31. | She built a legend. |

54 6 3
                                        

Alexandria - sześćdziesiąt dni od wygnania Lucy.

Poranek był nienaturalnie cichy. Nie szczekały psy. Ptaki, które zazwyczaj trzepotały skrzydłami na drzewach przy murze, zniknęły. Jakby ktoś je uciszył.

Strażnicy na wieżach patrzyli na siebie z niepokojem. Czuć było, że coś się zmieniło. Że ktoś przesunął pionek na planszy, a reszta nie wiedziała, kto gra i co chce wygrać.

O siódmej rano Elias, zwiadowca ze wschodniej bramy krzyknął.

-Musicie to zobaczyć!

Wszyscy zbiegli. Rick stał, z oczami szeroko otwartymi. Aaron z bronią opuszczoną, ale gotową. Carl... Carl wiedział wcześniej. Czuł coś w powietrzu. Skaut parskał niespokojnie w stajni już przed świtem.

Przed bramą, tuż przy zewnętrznej siatce, stały trzy skrzynie. Duże, drewniane, czysto obrobione. Bez pułapek. Bez kabli. Po prostu... pozostawione. Spokojnie.

Na jednej z nich leżała kartka, wbita nożem w wieko. Gruby papier, napisany czarnym tuszem.

"Dla ludzi. Ale nie dla Ricka Grimesa."

Cisza była namacalna.

Rick zamarł. Nie podszedł. Patrzył tylko, jak reszta rozgląda się, jakby ktoś miał ich zaraz zaatakować. Ale nie było nikogo. tylko skrzynie. I to jedno zdanie.

Wewnątrz było wszystko, czego brakowało: puszki, suszone mięso, świeże warzywa i owoce. Różne leki, nawet strzykawki, antybiotyki, plastry i bandaże.

Dwie skrzynki zawierały tylko żywność, Trzecia - ubrania, koce, mydło, tampony, maszynki do golenia.

-To nie przypadek - mruknął Aaron.

-To wiadomość - dodał cicho Carl.

Rick milczał.

W ciągu dnia wieść rozniosła się po całej Alexandrii.

Ktoś ich obserwował. Ktoś wiedział, czego potrzebują. Ktoś... postawił warunek.

Nie dla Ricka.

Zaczęto szeptać.

-To ona.

-Martwa Królowa.

-Pamiętacie? Miała oczy, jakby zgasła, ale w środku płonęła.

-Kosa. Milczenie. A teraz... dar.

Ludzie przestali widzieć w niej zagrożenie. Zaczęli widzieć mit. Nadzieję. Kogoś, kto patrzy i sądzi.

Rick chodził po murze zamknięty w sobie. Ludzie patrzyli na niego inaczej. Niektórzy spuszczali wzrok, inni tylko kiwali głową.

To nie była już ta sama Alexandria. Coś się przesunęło w fundamentach tej wspólnoty.

Carl siedział przy stole w stołówce. Wokół szeptano. Kilka osób usiadło obok niego. Ktoś go poklepał po ramieniu. Ktoś podał mu kubek gorącej wody. Od tygodnia nikt nie był tak... życzliwy.

Jednak on wiedział, że to nie życzliwość. To strach. I nadzieja. Często ze sobą mylone.

Wieczorem Rick zwołał spotkanie. Krąg światła, kilka lamp naftowych, twarze zebranych.

-To prowokacja - powiedział - Chce wprowadzić zamęt. Podzielić nas. Przełamać morale. Nie możemy pozwolić, by to nas zmyliło.

Aaron spojrzał na niego spod byka.

-A może... to pomoc. Po prostu pomoc. Od kogoś, kto już nie chce walczyć.

Rick uderzył pięścią w stół.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz