Negan stał oparty o swoją broń, czuł przerażone, i nieufne, spojrzenia grupy Ricka na sobie. Na twarzy szeryfa był kurz, który w połączeniu z potem, tworzył brud na jego twarzy.
-Gratuluje - Smith parzyła na Grimesa - Nie zabije żadnego z was choć, cholernie, mam na to ochotę. Szczególnie po tym że zabiliście moich ludzi, a później ludzi których wysłałem po to aby was zabili, za zabicie poprzednich - jego głos był arogancki, mężczyzna był pewny siebie jak zawsze.
Amerykanin wręcz karmił się strachem ludzi, którzy klęczeli przed nimi. Taki wspaniały widok, ludzie padający na kolana na jego rozkaz.
-Ale - na jego twarzy pojawił się, arogancki, uśmiech - Po połowę waszych zapasów będziemy się zjawiać. Co trzy tygodnie - ogłosił, nie spuszczając z wzroku z oczu Ricka. Tak jak by rzucał mu wyzwanie.
-Dlaczego darujesz nam życie? - z ust Glenna padło, ciche i niepewne, pytanie, ciągle był przerażony, jednak nie bał się o swoje życie, tylko o Maggie.
-Myślałem że poprzednie słowa były wystarczające - powiedział znudzony - Ale dzięki wam, moja ukochana córka, żyje i jest szczęśliwa. Nie jestem takim potworem, dla własnego dziecka oczywiście, aby zabierać jej to, co ją uszczęśliwia.
-Lucy..? - Rick spojrzał na dziewczynę, która wciąż stała przy Carlu. Nastolatkowie szukali jej broni, w całej stercie skonfiskowanych narzędzi, nie zwracali na nich uwagi.
-Lucilla Allie Eladiera Smith, znana wam jako Lucy - przedstawił ją Negan, z słyszalną dumą w głosie. Była wręcz jego klejnotem, powodem do dumy.
-Przed chwilą było mówione, że to dzięki niej - powiedziała cicho Maggie, która czuła się coraz gorzej.
-Lucy, myślisz że Negan pomoże Maggie? - zapytał cicho Carl, kiedy czarnowłosa miała swoją kosę w rękach i ją przytulała. Spojrzała na niego i wzruszyła ramionami.
Założyła sobie kosę na plecy, po czym podeszła swoim, skocznym, krokiem do Amerykanina, którego oczy od razu pokierowały się na nią.
-Tak Lucy? - patrzył na nią uważnie, znał ją od urodzenia, byli z jednej krwi, wiedział że coś chce.
-Bo Maggie - kiedy wypowiedziała jej imię, przerażony wzrok grupy Ricka skierował się na nią - Co się gapisz jak dupa na sedes Eugene? Ogarnij dupę - prychnęła, na co na ustach Carla i Negana zakwitł uśmiech. Uwielbiali jej niewyparzony język - Maggie jest w ciąży i źle się ostatnio czuje - jej wzrok był skierowany na Smitha.
-Czego ode mnie, dokładnie, oczekujesz? - uniósł brew, kręcąc swoim kijem bejsbolowym, owiniętym drutem kolczastym, w dłoniach.
-Trzeba zawieźć Maggie na Wzgórze, do osady, tam jest jej lekarz - cały czas patrzyła ojcu w oczy.
-Skoro tak ci na tym zależy - westchnął, wiedział że nie potrafi odmówić swojej, jedynej, córce.
-Dwight, prowadź - mężczyzna słysząc polecenie z ust dziewczyny, kiwnął głową idąc do jednego z ich samochodów - Simon, odwieź Ricka i resztę do Alexandrii, w jednym kawałku kutasiarzu.
-Ja jadę z Maggie - od razu odezwał się Koreańczyk, chciał być jak najbliżej swojej żony.
-A ja nie ruszam się od Lucy na krok - oznajmił Carl, stając obok niebieskookiej.
-Carlowi szykuje się pojebany teść - zaśmiał się cicho Abraham, do stojącego obok niego Daryla. Rick słysząc te słowa, spojrzał na nich przerażonym wzrokiem. Negan teściem Carla? Nigdy.
—
Grupa Ricka została, bezpiecznie, przetransportowana do Alexandrii, nie ufali oni wciąż Zbawcą, przez co całą drogę mieli się na baczności.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fanfiction-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
