Rozdział XXIII

28 3 0
                                        

MARKS' POV

Obudziłem się w dość dobrym humorze.Postanowiłem obudzić Jack'a.Zająłem mu łóżko,więc pewnie śpi na kanapie w salonie.Zszedłem na dół.Ze zdziwienia przetarłem oczy.Na dywanie siedział mój kumpel w tej samej pozycji co wczoraj.W tych samych ubraniach co wczoraj.W tym samy miejscu co wczoraj.Jego wzrok utkwiony był w komiku.Bardzo dziwne.Z daleka było czuć zapach alkoholu.Podszedłem do niego i położyłem mu rękę na ramieniu.Nawet nie drgnął.

-Jack,co się stało?Znowu piłeś?!-spytałem ostro.

-Idź sobie.-odezwał się zachrypniętym głosem.Westchnąłem i poczłapałem do łazienki wziąć prysznic.Gdy delektowałem się ciepłą wodą,usłyszałem głośny łomot.Zaniepokoiło mnie to.Szybko się ubrałem i wyszedłem z pomieszczenia.

-Ziom!Wszystko w porządku?-odpowiedziała mi głucha cisza.Zszedłem na dół.Pod schodami leżał Jack,który głośno pojękiwał.Na czole miał rozcięcie,z którego leciała krew.

-Rety,co ty zrobiłeś?!

-W sensie...ja nie pamiętam...ymm...spadłem.-wybełkotał.Ledwo mogłem zrozumieć co mówi.

-Jak tyle wypiłeś to się nie dziw.Skup się teraz.Czy coś cię boli?-zapytałem.

-Nie...tak...nie wiem...-dalszego mamrotania nie zrozumiałem.Zacząłem dotykać różne miejsca na ciele chłopaka.Gdy doszedłem do prawej nogi,Jack syknął z bólu.Starał się ruszać,ale mu zabroniłem.Mógł mieć uraz kręgosłupa.Udałem się szybko na stryszek po dwie deski i apteczkę.Po chwili unieruchomiłem kończynę i opatrzyłem głowę.Gdy skończyłem, zadzwoniłem na pogotowie.

-Dzień dobry.Nazywam się Mark.Chciałbym zgłosić wypadek.Kumpel spadł ze schodów.Jest też pijany.Ma złamaną nogę,którą usztywniłem.Opatrzyłem też ranę na głowie.Być możę ma uszkodzony kręgosłup.Lincoln Street 6.

-Dobrze,ale z jakiej racji pan go w ogóle ruszał!Mógł pan mu coś zrobić!-krzyczała kobieta.

-Proszę pani,jestem na czwartym roku studiów medycznych i jeśli zaraz nie wyśle pani żadnego zespołu to się wykrwawi!!!-wrzasnąłem.

-Przepraszam bardzo.Wysyłam karetkę.-odpowiedziała zmieszana dyspozytorka.Z tym wykrwawieniem to trochę przesadziłem.Nie zmienia to faktu,że Jack'owi mogło się coś gorszego.Na szczęście był chyba tylko poobijany,ale lepiej dmuchać na zimne.Po parunastu minutach przyjechała karetka.

-Dzień dobry.Pogotowie ratunkowe.O!Cześć Mark.-powiedział mężczyzna.Towarzyszyła mu kobieta i jeszcze jeden ratownik.

-Thomas?-spytałem z niedowierzaniem.Był on moim dobrym kolegą z liceum.Prawdziwy mózg z chemii.Miałem u niego korki.Teraz został lekarzem i jeździ w karetce.Moja wymarzona fucha.

-Oczywiście,że ja.Dobra robota.Co mu się stało?

-Jest pijamy w trupa.Spadł ze schodów.-powiedziałem.

-Dużo wypił?Czuć od niego na kilometr.

-Dwie flaszki.-odparłem.

-Nieźle.Spokojnie.Będzie dobrze.-powiedział Thomas i zwrócił się do dwójki ludzi.

-Juliet saturator i kroplówka,Oliver zakładaj kołnierz.

-Thom,saturacja 98 nie mogę się wbić.Za bardzo się rusza.-powiedziała dziewczyna próbując przytrzymać z ratownikiem wyrywającego się chłopaka.Ruszyliśmy im na pomoc.

-Dzień dobry ślicznotko...

-Przymknij się Jack!-synąłem.Olivierowi po paru minutach udało się wreszcie założyć wenflon i podłączyć kroplówkę.

-Dobra ludzie.Kładziemy go na dechę.Raz,dwa,trzy i podnosimy.-wysapał Thom.Był cały spocony.Zresztą my też.

-Ja nigdzie nie jadę!Zostawcie mnie.Amy!!!Ratuj mnie!-darł się Jack.Ratownicy musieli go przypiąć pasami,aby się nie ruszał.

-Mogę jechać z Wami?-zapytałem.

-Jasne.Wskakuj.-powiedział Oliver.Wsiadłem od tyłu do karetki.

-21 S wieziemy pijanego chłopaka po upadku ze schodów.Będziemy za jakieś 12 minut.-powiedział lekarz do krótkofalówki.Odpalił silnik i ruszyliśmy do szpitala.

Love You GoodbyeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz