Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

37. | And she gave me a room, a bed, a name. |

72 5 2
                                        

Poranek był mglisty, ale łagodny. Słońce leniwie przeciskało się przez mleczne niebo, rozlewając złoto po liściach. W oddali słychać było łagodne parskanie koni i skrzypienie siodeł. Trójka jeźdźców poruszała się cicho, jak duchy przeszłości.

Lucy jechała pierwsza, na Skaucie, prosto, dumnie. Choć nie miała na sobie zbroi, nadal wyglądała jak Królowa. jej kosa spoczywała w skórzanym futerale przy siodle, ale wystarczyło spojrzeć w jej oczy, by widzieć, że nie straciła ani odrobiny czujności.

Za nią Noor, w ciemnozielonym płaszczu, z łukiem przewieszonym przez ramię. Milcząca, skupiona. Zawsze obecna, zawsze krok w tyle - ale gotowa w każdej chwili wyprzedzić Lucy, by ją osłonić.

Carl jechał jako ostatni. Nie odzywał się od dłuższej chwili, choć jego wzrok nie opuszczał pleców Lucy. Była inna. Nie taka, jaką pamiętał. Ale znów była tu, naprawdę. Oddychała, mówiła, jechała przed nim. To wystarczyło, by nie zadawać zbyt wielu pytań.

Wreszcie Lucy przerwała ciszę.

-Lubisz ciszę, Carl?

Odchrząknął.

-Czasem. Ale nie wtedy, kiedy jest tyle do powiedzenia.

Odwróciła głowę, nie zatrzymując Skauta. Spojrzała na niego kątem oka. On nie uciekł wzrokiem. Nie tym razem.

-To mów - rzuciła cicho.

Zapanowała chwila zawieszenia. Noor jakby instynktownie oddaliła się o parę kroków, dając im przestrzeń.

Carl przełknął ślinę.

-Gdy odjechałaś... nie było dnia, żebym nie żałował, że cię nie zatrzymałem. Albo chociaż nie pobiegłem za tobą. Ojciec... był przekonany, że zabił Negana. I że ty byłaś... jak on. Groźna. Bez serca.

Lucy nie odwracała wzroku. Milczała.

Carl mówił dalej.

-Ale nie byłaś potworem, Lucy. Widziałem to w tobie, zanim jeszcze ktokolwiek uwierzył, że potrafisz coś czuć. Po tym, jak zniknęłaś... było piekło. Alexandria słabła. Brakowało jedzenia. Nadziei. A on... on nie pozwolił nawet wypowiedzieć twojego imienia.

Lucy zacisnęła dłonie na wodzach. Jej spojrzenie było zamglone wspomnieniem.

-Przez pierwsze dni po wygnaniu... - zaczęła. - Nie jadłam. Nie spałam. Tylko szłam. Miałam nóż i kosę, nic więcej. Nikt nie patrzył na mnie jak na córkę Negana. Albo dziewczynę Carla Grimesa. Wszyscy patrzyli na mnie jak na nikogo. Byłam nikim.

Zamilkła, jej głos złamał się na chwilę. Carl pochylił głowę.

-A potem... - kontynuowała Lucy - Znalazłam stare osiedle. Zniszczone, ciche. Ale z murami. Schronienie. Jedna osoba pojawiła się tam po tygodniu. Chory chłopak. Został. potem kolejni. Przyszli do mnie. Szukali jedzenia, ochrony, ale też... mnie. Nie wiem dlaczego. Słuchali mnie. I tak powstała twierdza.

-Dlaczego nazwałaś ją tak chłodno? - spytał cicho Carl - "Twierdza"? Nie dom?

Lucy spojrzała na niego. Jej spojrzenie zmiękło.

-Bo nie chciałam się przywiązywać. Miałam być tylko tarczą. Zimną, ostrą. Tylko tarczą. Ale oni... ci ludzie... zaczęli mnie zmieniać.

-A teraz jesteś ich sercem - powiedział Carl - nie tylko tarczą.

Milczeli chwilę.

Noor spojrzała z daleka, lekko się uśmiechając, widząc ich tak blisko. Nie przeszkadzała. Znała Lucy. Znała też jej ból.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz