21. | I was so afraid I would lose you |

117 12 3
                                        

Dni płynęły wolniej w Alexandrii. Cisza, do której nie byli przyzwyczajeni, wciąż była niepokojąca, choć minęło już kilka tygodni od ich przybycia. Po życiu w drodze, po nocy pełnych strachu i ciągłej walki, to miejsce wydawało się niemal nierzeczywiste. Ściany, domy, zwykłe codzienne zajęcia — czuli się tutaj jak obcy.

Daryl i Lucy czuli się jak zwierzęta zamknięte w klatkach, brak możliwości wyjścia, ciągłe siedzenie w czterech scianach. To nie było życie dla nich, było przyzwyczajeni do ciągłego uciekania, zabijania, walczenia o życie.

Rick próbował dostosować się do życia w  bezpiecznej społeczności, jednak z dnia na dzień tracił cierpliwość. Nawet on nie był w stanie całkowicie zaufać Alexandrii. Nie po tym, co przeżyli.

Carl był cichy. Jego oczy obserwowały wszystko uważnie. Chłopak starał się zaprzyjaźnić z ludźmi w swoim wieku, jednak po sprzeczkach z Ronem, chłopak coraz mniej mówił. Jedynymi osobami do których się oddzywał była Judith, Lucy i Enid.

Enid, dziewczyna której Lucy nie lubiła od pierwszego spotkanie. Była dla niej nieuważna, głupio wierzyła że w Alexandrii jest bezpiecznie. Zdaniem Amerykanki, była ona nieprzydatna, nie potrafiła trzymać broni w dłoniach. Nie podobało jej się to jak zbliżyła się do Carla, przecież nawet nie byłaby w stanie go ochronić, gdyby nadeszła taka potrzeba.

Czas w Alexandrii toczył się jakby w zwolnionym tempie, aż do tego jednego dnia, kiedy wszystko się zmieniło.

----

Krzyk rozległ się nagle. Wydawało się, że czas przestał istnieć. Ludzie biegli, a Lucy czułam, jak jej serce  przyspiesza. Rick próbował zachować kontrolę nad sytuacją, ale chaos już się rozpętał. Carl... Carl stał na środku podwórza, a jego twarz... Jego oko...

Smith starała się zachować zimną krew, opanować drżenie rąk. Widziała stojącego niedaleko niej chłopaka, z jego lewego oka lał się strumień krwii zmieszany z deszczem. Nie mogła uwierzyć w to, że pozwoliła doprowadzić do takiej sytuacji, czuła się bezsilna.

Dziewczyna czuła jakby działała na autopilocie, widziała jak Rick wziął syna na ręce, niosąc go do lekarki. Jej dłonie od razu mocniej złapały jej kosę, idac z Darylem, torowali drogę dla szeryfa, aby jak najszybciej dotrzeć w bezpieczne miejsce.

Gdy tylko dotarli do pomieszczenia, oparła się o ścianę. Widziała wszystko jak przez mgłę, ciało Carla, który zemdlał z powodu utraty krwii i bólu, którego położyli na kozetce. Nie wiedziała co mówili, patrzyła tępym wzrokiem na chłopaka, starając się powstrzymać łzy. Jedynie jedna fraza dotarła do jej uszu.

-Jaką ma grupę krwi? - zapytała lekarka, jednak nikt nie był w stanie odpowiedzieć, gdyż Rick opuścił pomieszczenie, nie mogąc znów patrzeć na rannego syna, mężczyzna musiał pomagać dalej w oczyszczaniu Alexandrii w szwendaczy.

-To nie ważne - odezwała się Lucy. Usiadła ona na krześle zaraz obok Carla, podnosząc rękaw swojej fioletowej, flanelowej, koszuli.

-To bardzo ważne - znów odezwała się kobieta, starając się zatamować krwawienie chłopaka - Musimy wiedzieć jaką grupę krwii możemy mu przetoczyć.

-Przecież mówię że to nie ważne - powiedziała, a jej dłonie delikatnie się trzęsły, nie mogła stracić Grimesa - Mam grupę zero Rh minus - oznajmiła.

Oczy lekarki delikatnie się powiększyły, od razu prosząc Daryla, aby tamował krwotok chłopaka, kiedy ona podeszła do niebieskookiej.

-Dobrze że cię tu mamy - powiedziała, od razu rozpoczynając pobieranie krwii od nastolatki, która ciągle wpatrywała się w chłopaka.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz