Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

39. | If something's coming... I want to see it. With you. |

69 4 6
                                        

Wschód słońca nad Twierdzą był spokojny. Zza murów zaczynały dobiegać codzienne odgłosy życia; dzieci biegnące na poranne zajęcia, ludzie otwierający warsztaty, konie rżące cicho w stajniach.

Carl stał na drewnianym podeście nieopodal wieży strażniczej, patrząc na osadę. U jego boku milczała Lucy - w czarnej, luźnej tunice z materiału o lekkim połysku, a mimo to wyglądała prosto. Włosy miała związane w wysoki warkocz. Na plecach przewieszona kosa. Jej spojrzenie błądziło po dziedzińcu.

-Nigdy... nie spodziewałem się, że zobaczę to miejsce - powiedział cicho Carl - A już na pewno nie takie, jakie jest naprawdę.

Lucy nie odpowiedziała od razu. Oparła dłonie o balustradę i wciągnęła powietrze.

-Przez długi czas budowałam je z myślą, że nikt, kto mnie znał, nigdy tu nie trafi. Może nawet w to wierzyłam. A teraz stoimy tu razem.

Carl spojrzał na nią, dłużej niż zwykle. W jego oczach nie było już tylko niedowierzania, było coś znacznie głębszego - ulga i szacunek.

-Ludzie z Alexandrii... zmieniają zdanie - powiedział cicho - Carol... Michonne... nawet Maggie. Widzą dzieci, widzą jak z nimi jesteś. Widzą to, czego nie widzieli wcześniej. To, czego ja... też nie widziałem, bo cię nie było.

Lucy nie odwróciła się do niego. Jej głos był miękki, ale podszyty czymś, co brzmiało jak ból.

-Nie było mnie, bo zostałam wygnana. Nie zniknęłam, bo chciałam. Ale... może to dobrze, Carl. Może dzięki temu zbudowałam coś, co miało sens.

Carl zamilkł. Czuł, jak w gardle zacieśnia mu się supeł. Widział ją przed laty inaczej - jak cień za mgłą, wspomnienie, którego nie potrafił dokładnie uchwycić. Teraz stała przed nim, realna, silna, ale nie zimna. Miała w sobie ogień, który nie parzył, tylko ogrzewał.

-Wiesz, że Rick nigdy nie uwierzy - powiedział nagle - Nawet gdybyś uzdrowiła cały świat. On się zatrzymał... w czasie.

Lucy skinęła głową.

-Wiem. Dlatego trzymam go za kratami. Nie po to, by go ukarać. Ale by chronić innych przed jego osądem. Ten świat już nie potrzebuje żelaznej pięści. Potrzebuje zrozumienia.

Z dołu dobiegł śmiech dzieci. Skaut, jej koń, podszedł do nich, potrząsając grzywą. Lucy dotknęła jego szyi. Carl uśmiechnął się.

-Skaut dalej cię kocha.

-Tak samo jak dzieci - odpowiedziała cicho - I może... kiedyś tak samo zaufają mi wszyscy, którzy teraz tylko obserwują z dystansu. Krok po kroku. Jak ty.

Carl spojrzał jej prosto w oczy.

-Już ci ufam, Lucy. Może nie wszystko rozumiem, może czasem nadal się boję... Ale wiem, kim jesteś. I wiem, że to, co tutaj stworzyłaś, jest czymś, czego świat potrzebował. Czymś, czego ja potrzebowałem.

Jej spojrzenie zmiękło. Przez ułamek sekundy coś drgnęło w jej oczach - coś, co przypominało tamtą dziewczynę sprzed lat. Lucy bez zbroi, bez tytułów. Po prostu Lucy.

-Dziękuję - wyszeptała.

Tego dnia mieszkańcy Alexandrii, którzy dotąd trzymali się na uboczu, zaczęli wychodzić ze swoich przypisanych kwater. Widzieli, jak dzieci biegając do Lucy, jak przytulają się do Negana, który ze śmiechem rozrzucał kredki po placu tylko po to, by kazać im robić "tor przeszkód" do ich zebrania.

-Cholera, wygląda jak duży dzieciak - mruknął Daryl, obserwując jak Negan niesie małego chłopca na barana, udając, że walczy z niewidzialnymi sztywnymi.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz