32. | "Get some rest. We need you alive." |

70 7 8
                                        

Pięć dni po wysłaniu skrzyń do Alexandrii.

Lucy stała na murze swojej twierdzi. Wiatr uderzał w płaszcz, unosząc go lekko, jakby sama ziemia chciała, by ruszyła.

Nie miała ze sobą Skauta. Koń został w Alexandrii. Z Carlem.

Nawet nie chciała myśleć, co to znaczy.

Za nią stało troje zaufanych: Kael - były lekarz wojskowy, Noor - zwiadowczyni z Zachodniego lasu, i Drey - najmłodszy, ale o najbystrzejszych oczach. Znał miasta jak nikt inny.

Miasto, do którego jechali, niespełna dziesięć kilometrów od Alexandrii. kiedyś tętniło życiem - teraz było jak wszystko inne; puste, gnijące, śmiertelnie ciche.

Lucy odwróciła się i spojrzała na nich.

-Ruszamy za dziesięć minut. Lekko, cicho, bez błędów. Nie idziemy po sławę. Idziemy po przetrwanie.

Kael parsknął.

-Po sławę też by się przydało. Ludzie zaczynają myśleć, że jesteś tylko duchem.

Lucy uniosła brew.

-A może właśnie dlatego żyjemy.

Noor zerknęła na nią z ukosa.

-Nie boisz się, że ktoś z Alexandrii ruszy za tobą? Na przykład Carl?

Lucy przez moment milczała.

-Gdyby ruszył... wiedziałabym.

-Skąd? - spytał Drey - Przecież nie macie kontaktu.

-Wiem - jej głos był ostry, ale cichy - Nie potrzebuje. On też nie.

Miasto przywitało ich gnijącym odorem. Asfalt pęknięty, okna sklepów zbite, witryny zakurzone. Tu i tam szwendacze powłóczyły nogami po cichu, jakby same już nie wiedziały, co je przyciąga.

Zeszli z koni przed wjazdem.

-Tylko pieszo - szepnęła Lucy - Bez hałasu. Drey, bierz prawą flankę. Noor z Kaelem ze mną.

Drey skinął głową i zniknął w cieniu budynków.

Szli ulicą powoli. Lucy miała kosę na plecach, pistolet u pasa. Ale ufała bardziej kosie. Cisza to była jej broń.

Znaleźli sklep medyczny z otwartymi drzwiami.

-może coś zostało. Widziałem taką samą aptekę cztery miesiące temu, pełna bandaży pod szafką. - szepnął Kael.

Lucy skinęła głową i weszła pierwsza. W środku kurz i ślad butów. Ktoś był tu przed nimi.

-Uważajcie - Jej głos był zaledwie oddechem.

Noor nachyliła się nad ladą.

-Tam, coś błyszczy. Może fiolki.

Kael podszedł bliżej. Gdy się schylił, drzwi z tyłu nagle się uchyliły. Trzask. Ryk.

Dwóch sztywnych rzuciło się do przodu.

Lucy zareagowała w sekundę. Kosa przecięła powietrze, jedno ciało runęło. Noor zablokowała drugiego kolbą karabinu, a Kael wbił nóż prosto w oko stwora.

Wszystko trwało może pięć sekund.

Gdy cisza wróciła, wszyscy tylko oddychali.

Lucy wyprostowała się i powiedziała.

-Dalej. Jeszcze kilka budynków.

Przy czwartym z kolei - małym magazynie z zasobami ogrodniczymi - natrafili na coś niespodziewanego.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz