Mur Twierdzy - surowy, zbudowany z metalu, betonu i ciężkich drzwi, wyglądał jak bariera przed światem. Groźny. Milczący. Z zewnątrz budził strach, szeptano o nim jak o czarnej fortecy. Ale gdy bramy się rozwarły, świat w środku przypominał sen. Drzewa owocowe rosły wzdłuż brukowych alejek, małe ogródki kwiatowe bujały się na wietrze, a system kanałów doprowadzał wodę do fontanny stojącej pośrodku centralnego placu.
Dla tych, którzy właśnie stracili wszystko, był to szok.
Carl szedł powoli, prowadząc Skauta - wiernego konia Lucy, który pomimo całego chaosu, pozostał spokojny. Kilka dzieci podbiegło, by pogłaskać jego kark, ale koń nawet na moment nie obrócił głowy. Wodził wzrokiem za właścicielką. A kiedy wreszcie Lucy wyłoniła się zza kolumny wojowników, Skaut zarżał cicho, jakby z ulgą. Podbiegła do niego, a jej twarz na chwilę straciła ten lodowaty wyraz - tuliła jego łeb z uczuciem, którego nie dało się pomylić.
Mieszkańcy twierdzy przyglądali się przybyszom w milczeniu. Obserwowali ich uważnie, niektórzy z bronią w dłoniach, inni z nieufnością w oczach.
-Myślisz, że nie będą problemem? - spytał cicho Kael, wysoki chłopak z zakrzywionym nożem przy pasie.
Noor, stojąca obok, wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Ale ich dzieci są głodne. Ich ludzie są ranni. Są słabi, Kael. Słabi ludzie często robią głupie rzeczy, żeby poczuć się silnymi.
Drey, uzbrojony w łuk i czujne spojrzenie, tylko kiwnął głową. Patrzył szczególnie na Ricka, który choć bez kajdan, był pod stałą obserwacją. Lucy jeszcze nie rozmawiała z nim ani razu. i nikt nie pytał dlaczego.
Glenn i Maggie trzymali się blisko siebie. Mały Harshel ściskał dłoń ojca zbyt mocno, wpatrując się z mieszaniną ciekawości i przerażenia w wysokie budynki twierdzy.
-To... nie jest to, czego się spodziewałam - szepnęła Maggie.
-Nie? - Glenn spojrzał na nią.
-Myślałam, że będzie... ciemniej. Zimniej. A to miejsce... ono żyje. Jak ogród Eden. Ale za murami i karabinami.
Wśród nowych mieszkańców z Alexandrii - Carl, Rosita, Michonne, Ava, Joel, Marcus, ksiądz Gabriel, Daryl i Judith - zaczęła panować cisza pełna napięcia. Wszyscy czuli, że choć ocaleli, wkraczają do zupełnie nowego świata.
A Lucy obserwowała ich wszystkich z góry, z tarasu na drugim piętrze głównego budynku. Jej oczy przesuwały się z twarzy na twarz, zatrzymując dłużej na Carl'u. Nie uśmiechała się. Jeszcze nie.
Negan, stojący tuż za nią, położył dłoń na jej ramieniu.
-Widziałaś ich. Przyszłość albo problem, co?
-Może jedno i drugie - odparła cicho - Ale już ich nie zostawię. Nie po tym, co widziałam tamtej nocy.
-Więc co teraz, Królowo?
Lucy spojrzała na niego.
-Teraz... pokażemy im, jak wygląda przetrwanie. Naprawdę.
W sercu twierdzy rodziła się nowa historia. A w niej - wciąż krążyły duchy przeszłości. I pytania bez odpowiedzi.
Mieszkańcy Twierdzy spoglądali na nowych przybyszów z Alexandrii z ostrożnością, którą mieszała się z poczuciem obowiązku i ciekawości. Choć przyjęli ich z rozkazu Królowej, wielu nie kryło chłodnego dystansu. To nie był wrogość - bardziej wyrachowane wyczekiwanie. Jakby chcieli ocenić, czy ci ludzie naprawdę zasługują na zaufanie.
Drey, jeden z wojowników, zatrzymał się przed Joelem, który rozglądał się niepewnie po terenie.
-Macie szczęście, że was tu wpuściliśmy - mruknął Drey, poprawiając pas z nożem - Gdyby to ode mnie zależało, obserwowałbym was jeszcze tydzień zza muru.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fanfiction-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
