MARKS' POV
Obudziłem się w dość dobrym humorze.Postanowiłem obudzić Jack'a.Zająłem mu łóżko,więc pewnie śpi na kanapie w salonie.Zszedłem na dół.Ze zdziwienia przetarłem oczy.Na dywanie siedział mój kumpel w tej samej pozycji co wczoraj.W tych samych ubraniach co wczoraj.W tym samy miejscu co wczoraj.Jego wzrok utkwiony był w komiku.Bardzo dziwne.Z daleka było czuć zapach alkoholu.Podszedłem do niego i położyłem mu rękę na ramieniu.Nawet nie drgnął.
-Jack,co się stało?Znowu piłeś?!-spytałem ostro.
-Idź sobie.-odezwał się zachrypniętym głosem.Westchnąłem i poczłapałem do łazienki wziąć prysznic.Gdy delektowałem się ciepłą wodą,usłyszałem głośny łomot.Zaniepokoiło mnie to.Szybko się ubrałem i wyszedłem z pomieszczenia.
-Ziom!Wszystko w porządku?-odpowiedziała mi głucha cisza.Zszedłem na dół.Pod schodami leżał Jack,który głośno pojękiwał.Na czole miał rozcięcie,z którego leciała krew.
-Rety,co ty zrobiłeś?!
-W sensie...ja nie pamiętam...ymm...spadłem.-wybełkotał.Ledwo mogłem zrozumieć co mówi.
-Jak tyle wypiłeś to się nie dziw.Skup się teraz.Czy coś cię boli?-zapytałem.
-Nie...tak...nie wiem...-dalszego mamrotania nie zrozumiałem.Zacząłem dotykać różne miejsca na ciele chłopaka.Gdy doszedłem do prawej nogi,Jack syknął z bólu.Starał się ruszać,ale mu zabroniłem.Mógł mieć uraz kręgosłupa.Udałem się szybko na stryszek po dwie deski i apteczkę.Po chwili unieruchomiłem kończynę i opatrzyłem głowę.Gdy skończyłem, zadzwoniłem na pogotowie.
-Dzień dobry.Nazywam się Mark.Chciałbym zgłosić wypadek.Kumpel spadł ze schodów.Jest też pijany.Ma złamaną nogę,którą usztywniłem.Opatrzyłem też ranę na głowie.Być możę ma uszkodzony kręgosłup.Lincoln Street 6.
-Dobrze,ale z jakiej racji pan go w ogóle ruszał!Mógł pan mu coś zrobić!-krzyczała kobieta.
-Proszę pani,jestem na czwartym roku studiów medycznych i jeśli zaraz nie wyśle pani żadnego zespołu to się wykrwawi!!!-wrzasnąłem.
-Przepraszam bardzo.Wysyłam karetkę.-odpowiedziała zmieszana dyspozytorka.Z tym wykrwawieniem to trochę przesadziłem.Nie zmienia to faktu,że Jack'owi mogło się coś gorszego.Na szczęście był chyba tylko poobijany,ale lepiej dmuchać na zimne.Po parunastu minutach przyjechała karetka.
-Dzień dobry.Pogotowie ratunkowe.O!Cześć Mark.-powiedział mężczyzna.Towarzyszyła mu kobieta i jeszcze jeden ratownik.
-Thomas?-spytałem z niedowierzaniem.Był on moim dobrym kolegą z liceum.Prawdziwy mózg z chemii.Miałem u niego korki.Teraz został lekarzem i jeździ w karetce.Moja wymarzona fucha.
-Oczywiście,że ja.Dobra robota.Co mu się stało?
-Jest pijamy w trupa.Spadł ze schodów.-powiedziałem.
-Dużo wypił?Czuć od niego na kilometr.
-Dwie flaszki.-odparłem.
-Nieźle.Spokojnie.Będzie dobrze.-powiedział Thomas i zwrócił się do dwójki ludzi.
-Juliet saturator i kroplówka,Oliver zakładaj kołnierz.
-Thom,saturacja 98 nie mogę się wbić.Za bardzo się rusza.-powiedziała dziewczyna próbując przytrzymać z ratownikiem wyrywającego się chłopaka.Ruszyliśmy im na pomoc.
-Dzień dobry ślicznotko...
-Przymknij się Jack!-synąłem.Olivierowi po paru minutach udało się wreszcie założyć wenflon i podłączyć kroplówkę.
-Dobra ludzie.Kładziemy go na dechę.Raz,dwa,trzy i podnosimy.-wysapał Thom.Był cały spocony.Zresztą my też.
-Ja nigdzie nie jadę!Zostawcie mnie.Amy!!!Ratuj mnie!-darł się Jack.Ratownicy musieli go przypiąć pasami,aby się nie ruszał.
-Mogę jechać z Wami?-zapytałem.
-Jasne.Wskakuj.-powiedział Oliver.Wsiadłem od tyłu do karetki.
-21 S wieziemy pijanego chłopaka po upadku ze schodów.Będziemy za jakieś 12 minut.-powiedział lekarz do krótkofalówki.Odpalił silnik i ruszyliśmy do szpitala.
CZYTASZ
Love You Goodbye
De TodoHistoria dwóch kochających się osób. Jedno nieporozumienie może zniszczyć ich związek na zawsze. Musi jednak stać się coś strasznego,aby oboje zrozumieli że razem tworzą jedność i są sobie potrzebni.
