Historia dwóch kochających się osób. Jedno nieporozumienie może zniszczyć ich związek na zawsze. Musi jednak stać się coś strasznego,aby oboje zrozumieli że razem tworzą jedność i są sobie potrzebni.
Mój brzuch przypominał teraz wielką piłkę.Dziewczynka coraz bardziej kopała.Często w najmniej spodziewanym momencie np.podczas snu.Dziecku było nie wygodnie i próbowało mi o tym powiedzieć:). Wstawałam z łóżka i przechadzałam się po pokoju.Miałam bardzo duże oparcie w swoim mężu.Był przy mnie w każdych niezbyt komfortowych sytuacjach.
Pewnego wieczora siedzieliśmy na kanapie w salonie(Ja leżałam na prawym boku,chociaż przed chwilą miałam zupełnie inną pozycję).
-Misiu?-zapytałam słodkim głosem.
-Tak księżniczko?
-Wymasujesz mi plecki?
-Oczywiście.Dla mojego wielorybka wszystko.-powiedział Jack.Jego sprawne dłonie czyniły cuda.Odprężyłam się niemal od razu.Po kilku minutach przypomniało mi się coś ważnego.
-Jack!Musimy zrobić przecież zakupy.Został nam jeszcze tylko miesiąc do porodu.Zrobiłam już listę.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
-Wiem,wiem.Już o tym pomyślałem wcześniej.-powiedział mąż i wyjął z kieszeni rozpiskę.Jego była dwa razy dłuższa od mojej.Westchnęłam.
-Możesz mi powiedzieć po co nam interaktywny szczeniak?O albo to.Po co aż tyle smoczków?-spytałam wodząc wzrokiem po niekończącej się liście.
-No bo wiesz.Chyba byłoby dobrze gdyby nasza dziewczynka dorastała ze zwierzętami.A co do smoczków.Co będzie jak któryś będzie za twardy?Albo niewygodny?-spytał rozgorączkowany Jack.Roześmiałam się.
-Posłuchaj.Nie martw się.Kiedyś kupię ci pieska.-powiedziałam i wybuchnęłam śmiechem.Chłopak przewrócił oczami.
-Chodź.Spać mi się chce.-powiedziałam i poczłapałam do sypialni.W połowie schodów byłam cała zziajana.Nagle Jack szybkim ruchem wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
-Beze mnie doszłabyś tu dopiero jutro.-powiedział i roześmiał się.
Następnego dnia była sobota.Jack miał wolne w pracy.Pojechaliśmy samochodem do sklepu z artykułami dla malutkich dzieci i przyszłych rodziców.Oczywiście wykreśliłam z listy męża masę rzeczy.
-Dobra.Może podzielmy się tak.Ja idę na dział "karmienie" i "higiena". Dla ciebie najprzyjemniejsze.Zajmiesz się ubrankami.-zobaczyłam iskierki w oczach Jack'a.Podszedł do mnie i pocałował mnie.
-Tylko pamiętaj.Kupuj to co potrzebne i praktyczne.Nie to co ładne.-ostrzegłam go.Nie wiem czy usłyszał,bo pędził już w kierunku regałów.Pokręciłam głową i poszłam w swoją stronę.
JACK'S POV
Miałem prawdziwy dylemat.Musiałem się ograniczyć do listy sporządzonej przez Amy.W wózku zakupowym miałem już 5 śpioszków.Więcej miałem nie brać.Ale co ja poradzę.Nie mogłem się zdecydować nad uroczym wzorkiem w króliczki a motylki.Wobec tego wziąłem obie pary.Miałem już jechać po następne rzeczy kiedy moją uwagę przykuła cudowna sukienka.Nie dość,że była różowa to jeszcze wyglądała jakby należała do jakiejś. księżniczki.
-Ja bym ją wziął.-powiedział jakiś głos.Odwróciłem się.Za mną stał jakiś blondyn.Na oko miał tyle lat co ja.
-Też bym wziął tylko moja żona mnie zabije.Miałem wziąć same praktyczne rzeczy.-powiedziałem ze smutkiem.
-Wrazie czego będzie na mnie.-powiedział z uśmiechem facet.
-Który miesiąc?-zapytał.
-Ósmy.-powiedziałem dumnie.-A u pana?
-U nas dopiero trzeci.Nawet nie znamy płci jeszcze.Przyjechaliśmy tylko pooglądać co nie co.Może pomogę w zakupach?-zaproponował.
-Bardzo chętnie.-odpowiedziałem i podążyliśmy wzdłuż regałów.
AMY'S POV
Po około pół godzinie miałam wybrane kilka staników do karmienia i ogromną ilość kosmetyków do pielęgnacji noworodków.Wzięłam także dwa puchate ręczniczki z kaczuszkami i szlafroczek.Wanienkę i inne większe rzeczy jak np.wózek czy leżaczek zamówimy z dostawą do domu.Z pomocą jakiejś pani przytargałam wszystko do kasy.Byłam pewna,że mój mąż już czeka.Niestety.
-Pani kupuje?-zapytała brązowowłosa dziewczyna.
-Tak ale czekam na moje dziecko.-powiedziałam z westchnieniem.Kobieta spojrzała na mnie dziwnie.
-Chodzi mi o mojego męża.Znowu gdzieś przepadł.Ja zdążyłam kupić tyle rzeczy a on nie jest wstanie wybrać kilku ubranek.-westchnęłam.Dziewczyna roześmiała się.
-Tak się składa,że ja też czekam na swoją zgubę.Jak się pani czuję?Bo chyba niedługo już będzie po wszystkim.
-Mała kopie,ale dajemy radę.I dziękuję,nie narzekam.-powiedziałam z uśmiechem.Rozmawiałyśmy kilkanaście minut,aż w końcu zobaczyłam jak w moją stronę idzie dwóch mężczyzn.Jednym z nich był Jack.Pchali przed sobą wózek załadowany mnóstwem rzeczy.
-Nareszcie.-powiedziałyśmy w jednakowym momencie.
-Ile można czekać?I co ja ci mówiłam na temat ilości ubranek?-spytałam.
-Jakby co to pani zwala na mnie.-powiedział mężczyzna śmiejąc się.
-A ty miałeś tylko obejrzeć wózki.-powiedziała dziewczyna do swojego partnera.
-Jack.Czemu wszystko jest prawie różowe?-zapytałam bezradna.
-Bo w końcu niedługo się urodzi nasza księżniczka.A księżniczki mają wszystko różowe.-stwierdził dobitnie mój mąż.Nic już nie powiedziałam.Poszliśmy zapłacić.Zamówiliśmy też resztę rzeczy z dostawą do domu.