Lucilla poczuła to zanim dotarła na miejsce.
Ten rodzaj ciszy, wręcz pustki, którą znała aż za dobrze.
Jednak kiedy dotarli, było już po wszystkim. Chłopak leżał na środku ścieżki, ciało było ułożone równo, oczy zamknięte, a jego broń leżała obok ciała.
Nie było chaosu, ani ugryzień na jego, już bladym, ciele.
Jako pierwsza znalazła się przy nim Nora, klękając obok. Sprawdziła jego puls, mimo że wiedziała że to bez sensu.
Lucy stanęła nad nim, a jej niebieskie oczy były skupione na ranie w jego głowie, na tym że Szeptacz, który go zabił, albo inny, nie pozwolił na to by Drey zmienił się w Szwendacza, co było dla niej bez sensu.
-Został - powiedziała w końcu, jej głos był cichy, prawie spokojny - Bo wiedział, że ja nie mogę.
Negan odwrócił się gwałtownie, uderzając pięścią w drzewo.
-Skurwysyny - warknął.
Drey leżał nieruchomo, jakby las zdecydował się go zachować w tym miejscu na zawsze.
Lucy nie klęknęła od razu, stała i patrzyła. Liczyła oddechy, których już nie było. Krew zdążyła wsiąknąć w ziemie, ciemniejąc, tak jakby nawet ona próbowała stąd zniknąć.
Gdy zrobiła krok w bok, zauważyła coś. Ziemia obok ciała była poruszona, ale nie chaotycznie. Ktoś celowo odgarnął liście patykiem lub dłonią, odsłaniając wilgotną, ciemną glebę. Na której widniał kształt.
Nie był on prosty, ani oczywisty.
Kilka linii, przerwy, nierówności, jakby ktoś zaczął rysować, ale się zawahał i poprawił. Symbol nie był jej znany z książek, nie był również ostrzegawczy. To wyglądało na ślad myśli.
Królowa przykucnęła, a jej palce zawisły w powietrzu., nie dotknęła go. Wiedziała, że to jest ważne. A jeśli to zniszczy, to straci coś, czego jeszcze nie potrafiła nazwać.
-Co to jest? - zapytał cicho ktoś z tyłu.
Jednak ona nie odpowiedziała.
Patrzyła na linie, na ich rytm. Na to, jak zaczynały się blisko Dreya, później odsuwając się, jakby coś... odchodziło. Albo prowadziło dalej.
Nie była to groźba, nie było w tym gniewu, ale była pewność.
-To nie jest ostrzeżenie - powiedziała w końcu, bardzo cicho - Gdyby chcieli nas przestraszyć, zrobiliby to prościej.
-Więc co to? - zapytała Noor, klękając obok niej.
Lucy wstała powoli, jakby dźwigała coś cięższego niż kosa w dłoni.
-To pytanie - odparła - Albo zaproszenie.
Spojrzała jeszcze raz na ciało mężczyzny. Na to, jak starannie je ułożono. Jak nie próbowali go zbezcześcić. Jakby chcieli pokazać, że rozumieją wartość wojownika, ale i to, że potrafią go zabić.
-Chcą. żebym nad tym siedziała - powiedziała - Żebym myślała, zgadywała i wątpiła.
-I co? - zapytał Negan, po czym splunął w bok - Dasz im tą satysfakcję?
Lucy uniosła kosę. Ostrze zadrżało w jej dłoni, ale głos nadal był spokojny.
-Nie mają wybory - powiedziała - Ja i tak będę myśleć.
Odwróciła się od symbolu, ale nie odwróciła się od pytania.
Las milczał.
Nie jak coś martwego, ale jak coś co czeka.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fanfiction-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
