Kael wrócił sam.
Brama Twierdzy otworzyła się gwałtownie, gdy strażnicy zobaczyli jego sylwetkę; chwiejny krok, zakrwawione ramię, twarz szarą jak popiół. Nie miał broni, ani plecaka. Ale miał wiadomość wypaloną w oczach.
Lucilla była w sali obrad, pochylona nad mapą, gdy ktoś krzyknął jej imię.
Jedynie podniosła głowę, i to wystarczyło, by wiedziała. Nie pytała co się stało, nie musiała.
Kael ledwo zdążył przekroczyć próg, zanim osunął się na kolana. Lucy stanęła przy ni w jednej chwili łapiąc go za kurtkę, zmuszając by na nią spojrzał.
-Gdzie. Jest. Carl. - wręcz wysyczała przez zęby.
Cisza.
Mężczyzna przełknął głośno ślinę.
-Zabrali go - wziął płytki oddech - Szeptacze - jego głos zadrżał przy tym słowie.
Czuła jakby jej świat się zatrzymał.
-Powiedzieli... - ciągnął, jednak starał się mówić szybko, jakby się bał, że jeśli się zawaha to nie zdąży - Że mam wrócić. Że to zaproszenie, jeśli chcesz go zobaczyć żywego... to masz się poddać.
Lucy puściła go, nie odrzuciła, ani nie odepchnęła. Po prostu odeszła zamykając się w pustej sali narad, która była kamienna i chłodna.
Przez ułamek sekundy stała, nieruchomo, na środku. Jej dłonie zacisnęły się w pięści. Uderzyła, a jej cios rozbił stół. Nie uderzyła kosą ani bronią, tylko gołą ręką. Drewno pękło jakby było spróchniałe. Drugi cios poszedł w ścianę, kamień zadrżał. Trzecim ciosem zerwała mapy, rozsypała znaczniki, symbole i plany.
-NIE! - wrzasnęła, a jej głos odbił się echem, dzikim, wręcz nieludzkim.
Uderzała dalej, kolumny, ławy, drzwi. Krew spływała jej po kostkach, ale nie czuła bólu, bo on był gdzieś indziej.
-ZABIJE ICH WSZYSTKICH! - wrzasnęła - KAŻDEGO!
Drzwi otworzył się z hukiem, Negan wszedł pierwszy, a za nim Rick.
Dwóch mężczyzn, który nienawidzili się przez lata. Dwóch, których dzieliło wszystko. I teraz - stali po tej samej stronie.
-Lucy - odezwał się, ostrym głosem, Negan - Popatrz na mnie.
Odwróciła się gwałtownie, a jej oczy... Były dzikie, mokre i płonące.
-Jeśli przyszedłeś mnie powstrzymać, to wyjdź. Już.
Rick zrobił ostrożnie mrok do przodu.
-To jest dokładnie to czego oni chcą.
Zaśmiała się, a jej śmiech był krótki i pusty.
-Oni chcą żebym się poddała - podeszła bliżej, aż stała z nimi twarzą w twarz - A ja chce ich wytępić.
-Słuchaj - wtrącił Smith stanowczym głosem - Jeśli ruszy teraz, na ślepo, zabiją go pierwszego. To nie jest walka, a szantaż.
-Myślicie że tego nie wiem? - warknęła.
Rick zacisnął szczękę.
-Wiem, że mnie nienawidzisz - zrobił kolejny krok - Ale Carl... Carl wierzył, ze potrafisz był lepsza niż my wszyscy. Jeśli teraz stracisz kontrolę.
Lucy rzuciła się na ścianę obok niego, pięść wbijając w kamień tak blisko jego twarzy, że poczuł podmuch powietrza.
-NIE WYMAWIAJ JEGO IMIENIA, JAKBYŚ MIAŁ DO TEGO PRAWO!
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fiksi Penggemar-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
