Świt rozlewał się nad horyzontem chłodną mgłą. Powietrze było nieruchome, jakby sama natura wstrzymała oddech. Trójka jeźdźców ruszyła z Twierdzy o brzasku - Lucy na Skaucie, z kosą przytroczoną do siodła, Carl na ciemnobrązowym koniu wytrenowanym przez Drey'a, a przy nich Noor na siwym koniu, którego pomogła oswoić jej Lucy.
Nikt nie mówił przez dłuższy czas. Przed nimi roztaczały się puste równiny, złociste pola i poprzewracane ogrodzenia. Ziemia była sucha, z rzadka pokryta chwastami i śladami po dawnych, zdziczałych uprawach. Krajobraz wyglądał na opuszczony, ale nie martwy. Raczej... uśpiony.
Lucy spojrzała kątem oka na Carla.
-Pamiętasz, jak mówiliśmy, że wszystko, co dziwne, już widzieliśmy? - zapytała cicho.
Carl uśmiechnął się krzywo.
-No to chyba los się śmieje ostatni.
Noor, jadąca z przodu, skinęła głową w kierunku starego szyldu: "BURNSIDE FARM. HODOWLA I MAGAZYNY - 0.8 MILI".
-To tu - powiedziała cicho - Rayan mówił, że przez zarośla widać całą dolinę.
Zatrzymali konie wśród chaszczy, z których roztaczał się widok na opustoszałe pola. Mgła zaczęła się rozpraszać, ukazując obraz, który sprawił, że Carl ścisnął wodze mocniej.
Na polach rzeczywiście ktoś był. A raczej coś.
Szwendacze. Dwadzieścia, może trzydzieści. Każdy z nich wyglądał jak pozostałość po ludzkim życiu - rozkładające się ciała, resztki ubrań, ciała przecięte czasem i błotem. Ale nie to było niepokojące.
Chodziły w kręgu.
Nie bezładnie. W rytmie. Powoli. Bez celu, ale też... jakby z celem. Głowy lekko spuszczone, ramiona swobodnie opadające, kroki stawiane niemal synchronicznie.
-Boże... - wyszeptał Carl - To... one się tak nie zachowują. Nigdy.
Lucy zsiadła ze Skauta i podeszła bliżej krzaków. Oparła dłoń na kosie.
-Kiedy ostatnio coś cię przeraziło? - spytała Noor cicho.
-Kiedy ostatni raz coś wyglądało jak teatr, Noor - odparła Lucy - To nie przypadek.
Nagle Carl poruszył się.
-Czekaj... coś tam... - zmrużył oczy.
Wśród poruszających się postaci, jedna z nich wydawała się zbyt... stabilna. Jej ruch był za bardzo... ludzki. Zbyt świadomy. Nie szarpała się. Jej głowa była podniesiona. W dłoni trzymała... nóż? Nie. Kość. Ale chwyt miała pewny.
Carl uniósł broń.
-Lucy. Jeden z nich...
-Widzę - powiedziała zimno - Nie jest martwy.
Napięcie narastało. Lucy chwyciła kosę. Noor już miała broń w dłoni, gotowa do sygnału. Ale Lucy uniosła rękę, powstrzymując ruch.
-Nie teraz - powiedziała cicho - Chcę zobaczyć więcej.
Kręcące się postacie nagle... zatrzymały się. Jakby jedno skinienie - niewidzialne i ciche - zatrzymało ten makabryczny spektakl.
Wszystkie głowy zwróciły się w stronę wzgórza. W ich stronę.
Lucy drgnęła. Carl poczuł, jak lodowaty dreszcz przebiega mu po kręgosłupie.
Noor szepnęła.
-Widzieli nas.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fiksi Penggemar-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
