Miesiąc VII cz.1

15 3 4
                                        


AMY'S POV

Mija już pierwszy tydzień siódmego miesiąca.Już dawno powinniśmy iść na kolejne USG.Tym razem moglibyśmy poznać płeć dziecka:). Tylko,że Jack chyba bardzo odwleka tą wizytę.Raz mówi,że jest zmęczony a innym razem,że ma dużo dyżurów.Zresztą,przez ostatnie dni w ogóle ze mną nie rozmawiał.Ograniczał się tylko do mówienie mi krótkiego ''cześć''.Martwię się.Potrzebuję go teraz.

-Um,kochanie?Moglibyśmy porozmawiać?-zapytałam pewnego wieczoru.

-Tak.-powiedział Jack i odłożył gazetę na kolana.

-Właściwie mam dwie sprawy.Po pierwsze,powinniśmy pójść do naszego lekarza na USG.Wiesz,musimy się dowiedzieć czy masz rację.-powiedziałam pogodnie i  pogłaskałam się po brzuchu.

-Już nas umówiłem na jutro na 15:25.-powiedział bez emocji Jack i powrócił do swojej lektury.

-A druga sprawa...to nie wiem czemu się do mnie nie odzywasz.Coś się stało?-zapytałam nieśmiało.

-Nie.-oburknął mąż nieodrywając wzroku od prasy.

-Przecież widzę.Jack!Spójrz na mnie!

-Co?Zajęty jestem.

-Jak tak możesz do mnie mówić?Ja chyba wiem o co ci chodzi.Ty się nie cieszysz z naszego dziecka.-powiedziałam i zaczęłam płakać.

-Nie no super!Wcale się nie cieszę!Skąd ci przyszedł taki bzdurny pomysł w ogóle?Chyba to te twoje harmoniki ci buzują!-krzyczał Jack.

JACK'S POV

-Potrzebuję cię,my cię potrzebujemy.A ty się od nas odwracasz!Nie mam w Tobie oparcia!

-Bo ja sobie odpoczywam niby!Cały dzień haruje na nas!Nic to nie znaczy dla ciebie?!-krzyczałem.

-Może ty tak naprawdę nie chcesz NAS?-zapytała Amy płacząc.Teraz to już nie wytrzymałem.Podszedłem szybkim,krokiem do żony i złapałem ją za ramiona.Pisnęła głośno.

-Posłuchaj mnie.Nie waż mi się mówić takich rzeczy.-powiedziałem i podniosłem rękę,aby otrzeć Amy łzy z policzka.Niestety dziewczyna odebrała ten gest inaczej.

-Proszę,nie bij mnie.-wyszeptała Amy.

-Co?-zapytałem zdziwiony,ale żona już była przy drzwiach.Wzięła kurtkę i wybiegła z domu.Po chwili udałem się za nią.Niestety na dworze było już bardzo ciemno i nie widziałem żadnej osoby.Czym prędzej wsiadłem w samochód i zacząłem poszukiwania.Pytałem każdego napotkanego przechodnia o Amy.

-Nie widziała Pani może dziewczyny.Duży brzuch i biała kurtka?-niestety moje pytania otrzymywały odpowiedź:nie.

AMY'S POV

Siedziałam na ławce w parku.Było mi cholernie zimno i cholernie źle.Czy naprawdę Jack nas nie chce?Może ja trochę przesadziłam.Mogłam nie uciekać.Bałam się,że mnie uderzy i zrobi krzywdę naszemu dziecku.Siedziałam tak jeszcze kilkadziesiąt minut.Postanowiłam wrócić do domu,żeby się nie rozchorować.Po kilkuminutowym marszu byłam już w domu.Poszłam od razu zamknąć się w naszej sypialni. Wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem.Ukryłam twarz w poduszce.

JACK'S POV

Po dwugodzinnych poszukiwaniach,postanowiłem wrócić do domu.Ku mojemu zdziwieniu drzwi były otwarte.Poczułem ulgę.Amy chyba wróciła.Poszedłem do sypialni,z której dobiegał szloch.Na łóżku leżała zwinięta w kłębek dziewczyna.Dotknąłem lekko jej ramienia.Drgnęła i odsunęła się szybko na koniec materaca.Zrozumiałem ją.Boi się mnie.Gdy zobaczyłem jej twarz,poczułem jak coś we mnie pęka.Ja robię jej krzywdę.Nie powinna się mnie bać,nie powinna się denerwować.Te wszystkie negatywne emocje wyczuwa dziecko.Nasze dziecko.Dodatkowo na dworze jest zimno.Amy na pewno zmarzła.Jestem taki nieodpowiedzialny.Powinieniem ją chronić,a nie na nią krzyczeć.


Przed Wami chyba pierwszy kryzys naszej pary.Jak myślicie?Czy się pogodzą?Jak się zakończy ta kłótnia?Druga część już niedługo:).

Love You GoodbyeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz