46. | Always |

22 3 0
                                        

Za drzwiami do sali narad można było usłyszeć rozmowy, dobiegające ze środka. Ten moment był inny niż wcześniejszy, to nie była demonstracja ani szok. Teraz każdy wiedział, że od tego zebrania, będzie zależało ich życie, ich i wszystkich mieszkańców Twierdzy.

Lucilla zajęła swoje miejsce na czele stołu. Z jej prawej strony siedziała Noor; kobieta której Amerykanka ufała najbardziej, gdyż ta wiele razy udowodniła że można na niej polegać i jest lojalna. Po jej lewej stronie znajdowała się Carol, którą w pewnym momencie Lucy, po tylu latach, zaczęła traktować jak kogoś w rodzaju matki. Rick za to stanął z boku, nie usiadł na żadnym krześle przy stole. Był świadomy tego, że jego obecność była tolerowana, nie akceptowana. Wiedział że na miejsce przy stole w Twierdzy, będzie musiał zasłużyć, a do tego długa droga.

-Zaczynamy - odezwała się Lucy - Mamy nowego wroga. I stare błędy - parę par oczu pokierowało się, ukradkiem, w stronę Ricka - Tych błędów, żadne z nas nie może powtórzyć.

Na stole została rozłożona mapa, na której były wszystkie lasy, drogi, pola jak i zaznaczone miejsca obserwacji. Nora przesunęła po mapie jeden z kamieni, pomalowany na fioletowo przez dzieci. Każdy kamień był w innym kolorze, symbolizującym oddział, a te na czerwono symbolizowały wrogów.

-Szeptacze poruszają się wolno, ale myślą szybko - stwierdziła - Testują nasze reakcje, sprawdzają granice. A do tego wiedzą, gdzie jesteśmy.

-I wiedzą że jesteśmy silni - dodał Kael - Dlatego nie atakują frontalnie.

Daryl pochylił się nad mapą, patrząc na nią uważnie.

-To znaczy że będą nas wyciągać. Pojedynczo; patrole, zwiady, starców, dzieci.

Ostatnie dwa słowa zawisły ciężko w powietrzu, ciężej niż pozostałe.

Lucy nie drgnęła, jednak jej palce zacisnęły się na krawędzi stołu.

-Dlatego Twierdza się nie rozdziela. Koniec samotnych wypadów, tak Daryl do ciebie mówię - spojrzała na Dixona, a on wywrócił oczami po czym uniósł ręce w geście poddania - Każdy ruch w parach, a najlepiej w trójkach.

-To nas spowolni - zauważyła Rosita.

-Tak - zgodziła się Smith - Ale żywi poruszają się szybciej niż martwi i ci, których martwych udają.

Rick odchrząknął, a kilka par oczu skierowało się na niego.

-Mów - powiedziała bezemocjonalnie Królowa.

Rick zrobił krok do przodu stając bliżej stołu, co od razu spotkało się z uniesioną brwią Kaela i Dreya.

-Szeptacze nie atakują, gdy wygrywają Jednak atakują, kiedy przeciwnik zaczyna wierzyć, że ma kontrolę.

-Mieliśmy takie samo zdanie, ale bez twojego tonu - rzucił chłodnym głosem Kael.

Rick skinął głową.

-Wiem, dlatego chce dodać coś od siebie - wskazał palcem na mapę - Oni uczą się waszych tras. Jeśli dziś nic się nie stanie, to jutro ktoś może zginąć. Nie w bitwie, a w ciszy.

-Co proponujesz? - zapytała Michonne, mrużąc oczy.

-Przestać reagować - wziął głęboki wdech - I zacząć prowokować

W sali rozległy się głosy sprzeciwu.

-Nie - powiedziała od razu Carol - To brzmi jak pułapka.

-Bo to jest pułapka - odpowiedział były Szeryf - Tylko nie na nas.

Lucy uniosła dłoń, po czym zacisnęła ją w pięść, co poskutkowało natychmiastową ciszą w pomieszczeniu.

-Wyjaśnij - powiedziała chłodnym głosem.

Rick spojrzał na nią uważnym wzrokiem, po raz pierwszy, od dawna nie było w nim strachu.

-Szeptacze myślą że kontrolują strach. Jednak mają jedną słabość - spojrzał na każdego po kolei - Są przekonani że wiedzą kim jesteście; Królową, Twierdzą, że znają waszą dyscyplinę i zachowania.

-A nie znają? - zapytał Negan z krzywym uśmiechem na twarzy.

Grimes spojrzał w jego stronę.

-Nie wiedzą, że ona - wskazał na Lucy - Pozwala ludziom być ludźmi, że nie rządzi terrorem. I tego że ona nie boi się ich, tak jak oni chcą, Tak jak, myślę, że wy wszyscy.

Milczenie Królowej trwało długo, nikt się nie odzywał, czekając na reakcje dziewczyny.

-Mów dalej - powiedziała po chwili.

-Udajcie słabość - stwierdził - Małe błędy. Takie jak; jedna trasa bez eskorty, jeden obóz wyglądający na porzucony. Oni wtedy wyjdą z cienia, a wy...

-Zamkniemy im drogę powrotną - dokończyła powoli Noor.

-To ryzykowane - powiedział Kael, patrząc na Lucy.

-Wojna była, jest i będzie - stwierdziła Amerykanka - A ja, nie będę czekać, aż oni zaczną zabijać moich ludzi, dzieci.

Carl odezwał się pierwszy raz od chwili.

-Jeśli to zrobimy, to razem, bez tajemnic.

Lucy spojrzała na niego miękko.

-Zawsze razem.

Później jej wzrok wrócił na Ricka, z tym chłodem co wcześniej.

-Dostaniesz głos, jeden. Ale jeśli mnie okłamiesz.

-Nie przeżyje, wiem - odpowiedział.

-Nie - poprawiła go - Nie zasłużysz na śmierć.

-Zebranie trwało jeszcze długo. Linie na mapach gęstniały, a decyzje zapadały jedna po drugiej.

A gdzieś głęboko w lesie, ktoś szeptał dwa słowa.

"Martwa Królowa".

She Is Crazy | The Walking DeadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz