*71*

49 4 0
                                        

Do obiadu usiadły dwie rodziny, a nawet młodszy syn Oliviera. W końcu wypełzł ze swojej pieczary i zaczął się socjalizować z innymi. Miał chyba gorszy okres. Oczywiście rodzice chcieli go wspierać, więc pozwalali mu samemu przemyśleć, oferując pomóc lekarza, albo po prostu rozmowę.

- Pyszne - Arte się rozpływał. - Muszę częściej przyjeżdżać na obiad - oznajmił a Eric uśmiechnął się szeroko.

- Zapraszam skarbeńku - zaśmiał się.

- A to nie jest tak, że wyniosłeś się od Cama bo nie mogłeś z nim wytrzymać? - najmłodszy z towarzystwa popatrzył na niego mało zainteresowany.

- Nie odzywaj się mały gnomie. - oznajmił jego brat.

- Mało kto by z tobą wytrzymał ty maniaku - prychnął. - Sprawdzałeś jego telefon? Jak mieszkał z nami na bank kilka razy widziałem go z jakąś dziwką.

- Zamknij się, młody! Przesadzasz! - warknął mężczyzna. - Nakopie ci jak się nie przymkniesz. - oznajmił poważnie.

- Panowie, uspokójcie się, natychmiast- Liam stanowczo zareagował. - Porozmawiamy sobie na temat manier przy stole gdy jesteście w gościach. - oznajmił a ci już się nie odzywali.

- Przepraszamy... - Olivier uśmiechnął się wymuszenie, a Eric machnął ręką.

- Rodzeństwo - zachichotał cicho. - Zrobiłem nam też deser, a w okolicy jest jakiś festyn, więc możemy się wybrać jak macie ochotę- stwierdził a najmłodszy wzruszył ramionami.

- Cokolwiek - mruknął cicho.

****
Arte szedł z Camem trochę wolniej od reszty, bo ten przez usztywnienie nie mógł się poruszać tak szybko, ale dość swobodnie po takim czasie. Mężczyzna złapał go za dłoń I splótł razem palce.

- Dziwki? - zapytał nagle brunet, bo cały czas myślał o tym co powiedział siedemnastolatek na obiedzie. Był gdzieś tam z przodu przed rodzicami udając że nie zna tej grupy.

- On pierdoli głupoty - oznajmił poważnie mężczyzna. - Nie słuchaj go. Pewnie dziewczyna mu nie dała i próbuje zepsuć humor wszystkim wokół.

- Nie to, że mam coś przeciwko. Tylko... wolałbym wiedzieć, jeżeli faktycznie kiedyś korzystałeś z takich... usług - przygryzł wargę. - Wiesz... choroby i inne...

- Jestem zdrowy - oznajmił poważnie. Chłopak patrzył na niego gryząc wargę, więc westchnął. - Dobra... miałem jednego, z którym regularnie się spotykałem, ale obiecał nie spać z nikim innym, bo dobrze mu płaciłem za to - oznajmił a chłopak szerzej otworzył oczy. Odsunął się delikatnie i puścił jego dłoń.

- Oh... nie sądziłem ... że na prawdę korzystałeś z usług prostytutek - szepnął a ten warknął pod nosem przekleństwo.

- To tylko seks! - oznajmił głośniej niż by chciał. - Arte, do cholery!

- Dla mnie seks jest.... Bardzo intymną rzeczą... no i zwyczajnie... wiesz - oznajmił cicho.

- Nie uprawiałem z nim seksu od kiedy jesteś w mieście! -oznajmił ten kiwnął głową jedynie, że rozumie.

- Dobrze... - powiedział ale nic sobie już nie pogadali, bo dotarli do miejsca docelowego. Arte został wciągnięty w wir zabawy, wygrywania głupotek i rywalizowania z rodziną i wujkami. Co jakiś czas zerkał na Cama, bo ten siedział na ławce i pilnował zdobyczy, bo jak sam powiedział, nie będzie się w to bawił. Gdy dzień dobiegał końca, zebrali wszystkie rzeczy i wrócili do rodziców chłopaka. Pakowali to gdzie się da, więc musieli porozdawać wygrane. - Trzymaj, ja tego nie potrzebuje, a twoja dziewczyna się ucieszy - Arte przekazał pudełeczko z plastikowym pierścionkiem dla najmłodszego z towarzystwa.

- Dziękuję. Na pewno tak będzie. Lubi pierdółki- oznajmił spokojnie i spakował sobie do reklamówki. Gdy to porozdzielali i usiedli na kanapie przy luźnej kolacji w salonie to Cameron wziął ukochanego za rękę i poprosił aby pogadali na osobności. Zamknęli się w pokoju Arte i mężczyzna złapał go za biodra przysuwając do siebie.

- Domyślam się, że do domu nie wrócisz? - zapytał a ten zsunął z siebie jego ręce. - Nie rób tego, nie lubię, gdy mi uciekasz - oznajmił I przypadł go do ściany. Zbliżył swoje usta do tych jego ale brunecik zdążył położyć dłoń na jego wargach.

- Zostanę u rodziców jeszcze kilka dni - oznajmił- Muszę to sobie przemyśleć....ostatnie twoje zachowanie i to co dowiedziałem się o tobie. Wydaje mi się, że cię nie znam i boli mnie to... bo razem mieszkamy i sypiamy że sobą.... a tutaj się dowiaduje o takich rzeczach... nie wiem co mam myśleć - oznajmił I delikatnie go odepchnął, aby dać sobie więcej przestrzeni.

- Powiem Ci wszystko Arte. Jestem w tobie szaleńczo zakochany od szesnastego roku życia, chce uprawiać z tobą seks codziennie, nigdy nie jest mi dość twojego ciała. Dziwki miały pomóc mi z tęsknotą, ale nigdy nie dały mi tego co ty. Traktowałem je zimno i nigdy ich nie pocałowałem, nie nazwałem skarbem, nie zrobiłem śniadania. Jesteś wyjatkowy i jedyny w swoim rodzaju, skarbie. Kocham tylko ciebie i nie pozwolę Ci odejść skoro już zdecydowałeś się ze mną zamieszkać. Zazdrość mnie zżerała, że miałeś tego swojego Alexa czy jak mu tam było, bo powinieneś być mój, od zawsze i do końca życia. Kochan cię Arte. - oznajmił a ten przygryzł wargę. - Wrócisz do domu? - zapytał a ten po chwili pokiwał głową.

- Nie dzisiaj... jutro albo pojutrze po pracy. Muszę dalej to przemyśleć... dziękuję ze jesteś ze mną szczery, ale potrzebuje czasu.

- Mogę cię pocałować? - zapytał a ten przygryzł wargę ale nie zgodził się. - Brzydzisz się mnie, tak? Bo miałem dziwkę.

- Muszę sobie to poukładać- szepnął jedynie a Cameron pokiwał głową i złapał za klamkę. - Cam..

- Wszystko wiem, wszystko rozumiem. Przemyśl to sobie na spokojnie i bez pośpiechu. Będę czekał. Ale tak jak powiedziałem, nie pozwolę Ci odejść.- oznajmił I wyszedł. Gdy Arte wrócił na dół to ukochanego nie było, pojechał do domu.
Usiadł na kanapie I starał się przysłuchiwać rozmowom, ale jego myśli swobodnie dryfowały. Nie potrafił tego zrozumieć, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko się zmieniło w ich związku, bo to na kempingu teraz to, że Cameron korzystał z usług prostututek... Cholera, chciał z nim być, ale czy potrafił to przeskoczyć? Gdyby poprosił o badania o jakieś nosicielstwo to pewnie się wścieknie...
No właśnie, sam powinien się przebadać w takim razie. Może i on coś załapał od Alexa? Ten zwykle mówił, że tylko się obmacywał z innymi podczas ich "rozstań", ale tak na prawdę nie miał pojęcia co robił, bo ten mógł go okłamać. Doskonale znał zdanie bruneta na temat sypiania z dziwkami.
Wyciągnął telefon i sprawdził od której jest punkt pobrań, po czym zmarszczył brwi.

- Wujku Liam? - zapytał, bo mężczyzna tylko siedział I nie rozmawiał w tym momencie. - Czy mogę się spóźnić do pracy jutro? Potrzebuje skoczyć do lekarza na pobranie krwii. - oznajmił a ten przekrzywił głowę. - Najwyżej godzinkę. Odrobię to tego samego dnia.

- Nie przesadzaj, badania ważna rzecz. Wpisz po prostu przy logowaniu do systemu kod 10. To znaczy wizyta u lekarza. - oznajmił spokojnie a ten pokiwał głową. - O właśnie, musisz do pracy zrobić badania przecież. Wrócę do domu to wystawie ci skierowanie z zakładu, to dasz lekarzowi i...

- Nie dzisiaj. Żadnej pracy w nocy, Liam - oznajmił poważnie Olivier a ten westchnął.

- Dobrze skarbie. Dziś jestem twój- stwierdził I musnął go w czoło, bo ten siedział obok. - To rano to zrobię. Może uda Ci się zrobić badania tego samego dnia i nie będziesz musiał biegać trzy razy i trzy razy dawać się kuć. - skierował te słowa do swojego pracownika

- Oh. Pewnie. Będzie super jak się uda, bo faktycznie im szybciej tym lepiej - oznajmił I zapisał sobie w telefonie notatkę aby o niczym nie zapomnieć w takim razie. Pochłonął go świat mysli, gdy zapisywał te rzeczy, więc się już nie skupiał na osobach w salonie. Eric patrzył na niego lekko smutny, bo jego mały synek cierpiał, a on nie mógł pomóc. Wierzył jednak, że ten sobie poradzi w każdej sytuacji.



Hej! Zapraszam do komentowania!

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: May 23 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Zakazany OwocOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz