Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

26. | You are not like your father, you are worse |

106 10 1
                                        

Parę dni później, Lucilla spacerowała po lesie z Carlem i Skautem, którego próbowali wyszkolić. W jakimś czasie nastolatkowie rozdzielili się, co zdarzało się dość rzadko. Carl idąc w swoją stronę, usłyszał kobiecy krzyk, wiedział że to nie Lucy, gdyż dziewczyna poszła w inną stronę. Chłopak podchodząc bliżej, widział plecy Szwendacza, który kogoś atakowała. Nie wiedział kto to jest, jednak postanowił pomóc tej osobie. Podszedł do żywego trupa, płynnie wbijając mu nóż w głowę, przez co sztywny upadł martwy na ziemię.

-Jesteś cała? - zapytał widząc dziewczynę, która siedziała przestraszona na ziemi, jednak widząc go, rozpromieniła się wstając i otrzepując spodnie z ziemi.

-Tak - powiedziała cicho, jej oczy wręcz się świeciły, widząc syna szeryfa.

-Co ty tu robisz, Enid? - uniósł brew, patrząc na nią uważnie.

Wraz z Lucy stwierdzili kiedyś, że jest ona na tyle nieporadna że nie powinna wychodzić poza bramy, bo dość szybko zakończy się jej żywot. Co czarnowłosej by nie przeszkadzało.

-Uciekam, nie chce już tam być - stwierdziła, patrząc w oko chłopaka. Miała nadzieję że będzie na nią patrzył, jednak ten miał skupiony wzrok całkiem gdzieś indziej. - Ucieknij ze mną Carl - te słowa, zbiły chłopaka całkowicie z tropu. Czemu mu coś takiego proponowała?

Spojrzał na nią, z oburzeniem na twarzy.

-Co ty mówisz? - prychnął, niezbyt zadowolony konwersacją z nastolatką. Nie miał ochoty z nią gadać.

-Ucieknijmy, tylko ty i ja. Będzie dobrze - na jej słowa chłopak prychnął.

-Nigdzie z tobą nie idę - stwierdził twardo - Wracam do Lucy - odwrócił się z z zamiarem odejścia, jednak powstrzymała go ręka brunetki na ramieniu.

-Lucy to, Lucy tamto - prychnęła - Gdyby nie ona, to byś ze mną uciekł?

-Co ty gadasz, nie zostawię swojej rodziny - mówił wciąż na nią nie patrząc.

Enid nie wierzyła jego słowom, nie chciała wierzyć. Jak to Carl, mógł nie chcieć z nią uciec? W jej głowie odblokowała się ostatnia nadzieja.

Lucy stojąca niedaleko, za drzewem wraz ze swoim koniem, oglądała wszystko uważnie. Jej niebieskie oczy były skupione na scenie przed nią, wiedziała że jej nie widzą, ale ona ich widziała i doskonale słyszała. Poczuła wzrastający gniew, gdy Enid złapała bruneta i go pocałowała, bez żadnego słowa. Czuła jak wszystko w niej buzuje. Miała już zamiar wyjść ze swojego ukrycia, i powiedzieć jej co o niej myśli. Jednak to nie nastąpiło.

-Co ty robisz!? - krzyknął Carl, jego twarz wyrażała obrzydzenie - Masz jakieś życzenie śmierci!?

-O czym ty mówisz, nie rozumiesz jak dobrze byłoby nam, razem?

-Ty serio nic nie rozumiesz - odepchnął ją od siebie, robiąc krok w tył.

-Chyba jest za głupia, by używać mózgu - zza drzew wyszła Lucy, od razu stając przed Carlem.

Patrzyła prosto w oczy Enid, jej wyraz twarzy był gniewny, wiedziała że może nad sobą nie zapanować. Widok Enid całującej chłopaka, rozwścieczył ją do granic możliwości, nie pamiętała kiedy ostatnio była tak zła.

-I jest nasza córeczka tatusia - prychnęła z obrzydzeniem wypisanym na twarzy.

-A co? Zazdrościsz? - na słowa Smith, twarz drugiej dziewczyny stała się czerwona. Nie do końca wiedziała czy to ze złości, czy brunetka się zaraz rozpłacze - A no tak, zapomniała. - patrzyła na nią niewzruszona - Ty nie masz rodziców, ojoj, ale mi nie szkoda. Kto cię obroni? - głos czarnowłosej był wręcz przesiąknięty jadem - A może chciałaś, żeby Carl z tobą poszedł bo co? Bo potrzebujesz obrony - prychnęła.

-Zamknij się - z ust dziewczyny wyszły ciche słowa, ciągle patrząc na nią.

-Co? Nie słyszałam twojego mruczenia pod nosem.

-ZAMKNIJ SIĘ! - krzyknęła, po czym rzucił się na dziewczynę.

Obie wylądowały na ziemi, Lucy leżała na plecach, a na niej siedziała Enid. Carl patrzył na to wszystko jak zamrożony. Nie rozumiał kiedy akcja rozwinęła się tak szybko. Widział jak oczy Smith się powiększają, a jej wyraz twarzy nie iścił nic dobrego. Leżąca na ziemi, uderzyła ją w twarz, przez co brunetka wyglądała na zszokowaną. Szok dziewczyny mógł ją zabić, szczególnie gdy Enid została odrzucona przez Lucy. Plecy zielonookiej dotknęły pnia drzewa, nie zdążyła się nawet ruszyć, widziała jedynie jak Lucy wstaje z ziemi, wyciągając jeden ze swoich noży do rzucania, trzymając go w dłoni zaczęła iść w stronę dziewczyny.

Carl wiedział że Amerykanka może zabić dziewczynę, przez co złapał ją w momencie kiedy jej nóż dotknął gardła Enid. Czuł że Lucy się nie rusza, tak jak by jej ruchy zostały przez niego wstrzymane.

-Wypierdalaj - warknęła do dziewczyny zabierając nóż z jej gardła. Dziewczyna złapała swoje rzeczy, po czym odbiegła, bojąc się że Lucilla zmieni zdanie.

Cała akcja pokazała chłopakowi prawdziwą Smith, widział że jest mordercza, czasami wręcz toksyczna. Jednak to wszystko nie odtrąciło go od niej, czuł jeszcze większe przyciąganie względem dziewczyny. Czuł że może pić jej jad jak wodę, wiedział że jest jedyną osobą która może ją od czegoś odciągnąć, co tylko bardziej mu się podobało. Po tym zdarzeniu wiedział że jej potrzebuje, chce jej, pragnie jej i ją kocha. Kocha ją jak nikogo na całym świecie, jego uczucia względem niej przybierały z każdym dniem na sile, wiedział że nie może się przed nimi chować, bo to było bezsensowne. Musiał trzymać ją najbliżej siebie jak mógł, była jego przeznaczeniem.

-Już, poszła - powiedział cicho, wciąż trzymając jej ramie.

Dłoń chłopaka zjechała po jej ramieniu, aż do dłoni, wyciągając nóż z jej dłoni i chowając go.

-Następnym razem się nie powstrzymam - stwierdziła, wiedział że nie rzucała słów na wiatr, co wywołało dreszcze wzdłuż jego kręgosłupa.

-Nie jesteś jak twój ojciec, jesteś jeszcze gorsza - odwrócił ją w swoją stronę, patrząc jej w oczy - Jesteś jeszcze gorsza.

-Nie panuje nad tym - stwierdziła, jej wzrok był skupiony na jego twarzy.

-Lubię cię taką - czuła się całkowicie zrzucona z tropu, słysząc jego słowa. Jednak uśmiechnęła się delikatnie, po czym uniosła dłoń głaszcząc delikatnie jego policzek.

Chłopak nie odsunął się, uśmiechnął się wtulając twarz w jej dłoń. Czuł się przy niej bezpiecznie, każdą swoją akcją uświadamiała mu również że jest w stanie zrobić, dosłownie, wszystko aby go obronić, wiedział że nic mu się przy niej nie stanie. Nawet nie dopuści do niej żadnej kobiety, mimo że jej zazdrość robiła się obsesyjna i niebezpieczna, wiedział że nic mu nie grozi, gdyż to on był obiektem jej zainteresowania. Inni uznaliby to za chore, jednak on widział to w całkiem innym świetle. Cieszył się że ktoś zależy jej na nim, tak jak jemu na niej. Może każde z nich było chorobliwie zazdrosne i toksyczne? 

Jedyne co wiedział to, to że kochał ją ponad własne życie. 

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz