Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

40. | "You only hear a whisper when it's too late." |

75 3 4
                                        

Świt rozlewał się nad horyzontem chłodną mgłą. Powietrze było nieruchome, jakby sama natura wstrzymała oddech. Trójka jeźdźców ruszyła z Twierdzy o brzasku - Lucy na Skaucie, z kosą przytroczoną do siodła, Carl na ciemnobrązowym koniu wytrenowanym przez Drey'a, a przy nich Noor na siwym koniu, którego pomogła oswoić jej Lucy.

Nikt nie mówił przez dłuższy czas. Przed nimi roztaczały się puste równiny, złociste pola i poprzewracane ogrodzenia. Ziemia była sucha, z rzadka pokryta chwastami i śladami po dawnych, zdziczałych uprawach. Krajobraz wyglądał na opuszczony, ale nie martwy. Raczej... uśpiony.

Lucy spojrzała kątem oka na Carla.

-Pamiętasz, jak mówiliśmy, że wszystko, co dziwne, już widzieliśmy? - zapytała cicho.

Carl uśmiechnął się krzywo.

-No to chyba los się śmieje ostatni.

Noor, jadąca z przodu, skinęła głową w kierunku starego szyldu: "BURNSIDE FARM. HODOWLA I MAGAZYNY - 0.8 MILI".

-To tu - powiedziała cicho - Rayan mówił, że przez zarośla widać całą dolinę.

Zatrzymali konie wśród chaszczy, z których roztaczał się widok na opustoszałe pola. Mgła zaczęła się rozpraszać, ukazując obraz, który sprawił, że Carl ścisnął wodze mocniej.

Na polach rzeczywiście ktoś był. A raczej coś.

Szwendacze. Dwadzieścia, może trzydzieści. Każdy z nich wyglądał jak pozostałość po ludzkim życiu - rozkładające się ciała, resztki ubrań, ciała przecięte czasem i błotem. Ale nie to było niepokojące.

Chodziły w kręgu.

Nie bezładnie. W rytmie. Powoli. Bez celu, ale też... jakby z celem. Głowy lekko spuszczone, ramiona swobodnie opadające, kroki stawiane niemal synchronicznie.

-Boże... - wyszeptał Carl - To... one się tak nie zachowują. Nigdy.

Lucy zsiadła ze Skauta i podeszła bliżej krzaków. Oparła dłoń na kosie.

-Kiedy ostatnio coś cię przeraziło? - spytała Noor cicho.

-Kiedy ostatni raz coś wyglądało jak teatr, Noor - odparła Lucy - To nie przypadek.

Nagle Carl poruszył się.

-Czekaj... coś tam... - zmrużył oczy.

Wśród poruszających się postaci, jedna z nich wydawała się zbyt... stabilna. Jej ruch był za bardzo... ludzki. Zbyt świadomy. Nie szarpała się. Jej głowa była podniesiona. W dłoni trzymała... nóż? Nie. Kość. Ale chwyt miała pewny.

Carl uniósł broń.

-Lucy. Jeden z nich...

-Widzę - powiedziała zimno - Nie jest martwy.

Napięcie narastało. Lucy chwyciła kosę. Noor już miała broń w dłoni, gotowa do sygnału. Ale Lucy uniosła rękę, powstrzymując ruch.

-Nie teraz - powiedziała cicho - Chcę zobaczyć więcej.

Kręcące się postacie nagle... zatrzymały się. Jakby jedno skinienie - niewidzialne i ciche - zatrzymało ten makabryczny spektakl.

Wszystkie głowy zwróciły się w stronę wzgórza. W ich stronę.

Lucy drgnęła. Carl poczuł, jak lodowaty dreszcz przebiega mu po kręgosłupie.

Noor szepnęła.

-Widzieli nas.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz