Pięć dni po wysłaniu skrzyń do Alexandrii.
Lucy stała na murze swojej twierdzi. Wiatr uderzał w płaszcz, unosząc go lekko, jakby sama ziemia chciała, by ruszyła.
Nie miała ze sobą Skauta. Koń został w Alexandrii. Z Carlem.
Nawet nie chciała myśleć, co to znaczy.
Za nią stało troje zaufanych: Kael - były lekarz wojskowy, Noor - zwiadowczyni z Zachodniego lasu, i Drey - najmłodszy, ale o najbystrzejszych oczach. Znał miasta jak nikt inny.
Miasto, do którego jechali, niespełna dziesięć kilometrów od Alexandrii. kiedyś tętniło życiem - teraz było jak wszystko inne; puste, gnijące, śmiertelnie ciche.
Lucy odwróciła się i spojrzała na nich.
-Ruszamy za dziesięć minut. Lekko, cicho, bez błędów. Nie idziemy po sławę. Idziemy po przetrwanie.
Kael parsknął.
-Po sławę też by się przydało. Ludzie zaczynają myśleć, że jesteś tylko duchem.
Lucy uniosła brew.
-A może właśnie dlatego żyjemy.
Noor zerknęła na nią z ukosa.
-Nie boisz się, że ktoś z Alexandrii ruszy za tobą? Na przykład Carl?
Lucy przez moment milczała.
-Gdyby ruszył... wiedziałabym.
-Skąd? - spytał Drey - Przecież nie macie kontaktu.
-Wiem - jej głos był ostry, ale cichy - Nie potrzebuje. On też nie.
Miasto przywitało ich gnijącym odorem. Asfalt pęknięty, okna sklepów zbite, witryny zakurzone. Tu i tam szwendacze powłóczyły nogami po cichu, jakby same już nie wiedziały, co je przyciąga.
Zeszli z koni przed wjazdem.
-Tylko pieszo - szepnęła Lucy - Bez hałasu. Drey, bierz prawą flankę. Noor z Kaelem ze mną.
Drey skinął głową i zniknął w cieniu budynków.
Szli ulicą powoli. Lucy miała kosę na plecach, pistolet u pasa. Ale ufała bardziej kosie. Cisza to była jej broń.
Znaleźli sklep medyczny z otwartymi drzwiami.
-może coś zostało. Widziałem taką samą aptekę cztery miesiące temu, pełna bandaży pod szafką. - szepnął Kael.
Lucy skinęła głową i weszła pierwsza. W środku kurz i ślad butów. Ktoś był tu przed nimi.
-Uważajcie - Jej głos był zaledwie oddechem.
Noor nachyliła się nad ladą.
-Tam, coś błyszczy. Może fiolki.
Kael podszedł bliżej. Gdy się schylił, drzwi z tyłu nagle się uchyliły. Trzask. Ryk.
Dwóch sztywnych rzuciło się do przodu.
Lucy zareagowała w sekundę. Kosa przecięła powietrze, jedno ciało runęło. Noor zablokowała drugiego kolbą karabinu, a Kael wbił nóż prosto w oko stwora.
Wszystko trwało może pięć sekund.
Gdy cisza wróciła, wszyscy tylko oddychali.
Lucy wyprostowała się i powiedziała.
-Dalej. Jeszcze kilka budynków.
Przy czwartym z kolei - małym magazynie z zasobami ogrodniczymi - natrafili na coś niespodziewanego.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fanfiction-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
