Las był cichy w sposób, który nie budził niepokoju. A taki, który na chwilę pozwalał zapomnieć, że świat się skończył.
Lucy poruszała się bezszelestnie między drzewami, z kuszą przewieszoną przez ramię. Carl szedł kilka kroków za nią, z bronią opuszczoną, bardziej obserwując ją niż otoczenie. To było jedno z tych "bezpiecznych" miejsc - sprawdzonych, czystych, z dala od szlaków sztywnych i... wszystkiego, co teraz czaiło się na granicach świata.
-Tu -szepnęła Lucy, unosząc dłoń.
Chłopak kucnął obok niej.
-Nadal pamiętasz, jak mnie tego uczyłaś? - powiedział cicho - Zanim wszystko się... rozsypało.
Lucy zerknęła na niego kątem oka.
-Nie zapomina się rzeczy, które robiło się z kimś ważnym.
To zdanie zawisło między nimi.
Polowanie poszło szybko. Jedno celne uderzenie, żadnego cierpienia. Lucilla zawsze o to dbała. Gdy było po wszystkim, odciągnęli zwierzę głębiej w las, przygotowując je do transportu później. Teraz jednak usiedli przy powalonym pniu, z dala od polany.
Carl zdjął kapelusz po czy przetarł twarz.
-Chciałem podziękować - zaczął - za to, że przyszłaś do Alexandrii. Za to, że mnie wtedy... uratowałaś.
Lucy oparła łokcie na kolanach.
-Obiecałam ci kiedyś, że zawsze będę cię bronić. A ja nie rzucam słów na wiatr.
-Byłaś u mojego ojca - powiedział w końcu, nie patrząc na nią.
Lucy westchnęła cicho.
-Tak.
-I?
Zamyśliła się, a jej twarz na moment straciła królewski chłód, który nosiła przy innych. Została... tylko Lucy.
-Przyznał się do strachu - powiedziała cicho - To było... nowe. Nie przepraszał, ale przestał walczyć.
Carl uniósł na nią wzrok.
-To dużo.
-To za mało - odpowiedziała bez goryczy - Ale wystarczająco, bym wiedziała, że już nie jest moim wrogiem a... przeszłością.
Grimes skinął lekko głową.
-Myślałem, że będziesz... nie wiem? - zastanowił się krótko - Bardziej wściekła.
Lucy uśmiechnęła się pod nosem.
-Byłam, przez długi czas. Ale wiesz co? - spojrzała na niego - Gniew jest ciężki, a ja mam za dużo ludzi, których muszę bronić.
Carl milczał, jednak słuchał jej.
-Tęskniłam za tobą - powiedziała nagle, cicho. - Za tym, kim byłeś i kim się stałeś.
To go zaskoczyło.
-Myślałem że... że ta Lucy już nie wraca. Ta sprzed Twierdzy.
Uśmiechnęła się, prawdziwym uśmiechem który on znał.
-Ona nigdy nie odeszła. Jedynie... nauczyła się, kiedy chować serce, a kiedy wyjąć je ze zbroi.
Carl odwrócił się całkiem w jej stronę.
-Dla mnie go nie chowasz.
Lucy spojrzała mu w oczy, długo - bez ucieczki.
-Nie umiem - przyznała - I nie chcę.
CZYTASZ
She Is Crazy | The Walking Dead
Fanfiction-Ona jest cholernie szalona! -Wiem i... Podoba mi się to ---- Okładka by Ja
