-Dowiem się czegoś więcej?!-spytałem ponownie.
-Mieszkasz sam?-zapytał jeden z lekarzy.
-Tak.A co to ma wspólnego?
-Możesz mi wymienić wszystkie posiłki,które jesz w ciągu dnia?-westchnąłem.
-Codziennie zaczynam od śniadania,potem obiad....ym...drugi obiad w domu,jakaś kawa na mieście.Wieczorem podwieczorek i kolacja.-zakończyłem wypowiedź z przemiłym uśmieszkiem na twarzy.Chciałem jakoś rozluźnić sytuację.Niestety mężczyźni nie dali się oszukać.Dobrze wiedzieli,że kłamię.Tak naprawdę od jakiegoś miesiąca ,mój posiłek na cały dzień składał się z dwóch marnych kanapek i kubka kawy.No i oczywiście -butelki flaszki w każdy piątek.Jakoś nie miałem ochoty na jedzenie.
-Panie Morgan,może wie pan ile waży?-spytał bardzo grzecznie doktor Robert.
-No ja myślę,że jakieś75 kg.-odparłem bez namysłu.
-Jack,nie świruj.Proszę.-powiedział mężczyzna i podał mi kartę pacjenta.
Spojrzałem na nią.Gdy natrafiłem na pewną informację,trochę mnie zamurowało.
Waga pacjenta:53,5 kg
-Na pewno ta waga dobrze pokazuje?-spytałem.Dobrze jednak znałem odpowiedź.
-Przy wieku 23 lat powinien Pan ważyć w ponad 70 kg.To jest skrajna niedowaga.Jest może jakiś powód dla,którego nastąpił tak gwałtowny spadek masy?-spytał drugi lekarz.
-Nie wasz interes.-odburknąłem.
-Może mi Pan jeszcze wytłumaczyć te blizny na udach i przedramionach?
-Nie wasz zas*any interes!-krzyknąłem.Mężczyźni popatrzyli na siebie.
-No dobrze,mogą panie odprowadzić Jack'a na salę.Pielęgniarki pomogły mi się ubrać i usiąść na wózek.Po paru minutach opuściliśmy gabinet i udaliśmy się do mojej ''celi''.
Wieczorem odwiedził mnie Mark z Adamem.Dowiedzieli się o mojej wadze.Byli załamani.Próbowali mi pomóc.Ortopeda tłumaczył mi,że moja kość może się nie zrosnąć,jeśli nie będę dostarczać mojemu organizmowi odpowiednich składników.Mark natomiast patrzył się na mnie ciągle powtarzając słowa:
''Przepraszam...nie chciałem...''
Wytłumaczyłem mu,że to nie jego wina.Kazałem mu iść do domu się przespać.Adam zbadał mnie jeszcze.Poprosiłem go,aby mnie podwiózł do sali Amy.
-Poczekam przed salą.-powiedział ortopeda.Po chwili nachyliłem się na twarzą dziewczyny.Złożyłem na nich długi,gorący pocałunek.Tego dnia nie mówiłem do Amy nic.Nasza bliskość mi wystarczała.Trzymałem i głaskałem jej smukłą dłoń.Patrzyłem się na jej delikatną cerę.Wydawało mi się,że się lekko uśmiecha.Znowu po moim policzku spłynęła niekontrolowana łza.Już miałem iść,kiedy poczułem leciutki ucisk na mojej ręce.Serce zabiło mi mocniej.
-Amy!Ona się budzi!-krzyknąłem.Do sali wbiegł Adam i jakiś lekarz.
-Chłopie!Ludzi pobudzisz.Nie krzycz tak.-upomniał mnie mężczyzna.Zbadał ruch źrenic małą latarką i osłuchał dziewczynę stetoskopem.Po chwili spojrzał z politowaniem na mnie.
-Jack,ona się nie obudziła i chyba na razie się na to nie zapowiada.-odpowiedział ze smutkiem.
-Przecież ścisnęła mi lekko dłoń.-powiedziałem uradowany.
-Hmm...pewnie nastąpił jakiś skurcz mięśni.Przepraszam ale muszę już iść.-powiedział lekarz i wyszedł.Jeszcze raz spojrzałem na Amy.Uśmiechnąłem się.Ja i tak wiem swoje.Po chwili Adam odwiózł mnie do mojej sali.Kolega dał mi leki nasenne bo nie mogłem przestać nawijać o tym,co się przed chwilą wydarzyło.Taki byłem podekscytowany.
-Ja też się cieszę Jack,ale na miłość Boską weź się już zamknij.-uśmiechnąłem się do Adama i zamknąłem oczy.
CZYTASZ
Love You Goodbye
RandomHistoria dwóch kochających się osób. Jedno nieporozumienie może zniszczyć ich związek na zawsze. Musi jednak stać się coś strasznego,aby oboje zrozumieli że razem tworzą jedność i są sobie potrzebni.
