43. | You smell of blood... and loss. |

40 3 0
                                        

Cela pachniała wilgocią i metalem. Rick siedział na pryczy, łokcie miał oparte o kolana, a dłonie splecione tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Kiedy usłyszał kroki, uniósł głowę odruchowo - gotów na strażnika, na drwinę, na kolejną opowieść o Królowej.

Zamiast tego zobaczył Carla.

Przez ułamek sekundy nie był w stanie się poruszyć. Chłopak stał po drugiej stronie krat, wyższy, szczuplejszy, z twarzą starszą, niż Rick pamiętał. Oko przysłonięte opaską, ramiona napięte. Nie był dzieckiem. I nie był już tylko jego synem.

-Carl... - wyszeptał Rick.

Carl nie odpowiedział od razu. Przesunął palcami po zimnym metalu krat, jakby sprawdzał, czy to wszystko jest naprawdę.

-Mówili, że mogę wejść. Na chwilę.

Rick wstał gwałtownie.

-Jesteś cały? Nic ci nie jest?

-Żyję - odpowiedział Carl chłodno - Dzięki niej.

To słowo uderzyło Ricka jak cios.

-Carl, słuchaj mnie - zaczął szybko - Ona nie jest tym, za kogo ją uważasz. Widziałem takich ludzi. Widziałem, jak to się kończy. Władza, strach, krew-

-A ja widziałem, jak ratuje ludzi - przerwał mu Carl. Jego głos był cichy, ale twardy - Widziałem, jak oddaje jedzenie dzieciom. Jak uczy je czytać. Jak wraca we krwi i nadal klęka przed nimi, żeby nie bały się jej oczu.

Rick zamarł.

-To maska.

-A może twoja była maską? - Carl uniósł wzrok - Ta w Alexandrii. Ta, w której mówiłeś, że robisz wszystko dla dobra ludzi.

Rick poczuł, jak coś pęka mu w piersi.

-Wyrzuciłem ją, bo była zagrożeniem.

-Wyrzuciłeś ją, bo się jej bałeś - powiedział Carl - Bo przypominała ci Negana. A nie widziałeś... Jej.

Zapadła cisza. Gdzieś daleko było słychać śmiech dzieci i rytmiczne uderzenia młotków - Twierdza żyła.

-Myślałem, że ją zabiłem - wyszeptał Rick - Jej ojca. Myślałem, że to zamknie ten rozdział.

Carl skinął głową powoli.

-A otworzyłeś następny.

Rick spojrzał na syna, jakby widział go po raz pierwszy.

-Kochasz ją.

Carl nie zaprzeczył.

-Tak - Po chwili dodał - I ona kocha mnie. Na swój sposób. Taki, który nie jest łatwy. Ale prawdziwy.

Rick zacisnął szczękę.

-Ona jest niebezpieczna.

-Jest szczera - odparł Carl - Nie udaje dobra. Wybiera je, kiedy może. A kiedy nie może... chroni tych, którzy są pod jej opieką. Nawet ciebie. Mimo wszystkiego.

Rick prychnął gorzko.

-Trzyma mnie w celi.

-Bo ci nie ufa - powiedział Carl - Tak jak ty nigdy nie ufałeś jej.

Rick opadł ciężko na pryczę. jego ramiona drżały.

-Chciałem cię chronić.

Carl zrobił krok bliżej krat.

-Wiem. Ale już nie jestem dzieckiem. I nie potrzebuje, żebyś chronił mnie przed nią. Potrzebuje, żebyś... przestał ją widzieć jako potwora.

Rick uniósł wzrok. W jego oczach było coś nowego.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz