42. | He was afraid that he might be wrong. |

34 4 2
                                        

Bramy Twierdzy otworzyły się powoli, z ciężkim, metalicznym jękiem. Strażnicy, którzy zwykle stali wyprostowani i czujni, tym razem znieruchomieli.
Pierwsza weszła ona.

Lucy.

Cała we krwi. Nie swojej. Krew spływała po jej rękach, zaschnięta na kosie, która spoczywała na jej ramieniu jak naturalne przedłużenie ciała. Włosy miała splątane, twarz zmęczona, ale w oczach wciąż tlił się ten sam dziki ogień.

Przez dziedziniec przeszła fala ciszy.

-To... to Królowa? - wyszeptała jedna z kobiet, ściskając dłoń dziecka.

-Święta cholera... - mruknął ktoś inny.

Ludzie cofali się instynktownie, robiąc jej przejście. Ci z Twierdzy znali ją w obu odsłonach, ale nawet oni czuli, jak powietrze gęstnieje. Dla przybyszy z Alexandrii był to jednak widok niemal nie do pojęcia, po tych wszystkich latach.

Carol zmrużyła oczy.

-Teraz rozumiem, dlaczego Rick tak bardzo się jej bał - powiedziała cicho do Daryla.

-Tak - mruknął - Ale widzę też, dlaczego nigdy jej nie złamał.

Dzieci... dzieci zareagowały inaczej.

Jedno z nich, drobna dziewczynka z kręconymi włosami, wyrwała się matce i podbiegła kilka kroków bliżej.

-Królowo! - zawołała radośnie - Wróciłaś!

Lucy zatrzymała się. Jej ramiona opadły, kosa powoli zsunęła się z ramienia i uderzyła tępo o ziemię.

-Hej, mała... - powiedziała ciszej.

Przykucnęła, zupełnie nie przejmując się tym, że krew brudzi kamienie dziedzińca.

-Mówiłam, że wrócę, prawda?

-Tak! - dziewczynka uśmiechnęła się szeroko - Przyniosłaś nam coś?

Lucy parsknęła śmiechem, tym razem ciepłym, prawdziwym.

-Zawsze.

Carl stał kilka kroków dalej. Widząc tą scenę, poczuł, jak coś ściska go w gardle. Ta sama kobieta, która godzinę wcześniej rozpruwała trupy z sadystycznym humorem, teraz mówiła do dziecka głosem łagodniejszym niż ktokolwiek w Alexandrii kiedykolwiek potrafił.

-To ona - szepnęła Maggie do Michonne - Ta sama.

-Tak - odpowiedziała Michonne - I to jest najbardziej przerażające... i najpiękniejsze jednocześnie.

Noor wkroczyła na dziedziniec tuż za Lucy, brudna, zmęczona, ale opanowana jak zawsze.

-Proszę wszystkich wrócić do swoich zajęć - powiedziała stanowczo - Królowa miała długi dzień.

-Noor - odezwał się jeden z mieszkańców Twierdzy, starszy mężczyzna z blizną ciągnącą się przez twarz - Znowu..?

Kobieta skinęła głową.

-Znowu. Ale to oznacza, że nadal żyjemy.

Z wieży obserwacyjnej ktoś spuścił wzrok w dół.

-A Alexandryjczycy?- ktoś zapytał szeptem.

Lucy wstała i odwróciła się powoli w ich stronę. Jej spojrzenie było ostre, chłodne - znów Królowa.

-Widzą to, co muszą zobaczyć - powiedziała - Prawdę.

Carl podszedł bliżej.

-I co teraz? - zapytał cicho.

Lucy spojrzała na niego, a jej spojrzenie zmiękło tylko na moment.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz