się o swoje życie, tylko o Maggie.

-Myślałem że poprzednie słowa były wystarczające - powiedział znudzony - Ale dzięki wam, moja ukochana córka, żyje i jest szczęśliwa. Nie jestem takim potworem, dla własnego dziecka oczywiście, aby zabierać jej to, co ją uszczęśliwia.

-Lucy..? - Rick spojrzał na dziewczynę, która wciąż stała przy Carlu. Nastolatkowie szukali jej broni, w całej stercie skonfiskowanych narzędzi, nie zwracali na nich uwagi.

-Lucilla Allie Eladiera Smith, znana wam jako Lucy - przedstawił ją Negan, z słyszalną dumą w głosie. Była wręcz jego klejnotem, powodem do dumy.

-Przed chwilą było mówione, że to dzięki niej - powiedziała cicho Maggie, która czuła się coraz gorzej.

-Lucy, myślisz że Negan pomoże Maggie? - zapytał cicho Carl, kiedy czarnowłosa miała swoją kosę w rękach i ją przytulała. Spojrzała na niego i wzruszyła ramionami.

Założyła sobie kosę na plecy, po czym podeszła swoim, skocznym, krokiem do Amerykanina, którego oczy od razu pokierowały się na nią.

-Tak Lucy? - patrzył na nią uważnie, znał ją od urodzenia, byli z jednej krwi, wiedział że coś chce.

-Bo Maggie - kiedy wypowiedziała jej imię, przerażony wzrok grupy Ricka skierował się na nią - Co się gapisz jak dupa na sedes Eugene? Ogarnij dupę - prychnęła, na co na ustach Carla i Negana zakwitł uśmiech. Uwielbiali jej niewyparzony język - Maggie jest w ciąży i źle się ostatnio czuje - jej wzrok był skierowany na Smitha.

-Czego ode mnie, dokładnie, oczekujesz? - uniósł brew, kręcąc swoim kijem bejsbolowym, owiniętym drutem kolczastym, w dłoniach.

-Trzeba zawieźć Maggie na Wzgórze, do osady, tam jest jej lekarz - cały czas patrzyła ojcu w oczy.

-Skoro tak ci na tym zależy - westchnął, wiedział że nie potrafi odmówić swojej, jedynej, córce.

-Dwight, prowadź - mężczyzna słysząc polecenie z ust dziewczyny, kiwnął głową idąc do jednego z ich samochodów - Simon, odwieź Ricka i resztę do Alexandrii, w jednym kawałku kutasiarzu.

-Ja jadę z Maggie - od razu odezwał się Koreańczyk, chciał być jak najbliżej swojej żony.

-A ja nie ruszam się od Lucy na krok - oznajmił Carl, stając obok niebieskookiej.

-Carlowi szykuje się pojebany teść - zaśmiał się cicho Abraham, do stojącego obok niego Daryla. Rick słysząc te słowa, spojrzał na nich przerażonym wzrokiem. Negan teściem Carla? Nigdy.

Grupa Ricka została, bezpiecznie, przetransportowana do Alexandrii, nie ufali oni wciąż Zbawcą, przez co całą drogę mieli się na baczności.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz