Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

36. | It was me... I was the one who rebuilt the world. |

78 5 6
                                        

Mur Twierdzy - surowy, zbudowany z metalu, betonu i ciężkich drzwi, wyglądał jak bariera przed światem. Groźny. Milczący. Z zewnątrz budził strach, szeptano o nim jak o czarnej fortecy. Ale gdy bramy się rozwarły, świat w środku przypominał sen. Drzewa owocowe rosły wzdłuż brukowych alejek, małe ogródki kwiatowe bujały się na wietrze, a system kanałów doprowadzał wodę do fontanny stojącej pośrodku centralnego placu.

Dla tych, którzy właśnie stracili wszystko, był to szok.

Carl szedł powoli, prowadząc Skauta - wiernego konia Lucy, który pomimo całego chaosu, pozostał spokojny. Kilka dzieci podbiegło, by pogłaskać jego kark, ale koń nawet na moment nie obrócił głowy. Wodził wzrokiem za właścicielką. A kiedy wreszcie Lucy wyłoniła się zza kolumny wojowników, Skaut zarżał cicho, jakby z ulgą. Podbiegła do niego, a jej twarz na chwilę straciła ten lodowaty wyraz - tuliła jego łeb z uczuciem, którego nie dało się pomylić.

Mieszkańcy twierdzy przyglądali się przybyszom w milczeniu. Obserwowali ich uważnie, niektórzy z bronią w dłoniach, inni z nieufnością w oczach.

-Myślisz, że nie będą problemem? - spytał cicho Kael, wysoki chłopak z zakrzywionym nożem przy pasie.

Noor, stojąca obok, wzruszyła ramionami.

-Nie wiem. Ale ich dzieci są głodne. Ich ludzie są ranni. Są słabi, Kael. Słabi ludzie często robią głupie rzeczy, żeby poczuć się silnymi.

Drey, uzbrojony w łuk i czujne spojrzenie, tylko kiwnął głową. Patrzył szczególnie na Ricka, który choć bez kajdan, był pod stałą obserwacją. Lucy jeszcze nie rozmawiała z nim ani razu. i nikt nie pytał dlaczego.

Glenn i Maggie trzymali się blisko siebie. Mały Harshel ściskał dłoń ojca zbyt mocno, wpatrując się z mieszaniną ciekawości i przerażenia w wysokie budynki twierdzy.

-To... nie jest to, czego się spodziewałam - szepnęła Maggie.

-Nie? - Glenn spojrzał na nią.

-Myślałam, że będzie... ciemniej. Zimniej. A to miejsce... ono żyje. Jak ogród Eden. Ale za murami i karabinami.

Wśród nowych mieszkańców z Alexandrii - Carl, Rosita, Michonne, Ava, Joel, Marcus, ksiądz Gabriel, Daryl i Judith - zaczęła panować cisza pełna napięcia. Wszyscy czuli, że choć ocaleli, wkraczają do zupełnie nowego świata.

A Lucy obserwowała ich wszystkich z góry, z tarasu na drugim piętrze głównego budynku. Jej oczy przesuwały się z twarzy na twarz, zatrzymując dłużej na Carl'u. Nie uśmiechała się. Jeszcze nie.

Negan, stojący tuż za nią, położył dłoń na jej ramieniu.

-Widziałaś ich. Przyszłość albo problem, co?

-Może jedno i drugie - odparła cicho - Ale już ich nie zostawię. Nie po tym, co widziałam tamtej nocy.

-Więc co teraz, Królowo?

Lucy spojrzała na niego.

-Teraz... pokażemy im, jak wygląda przetrwanie. Naprawdę.

W sercu twierdzy rodziła się nowa historia. A w niej - wciąż krążyły duchy przeszłości. I pytania bez odpowiedzi.

Mieszkańcy Twierdzy spoglądali na nowych przybyszów z Alexandrii z ostrożnością, którą mieszała się z poczuciem obowiązku i ciekawości. Choć przyjęli ich z rozkazu Królowej, wielu nie kryło chłodnego dystansu. To nie był wrogość - bardziej wyrachowane wyczekiwanie. Jakby chcieli ocenić, czy ci ludzie naprawdę zasługują na zaufanie.

Drey, jeden z wojowników, zatrzymał się przed Joelem, który rozglądał się niepewnie po terenie.

-Macie szczęście, że was tu wpuściliśmy - mruknął Drey, poprawiając pas z nożem - Gdyby to ode mnie zależało, obserwowałbym was jeszcze tydzień zza muru.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz