Sala była pełna, ale cicha. Nie ta dobra cisza, którą znali - skupiona, gotowa. To była inna. Ciężka. Każdy oddech brzmiał za głośno.
Lucy stała przy stole. Ręce oparte o krawędź. Kosa za jej plecami - widoczna. Celowo. Później mówili, że to była wiadomość.
Noor siedziała po jej prawej stronie, wyprostowana, z twarzą skupioną i oczami, które chłonęły każdy szczegół. Po lewej Kael - ramiona skrzyżowane, szczęka napięta. Dalej Drey, kilku dowódców patroli, zwiadowcy. Na końcu sali, z boku, ludzie z Alexandrii, którym Lucy ufała: Carl, Michonne, Daryl, Carol, Maggie, Glenn, a nawet młoda Judith.
-Widzieliśmy ich - zaczęła Lucy, jej głos był spokojny, niemal chłodny - Nie "coś". Nie legendę. Ludzi w maskach, kontrolujących sztywnych.
Szmer przeszedł przez salę.
-Ludzi? - ktoś prychnął - To niemożliwe.
-Widziałam ich oczy - wtrąciła Noor - Żywe. Świadome.
-I mówią - dodał Kael - Szeptem. Jakby bali się własnego głosu.
Lucy skinęła głową.
-Nie atakowali. Krążyli. Sprawdzali granice.
-To zwiad - odezwał się Drey - Przed czymś większym.
-Albo próba zastraszenia - powiedziała cicho Carol - Tak robią ludzie, którzy chcą przejąć teren bez walki.
Lucy spojrzała na nią uważnie.
-Masz w tym doświadczenie.
Carol uniosła lekko brodę.
-Zbyt duże.
Przez chwilę panowała cisza. Carl wpatrywał się w stół, ale było widać, że słucha każdego słowa. W końcu jednak podniósł głowę.
-Jeśli kontrolują sztywnych... to mury nie wystarczą.
To zdanie zawisło w powietrzu jak wyrok.
-Właśnie - powiedziała Lucy - Dlatego to nie jest problem murów. To problem ludzi.
-Co proponujesz? - zapytał Kael.
Lucy wyprostowała się.
-Po pierwsze; cisza. Żadnych pochodni nocą. Żadnych głośnych patroli. Żadnych sygnałów, które mogliby przechwycić.
-To osłabi morale - zauważył ktoś.
-Lepiej słabe morale, niż martwe dzieci - ucięła Lucy.
Nikt się nie odezwał.
-Po drugie - ciągnęła - zwiększamy zwiad, ale niewidoczny. Małe grupy. Nigdy te same trasy. Jeśli znikną, zakładamy, że już są wśród sztywnych.
-A jeśli zaatakują? - zapytała Maggie.
Lucy spojrzała jej prosto w oczy..
-Wtedy nie bronimy murów. Bronimy ludzi. Mur można odbudować, ludzi nie.
Noor pochyliła się lekko do przodu.
-Jest jeszcze jedno.
-Mów.
-Oni wiedzą o dzieciach - powiedziała Nora - Padło to słowo. Nie przypadkiem.
Sala zadrżała od poruszenia.
-Skąd? - warknął Daryl.
Lucy zacisnęła palce na krawędzi stołu.
-Bo obserwują. Długo. Cicho. Tak jak drapieżniki.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fanfiction-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
