45. | Rick Grimes |

27 3 2
                                        

Las był cichy w sposób, który nie budził niepokoju. A taki, który na chwilę pozwalał zapomnieć, że świat się skończył.

Lucy poruszała się bezszelestnie między drzewami, z kuszą przewieszoną przez ramię. Carl szedł kilka kroków za nią, z bronią opuszczoną, bardziej obserwując ją niż otoczenie. To było jedno z tych "bezpiecznych" miejsc - sprawdzonych, czystych, z dala od szlaków sztywnych i... wszystkiego, co teraz czaiło się na granicach świata.

-Tu -szepnęła Lucy, unosząc dłoń.

Chłopak kucnął obok niej.

-Nadal pamiętasz, jak mnie tego uczyłaś? - powiedział cicho - Zanim wszystko się... rozsypało.

Lucy zerknęła na niego kątem oka.

-Nie zapomina się rzeczy, które robiło się z kimś ważnym.

To zdanie zawisło między nimi.

Polowanie poszło szybko. Jedno celne uderzenie, żadnego cierpienia. Lucilla zawsze o to dbała. Gdy było po wszystkim, odciągnęli zwierzę głębiej w las, przygotowując je do transportu później. Teraz jednak usiedli przy powalonym pniu, z dala od polany.

Carl zdjął kapelusz po czy przetarł twarz.

-Chciałem podziękować - zaczął - za to, że przyszłaś do Alexandrii. Za to, że mnie wtedy... uratowałaś.

Lucy oparła łokcie na kolanach.

-Obiecałam ci kiedyś, że zawsze będę cię bronić. A ja nie rzucam słów na wiatr.

-Byłaś u mojego ojca - powiedział w końcu, nie patrząc na nią.

Lucy westchnęła cicho.

-Tak.

-I?

Zamyśliła się, a jej twarz na moment straciła królewski chłód, który nosiła przy innych. Została... tylko Lucy.

-Przyznał się do strachu - powiedziała cicho - To było... nowe. Nie przepraszał, ale przestał walczyć.

Carl uniósł na nią wzrok.

-To dużo.

-To za mało - odpowiedziała bez goryczy - Ale wystarczająco, bym wiedziała, że już nie jest moim wrogiem a... przeszłością.

Grimes skinął lekko głową.

-Myślałem, że będziesz... nie wiem? - zastanowił się krótko - Bardziej wściekła.

Lucy uśmiechnęła się pod nosem.

-Byłam, przez długi czas. Ale wiesz co? - spojrzała na niego - Gniew jest ciężki, a ja mam za dużo ludzi, których muszę bronić.

Carl milczał, jednak słuchał jej.

-Tęskniłam za tobą - powiedziała nagle, cicho. - Za tym, kim byłeś i kim się stałeś.

To go zaskoczyło.

-Myślałem że... że ta Lucy już nie wraca. Ta sprzed Twierdzy.

Uśmiechnęła się, prawdziwym uśmiechem który on znał.

-Ona nigdy nie odeszła. Jedynie... nauczyła się, kiedy chować serce, a kiedy wyjąć je ze zbroi.

Carl odwrócił się całkiem w jej stronę.

-Dla mnie go nie chowasz.

Lucy spojrzała mu w oczy, długo - bez ucieczki.

-Nie umiem - przyznała - I nie chcę.

She Is Crazy | The Walking DeadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz