Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

22. | They will help us if we help them kill the leader of the Saviors, Negan. |

103 11 2
                                        

Przez wiele dni, czarnowłosa była jedna osobą której chłopak pozwalał do siebie przychodzić. Mogła widzieć jego ranę. Codziennie zmieniała mu opatrunek, zajmowała się nim, robiła wszystko, aby chłopak poczuł się lepiej.

-Lucy? - usłyszała głos Carla, siedzieli w zaciszu jego pokoju, dokładnie tak jak przez ostatni dni.

-Tak? - uniosła na niego swój wzrok, pod jej oczami nie było już ciemnych worów, a jej wzrok był taki jak przed całym incydentem.

-Chodźmy na spacer - stwierdzenie bruneta, zdziwiło niebieskooką, nie spodziewała się że będzie on chciał wyjść, pokazać się ludziom.

-Napewno? - jej głos był zmartwiony, bała się że ktoś może zranić chłopaka jakimś słowem. Przed ten czas, stała się jeszcze bardziej opiekuńcza i zaborcza.

-Mam ochotę wyjść, a jest ładna pogoda - na jego ustach ukazał się delikatny uśmiech. Powoli podniósł się z łóżka aby założyć buty.

-Jasne - uśmiechnęła się szeroko, zakładając swoje czarne glany.

Lucy uważnie patrzyła na jego ruchy, cały czas się bała że chłopak się przewróci, coś mu się stanie, a ona znów nie będzie miała go jak obronić. Dokładnie tak jak tamtej feralnej nocy. Gdy nastolatkowie zeszli na dół, ujrzeli Michonne, która rozmawiała przy blacie z Rickiem, Maggie, Glennem, Darylem i Carol.

-Carl? - zdziwiła się czarnoskóra, tak dawno nie widziała pasierba, że nie spodziewała się jego obecności.

-Idziemy na spacer - oznajmiła Lucy. Szła za nim jak cień, cała szóstka mogła stwierdzić że chłopak jest w dobrych rękach, Smith wyglądała jak ochroniarz, nie chcąc dopuścić do żadnej krzywdy jaka mogła spotkać chłopaka.

Jednak była jedną sprawa, która niepokoiła grupę Ricka.

-Kto jej powie? - głos Carol był na tyle cichy, aby nastolatkowie jej nie usłyszeli, kiedy kierowali się do drzwi wyjściowych.

-No ktoś musi jej powiedzieć - oznajmił Glenn, patrząc po reszcie grupy. Każdy z nich nie chciał przekazywać dziewczynie tej wiadomości, bali się jej reakcji.

-Może to źle znieść, gdy usłysz to od większości z nas - z ust Maggie wydobyło się wzdychnięcie.

-Najlepiej dogaduje się z Darylem, oczywiście Carla nie licząc - zabrała głos Michonne, jednak ucichła - Nikt nie musi jej mówić - jej głos stał się cichy, kiedy ujrzała przez okno nastolatke.

Lucy usiadła na ziemi, jej dłonie delikatnie gładziły głowę Saluta, która położyła na swoich udach.

-Byłeś dzielny wiesz? - jej głos był cichy, przepełniony smutkiem kiedy patrzyła na swojego najlepszego przyjaciela. - Kocham cię koń - powiedziała gładząc jego łeb dłonią, czuła rękę Carla na swoim ramieniu, starał się dodać jej otuchy.

-Co się stało..? - jego głos był niepewny, sam był smutny, przez te wszystkie lata również przywiązał się do zwierzęcia.

-Pewnie zaatakowali go w nocy... - mówiła cicho, czuła pojedyńcze łzy spływające jej po policzkach - Ktoś go tu zamknął, nie miał jak uciec - zaczęła cicho szlochać, starając się odnaleźć swój nóż, który zawsze był przypięty do paska jej spodni.

Jej drżące ręce złapały przedmiot. Promienie słoneczne odbijały się od ostrza noża, nie chciała aby zwierzę męczyło się dalej.

-Byłeś najlepszym towarzyszem jakiego spotkałam, Salut - powiedziała pochylając się, przyłożyła swoje czoło do jego. Oczy konia wyrażały ból, smutek i strach przez zostawieniem swojej właścicielki.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz