44. | The world no longer needs sheriffs. |

29 3 0
                                        

Sala była pełna, ale cicha. Nie ta dobra cisza, którą znali - skupiona, gotowa. To była inna. Ciężka. Każdy oddech brzmiał za głośno.

Lucy stała przy stole. Ręce oparte o krawędź. Kosa za jej plecami - widoczna. Celowo. Później mówili, że to była wiadomość.

Noor siedziała po jej prawej stronie, wyprostowana, z twarzą skupioną i oczami, które chłonęły każdy szczegół. Po lewej Kael - ramiona skrzyżowane, szczęka napięta. Dalej Drey, kilku dowódców patroli, zwiadowcy. Na końcu sali, z boku, ludzie z Alexandrii, którym Lucy ufała: Carl, Michonne, Daryl, Carol, Maggie, Glenn, a nawet młoda Judith.

-Widzieliśmy ich - zaczęła Lucy, jej głos był spokojny, niemal chłodny - Nie "coś". Nie legendę. Ludzi w maskach, kontrolujących sztywnych.

Szmer przeszedł przez salę.

-Ludzi? - ktoś prychnął - To niemożliwe.

-Widziałam ich oczy - wtrąciła Noor - Żywe. Świadome.

-I mówią - dodał Kael - Szeptem. Jakby bali się własnego głosu.

Lucy skinęła głową.

-Nie atakowali. Krążyli. Sprawdzali granice.

-To zwiad - odezwał się Drey - Przed czymś większym.

-Albo próba zastraszenia - powiedziała cicho Carol - Tak robią ludzie, którzy chcą przejąć teren bez walki.

Lucy spojrzała na nią uważnie.

-Masz w tym doświadczenie.

Carol uniosła lekko brodę.

-Zbyt duże.

Przez chwilę panowała cisza. Carl wpatrywał się w stół, ale było widać, że słucha każdego słowa. W końcu jednak podniósł głowę.

-Jeśli kontrolują sztywnych... to mury nie wystarczą.

To zdanie zawisło w powietrzu jak wyrok.

-Właśnie - powiedziała Lucy - Dlatego to nie jest problem murów. To problem ludzi.

-Co proponujesz? - zapytał Kael.

Lucy wyprostowała się.

-Po pierwsze; cisza. Żadnych pochodni nocą. Żadnych głośnych patroli. Żadnych sygnałów, które mogliby przechwycić.

-To osłabi morale - zauważył ktoś.

-Lepiej słabe morale, niż martwe dzieci - ucięła Lucy.

Nikt się nie odezwał.

-Po drugie - ciągnęła - zwiększamy zwiad, ale niewidoczny. Małe grupy. Nigdy te same trasy. Jeśli znikną, zakładamy, że już są wśród sztywnych.

-A jeśli zaatakują? - zapytała Maggie.

Lucy spojrzała jej prosto w oczy..

-Wtedy nie bronimy murów. Bronimy ludzi. Mur można odbudować, ludzi nie.

Noor pochyliła się lekko do przodu.

-Jest jeszcze jedno.

-Mów.

-Oni wiedzą o dzieciach - powiedziała Nora - Padło to słowo. Nie przypadkiem.

Sala zadrżała od poruszenia.

-Skąd? - warknął Daryl.

Lucy zacisnęła palce na krawędzi stołu.

-Bo obserwują. Długo. Cicho. Tak jak drapieżniki.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz