Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

38. | Remember who you are. |

65 5 1
                                        

Brama Twierdzy zaskrzypiała, kiedy wartownicy ją otwierali. Poranne słońce przeciskało się przez chmury, barwiąc ziemię na złoto i bursztyn. Wewnątrz murów panował poranny gwar - dźwięk pracy, rozmów, życia. Mieszkańcy właśnie kończyli poranne obowiązki, ale gdy tylko konie Lucy, Noor pojawiły się na horyzoncie, cała uwaga skierowała się w ich stronę.

Carl jechał między nimi - trochę niepewny, trochę wycofany, z dłońmi opartymi na udach. Zauważył, że ludzie patrzą na Lucy z ogromnym szacunkiem. Z podziwem. Ale i z czymś więcej. Z uczuciem.

Zatrzymali się na głównym placu. Noor zeskoczyła jako pierwsza i niemal natychmiast chwyciła za wodze Skauta, by odprowadzić go do stajni. Carl zsunął się z siodła wolno i od razu zauważył małe, zaaferowane sylwetki wybiegające zza domów.

-KRÓLOWO!- krzyknął jeden z chłopców, biegnąc z uśmiechem.

Zaraz za nim pojawiła się grupka dzieci - różnego wieku, od małych szkrabów po nastolatków. Ich twarze rozjaśniły się na widok Lucy, a Carl poczuł ukłucie w sercu - szczere, mocne.

Dzieci obskoczyły Lucy z każdej strony.

-Przyniosłaś coś? Przyniosłaś coś? - zapytała dziewczynka o długich włosach splecionych w warkocz. Miała może osiem lat, w dłoniach trzymała kawałek drewna przypominającego lalkę.

Lucy uśmiechnęła się tajemniczo.

-A może i tak... - mruknęła, podchodząc do siodła Skauta, z którego zdjęła zawiniątko - Ale najpierw... wiecie, że dary nie są za darmo.

-Powiemy "dziękuję"! - wykrzyknął chłopiec z piegami na nosie.

-I nie będziemy się bić! - dodała druga dziewczynka.

-I posprzątamy po śniadaniu! - dorzucił ktoś z tyłu, z bardzo poważną miną.

Carl uśmiechnął się pod nosem.

Lucy wyciągnęła z płóciennego worka paczkę świecowych kredek w opakowaniu, które było nieco przybrudzone, ale nadal kolorowe.

-Dla was - powiedziała cicho.

Potem wyciągnęła kolejne rzeczy: zeszyty w kratkę, kilka ołówków, linijkę, kredę, blok rysunkowy, a nawet dwie nieduże książeczki z kolorowankami. I coś jeszcze - starą grę planszową z brakującą instrukcją, ale kompletnymi pionkami. Dzieci patrzyły na to wszystko z osłupieniem, jakby patrzyły na świętość.

-Co to... co ta za rzeczy? - zapytała jedna z młodszych dziewczynek, dotykając miękkiej okładki zeszytu.

-To... kolory - powiedziała łagodnie Lucy - Do rysowania. Do tworzenia. Do tego, żebyście... nie zapomnieli, że świat może też być piękny.

Chwilę później rozległy się piski radości. Dzieci zaczęły dzielić się zeszytami, przysiadając na kamieniach, na ziemi, przy ścianach domów. Niektóre zaczęły rysować na miejscu - szkice koni, kwiatów, domów. Jedna dziewczynka narysowała zarys Twierdzy i u góry, nad murem, duże słońce z uśmiechem.

Lucy patrzyła na to z odległości kilku kroków, nie podchodząc zbyt blisko, jakby to, co zrobiła, nie potrzebowało uznania. Jakby to był tylko jej cichy obowiązek.

-Nie wiedziałem, że jest tutaj tak dużo dzieci - powiedział cicho Carl, stając obok niej.

-Większość przyszła do nas sama - odpowiedziała - Inne uratowaliśmy. A jeszcze inne... zostały znalezione przez moich ludzi. Noor znalazła troje. Drey jedną. Kael znalazł niemowlę. Każde z nich coś przeszło. A ja... chciałam, żeby nie tylko przeżyli. Ale żeby pamiętali, czym jest dzieciństwo.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz