Cela pachniała wilgocią i metalem. Rick siedział na pryczy, łokcie miał oparte o kolana, a dłonie splecione tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Kiedy usłyszał kroki, uniósł głowę odruchowo - gotów na strażnika, na drwinę, na kolejną opowieść o Królowej.
Zamiast tego zobaczył Carla.
Przez ułamek sekundy nie był w stanie się poruszyć. Chłopak stał po drugiej stronie krat, wyższy, szczuplejszy, z twarzą starszą, niż Rick pamiętał. Oko przysłonięte opaską, ramiona napięte. Nie był dzieckiem. I nie był już tylko jego synem.
-Carl... - wyszeptał Rick.
Carl nie odpowiedział od razu. Przesunął palcami po zimnym metalu krat, jakby sprawdzał, czy to wszystko jest naprawdę.
-Mówili, że mogę wejść. Na chwilę.
Rick wstał gwałtownie.
-Jesteś cały? Nic ci nie jest?
-Żyję - odpowiedział Carl chłodno - Dzięki niej.
To słowo uderzyło Ricka jak cios.
-Carl, słuchaj mnie - zaczął szybko - Ona nie jest tym, za kogo ją uważasz. Widziałem takich ludzi. Widziałem, jak to się kończy. Władza, strach, krew-
-A ja widziałem, jak ratuje ludzi - przerwał mu Carl. Jego głos był cichy, ale twardy - Widziałem, jak oddaje jedzenie dzieciom. Jak uczy je czytać. Jak wraca we krwi i nadal klęka przed nimi, żeby nie bały się jej oczu.
Rick zamarł.
-To maska.
-A może twoja była maską? - Carl uniósł wzrok - Ta w Alexandrii. Ta, w której mówiłeś, że robisz wszystko dla dobra ludzi.
Rick poczuł, jak coś pęka mu w piersi.
-Wyrzuciłem ją, bo była zagrożeniem.
-Wyrzuciłeś ją, bo się jej bałeś - powiedział Carl - Bo przypominała ci Negana. A nie widziałeś... Jej.
Zapadła cisza. Gdzieś daleko było słychać śmiech dzieci i rytmiczne uderzenia młotków - Twierdza żyła.
-Myślałem, że ją zabiłem - wyszeptał Rick - Jej ojca. Myślałem, że to zamknie ten rozdział.
Carl skinął głową powoli.
-A otworzyłeś następny.
Rick spojrzał na syna, jakby widział go po raz pierwszy.
-Kochasz ją.
Carl nie zaprzeczył.
-Tak - Po chwili dodał - I ona kocha mnie. Na swój sposób. Taki, który nie jest łatwy. Ale prawdziwy.
Rick zacisnął szczękę.
-Ona jest niebezpieczna.
-Jest szczera - odparł Carl - Nie udaje dobra. Wybiera je, kiedy może. A kiedy nie może... chroni tych, którzy są pod jej opieką. Nawet ciebie. Mimo wszystkiego.
Rick prychnął gorzko.
-Trzyma mnie w celi.
-Bo ci nie ufa - powiedział Carl - Tak jak ty nigdy nie ufałeś jej.
Rick opadł ciężko na pryczę. jego ramiona drżały.
-Chciałem cię chronić.
Carl zrobił krok bliżej krat.
-Wiem. Ale już nie jestem dzieckiem. I nie potrzebuje, żebyś chronił mnie przed nią. Potrzebuje, żebyś... przestał ją widzieć jako potwora.
Rick uniósł wzrok. W jego oczach było coś nowego.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fanfiction-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
