Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

30. | "Dead Queen." |

67 7 3
                                        

Alexandria - dzień czterdziesty szósty od wygnania Lucy.

Powietrze pachniało wilgocią, kurzem i zgnilizną. Niegdyś czułe ulice Alexandrii, brukowane nadzieją i świeżością nowego początku, teraz wyglądały jak zaniedbane alejki cmentarza. Ziemia nie rodziła, słońce nie grzało. Niebo było szare, a buty przemoczone. Ludzkie twarze milczały. I głód, który wszyscy czuli, ale nikt nie mówił o nim głośno.

Carl siedział w pustym pokoju, plecami oparty o ścianę, nogi podciągnięte pod brodę. Okno było zmatowiałe od deszczu, szyba zimna. Od tygodni nikt go nie odwiedzał, prócz Judith - i Skauta.

Koń Lucy stał cicho w stajni, jakby wiedział, że jego pani nie wróci szybko. Ale czekał. Zawsze czekał. Tak jak Carl.

Nie dlatego, że wierzył w cud.

Ale dlatego, że nic innego mu nie zostało.

Zwiastun burzy przyszedł nie w nocy, nie przez bramę. Przyszedł przez szeptu. Najpierw przy ogniskach. Potem przy punktach dystrybucji żywności. Na końcu - w radzie, gdzie siedział Rick, blady, cichy i spięty.

Carl podsłuchał przez drzwi. Uczył się tego od dawna - być niewidzialnym. Kiedyś był synem przywódcy. Teraz był... zagrożeniem. Nie ufało mu wielu. Ale jeszcze się go bali.

-Na południu coś się dzieje - powiedział ktoś, głos był niski, spięty - Mówią, że powstała nowa forteca. Wielka. Z wieżami i zaporami.

-Kto za tym stoi? - zapytał Rick, bez emocji.

-Nie wiemy. Ale... jeden z naszych zwiadowców widział kobietę. Samotną. Miała broń, kosę. Nie rozmawiała. Tylko patrzyła. Twarz... jakby nie żyła. Oczy martwe. Jakby nic nie czuła.

-Może to sztywny - ktoś parsknął.

-Sztywny nie buduje murów. Ani nie prowadzi ludzi.

Zamilkli.

Rick westchnął.

-Jesteśmy za słabi na kolejną wojnę. A nasze zapasy... -przerwał, rzucając spojrzenie na mapę - Jeśli czegoś nie znajdziemy w ciągu tygodnia, zaczniemy się nawzajem pożerać.

Carl cofnął się od drzwi. W głowie brzęczało jedno słowo: kosa.

Wieczorem poszedł do stajni. Skaut parsknął cicho na jego widok, jakby czekał cały dzień.

Carl przytulił się do szyi konia. Zamknął oczy. W duchu zobaczył Lucy - zakrwawiona twarz, ten śmiech, który brzmiał jak wojna. I usta wyszeptujące.

"Nie jestem dobra. Ale jestem twoja."

Teraz ktoś inny mówił o kobiecie z twarzą śmierci.

Czy to mogła być ona?

Czy tak daleko odeszła, że zbudowała własny świat?

Czy naprawdę była aż tak... nieodwracalna?

Judith wpadła do pokoju brata po zmroku, nerwowa, poruszona.

-Carl... słyszałeś? - szepnęła.

On tylko skinął głową.

-Myślisz, że to Lucy?

Długo milczał. W końcu odpowiedział.

-Lucy nie potrzebuje murów. Ale jeśli ją zbudowała... to znaczy, że nie chce już walczyć po swojemu.

-A może... to nie ona? - zapytała z lękiem - Może to ktoś gorszy.

Carl uniósł wzrok. Oczy miał puste.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz