Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

28. | But I'll get up. I always get up. |

67 6 4
                                        

—Dwa lata później—

Rzeźnia stała na końcu świata. Betonowe ściany pęknięte przez czas, dach z dziurami, przez które sączyła się powoli ciemność. W środku - wilgoć, krew i coś jeszcze. Strach. Ten ciężki, lepki strach, który zna się tylko wtedy, gdy patrzy się w oczy komuś, kto nie ma nic do stracenia.

Negan klęczał, krwawiąc z boku. Oddychał ciężko, ale się uśmiechał. Typowy. Nawet teraz miał siłę drwić. Spojrzał na Ricka z tym samym błyskiem, który przed laty doprowadził wielu do śmierci.

-No dalej, Rick. Zrób to. Znów udawaj bohatera, kiedy tak naprawdę jesteś tylko rzeźnikiem w czystej koszuli.

Rick milczał. W dłoni ściskał nóż. Drżał mu lekko palec wskazujący, ledwo zauważalnie.

Lucy stała przy wejściu, z dłońmi w kieszeniach skórzanej kurtki. W oczach miała coś... niepokojącego. Nie płakała. Nawet nie wyglądała na przerażoną. Jej twarz była pusta. Ale oczy... oczy pracowały. Myślała. Liczyła. Analizowała. Instynktownie.

Jak Negan.

-Rick - powiedziała cicho, spokojnie - Nie musisz tego robić.

-Muszę - odpowiedział sucho - I ty też o tym wiesz.

Lucy uniosła brew.

-A może... po prostu chcesz?

To go zabolało. Przez sekundę w jego oczach pojawiła się iskra. Złość. Prawda, która boli.

-On nie jest już zagrożeniem - dodała Lucy - Ale ty... ty musisz czuć władzę. Musisz udowodnić, że masz rację. Że jesteś lepszy.

Rick odwrócił się w jej stronę, powoli. Zmrużył oczy.

-Ty nie jesteś lepsza od niego - powiedział ostro - Nigdy nie byłaś.

-A ty myślałeś, że możesz mnie zmienić - wyszeptała, uśmiechając się złośliwie - Że jak mnie nakarmisz i dasz łóżko, to zapomnę, kim jestem.

-Właśnie dlatego nie możemy ci ufać - warknął Rick - I nie zamierzam ryzykować kolejnej masakry. Wystarczyło mi raz patrzeć, jak Negan tłucze czyjąś głową kijem. A ty? Jesteś jego kopią. Może nawet gorszą. Jesteś... Niestabilna.

Lucy parsknęła śmiechem. Krótko. Zimno. Jej oczy błyszczały gniewem, ale głos był dziwnie spokojny, niemal senny.

-"Niestabilna" ... - powtórzyła, przechylając głowę - A ty? Ty, który buduje pokój tylko po to, by znów sięgnąć po nóż? Wszyscy jesteśmy niestabilni, Rick. Różnica polega na tym, że się z tym nie kryję.

Zamilkła na moment, potem dodała cicho.

-A wiesz co? Mimo wszystko, mimo twojego strachu, mimo twojej świętej moralności, broniłam tego miejsca. Broniłam Alexandrii, twoich ludzi.

Rick nie odpowiadał, więc mówiła dalej. Mocniej.

-To ja ryzykowałam życie, kiedy przyszli sztywni. To ja, Rick. Ja. Kiedy Carl stracił oko, to nie ty go ratowałeś. Nie Daryl. Nie Michonne. To ja.

Carl drgnął, stojąc za plecami ojca. Jego oko było szeroko otwarte, jakby właśnie tamten dzień znów stanął mu przed oczami.

-Przetoczyliście mu moją krew. Pamiętasz? - szepnęła Lucy - Mówiliście wtedy, że jestem częścią z was. Że może jestem córką Negana, ale mam w sobie coś, co warto ocalić.

Spojrzała na Ricka z tą samą mieszanką gniewu i dumy, z jaką patrzył kiedyś jej ojciec.

-A teraz? teraz znów staje się tylko jego cieniem? Bo łatwiej ci mnie wyrzucić niż przyznać, że ty masz w sobie więcej szaleństwa, niż chcesz pokazać?

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz