Tego dnia las był zbyt cichy.
Jednak to nie była ta typowa cisza, martwa cisza, do której każdy przywyknął. Było ciszej, uważniej, tak jakby coś słuchało. Drzewa miały uszy.
Mały oddział poruszał się wolno, celowo zbyt wolno. Trzy osoby, tylko jedna torba z zapasami, żadnych oznak siły, brak przesadnej ostrożności. Było dokładnie tak, jak ustalili.
-Trzymaj dystans - mruknął Kael, idący na końcu - Wyglądamy na zmęczonych, a nie czujnych.
-Brzydzę się tym - odpowiedziała cicho Rosita - Udawaniem słabości.
-To nie udawanie - odezwał się Daryl - To nadstawianie gardła.
Zatrzymali się przy starej drodze serwisowej. Gdzie stał porzucony samochód z otwartymi drzwiami, ślady dawnego obozu. Wszystko było przygotowane. Nawet, stara, krew rozsmarowana po asfalcie.
Przynęta idealna.
Z oddali, na wzgórzu, Lucy obserwowała wszystko przez lornetkę. Obok niej stała Nora, nieruchoma jak cień. Kilka metrów za nimi znajdował się Rick, jego ręce były splecione za plecami, a jego ciało napięte jak struna.
-Za wcześnie - powiedział po dłuższej chwili Rick - Jeszcze nie wyjdą.
-Skąd wiesz? - zapytała Smith bez odrywania wzroku.
-Bo jeszcze się nie boją - odpowiedział - Oni atakują, gdy są pewni że kontrolują sytuacje. Teraz tylko patrzą.
-Czyli... - Noor zawiesiła głos.
-Czyli pozwólcie im patrzeć - dokończył Rick - Niech zapamiętają każdy krok.
Lucy opuściła lornetkę.
-Jeśli coś pójdzie nie tak, przerywamy, nie będę narażać moich ludzi bardziej niż już to robię.
Grimes spojrzał na nią uważnie.
-Jeśli coś pójdzie nie tak, będzie już za późno aby to przerwać.
Ich spojrzenia zetknęły się, przez ułamek sekundy nie było między nimi nienawiści. Tylko świadomość, żre oboje wiedzą, jak w tym świecie wygląda porażka.
Na drodze Daryl uniósł pięść, prze co pozostała dwójka zatrzymała się w miejscu.
-Coś się ruszyło - powiedział cicho.
-Po lewej. Ale za wolno, nawet jak na nich - powiedziała Rosita.
Kael kucnął, przyglądając się ziemi, wypatrując na niej śladów.
-Ślady są świeże, ale nie idą w naszą stronę.
I wtedy, jak na zawołanie, jeden ze sztywnych wyszedł na drogę.
Powoli i niezgrabnie, z głową pochyloną pod złym kątem i skórą wiszącą luźno.
-Jeden - mruknęła Rosita - Za mało.
Z krzaków wyszły dwa kolejne.
-Za mało - powtórzył Daryl.
Lucy poczuła jak jej serce przyśpiesza. Coś było nie tak, za czysto, za równo.
-Rick... - zaczęła.
-Jeszcze nie - przerwał - Czekają na ruch.
I wtedy Kael zrobił błąd, nie duży, prawie niezauważalny. Przeniósł ciężar ciała, co spowodowało chrupnięcie gałęzi pod jego stopami.
Jeden ze sztywnych, a raczej Szeptaczy, uniósł głowę. Zbyt szybko jak na nieumarłego.
Lucy, widząc to, zamarła.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fanfiction-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
