Rozdział VIII

42 4 1
                                        


JACK'S POV

Trzy dni temu przewieźli mnie na inny oddział.Odwiedzają mnie rodzice i koledzy z kampusu.Wśród nich kumpel Mark.Zajmuje się mną teraz mój znajomy Adam,który jest ortopedą.Mam wszystkich dość.Nikt nie chce mi powiedzieć niczego o Amy.Nie mogę się z nią zobaczyć.Nawet nie wiem,czy żyje.Jestem bezradny.Mógłbym jej poszukać,ale zabroniono mi się ruszać.Postanowiłem,że dopóki się czegoś nie dowiem,nie będę brał leków,które mi podają.Był nawet u mnie psycholog,ale już na samym początku rozmowy wsadziłem słuchawki do uszu,lekceważąc lekarza.Muszę wziąć tych doktorków na litość.Może w końcu się przełamią.W południe przyszedł do mnie Adam.Już na samym wejściu miał nie wyraźną minę.

-Witaj Jack.Twoje wyniki się pogorszyły.Wszyscy wiemy dlaczego.Jak tam rozmowa z psychologiem?-spytał z lekkim sarkazmem.

-Świetnie.Uświadomiłem sobie jak bardzo lubię słuchać muzyki.-odpowiedziałem prychając.

-Chłopie,weź się w garść.Takie zachowanie nic nie pomoże.Jeśli nie będziesz brać leków,twojej nodze wkrótce będzie grozić amputacja.

-Wolę jej nie mieć niż żyć bez Amy.Przykro mi ale coś za coś.-powiedziałem i posłałem Adamowi fałszywy uśmieszek.

-Jack.Wiem,że jest ci ciężko.Ale uwierz mi,że zależy mi na tobie.Powiem to co wiem,a ty będziesz już grzeczny.-powiedział ortopeda.

-No dobra.Gadaj co wiesz.

-Amy żyje.Jej stan jest ciężki.Rano przeszła transfuzję krwi i ta noc będzie decydująca.-powiedział Adam.

-Dziękuję stary.Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.Zmieńmy temat.Kiedy wreszcie zdejmiecie mi to?-spytałem i wskazałem na kołnierz.

-Dopiero w piątek.Jeden z kręgów szyjnych został uszkodzony i nie możemy ryzykować.Zresztą twoje żebra i noga goją się,ale są bardzo słabe.Na tym oddziale nie ma pielęgniarki całodobowej,więc obiecaj mi,że zastosujesz się do moich zaleceń.-wyjaśnił Adam.

-Dobrze.Zrobię jak chcesz.-powiedziałem wkurzony.Po tych słowach ortopeda wyszedł.Świetnie.Kolejne trzy dni bez Amy.Nie wytrzymam tyle.Muszę ją odnaleźć.Jeszcze dziś.Mam wspaniały plan,który na pewno się uda.

O godzinie 4:00 obudził mnie dzwonek telefonu,który wcześniej ustawiłem.W mojej sali leżał jeszcze jakiś facet.Obok jego łóżka stał wózek inwalidzki.Chyba w nocy nie będzie mu potrzebny.Postanowiłem go na chwilkę pożyczyć.Od transportu dzieliło mnie zaledwie dwa metry.To bardzo mało.Wypiołem delikatnie kroplówkę ze swojej dłoni.I usiadłem powoli na łóżku.Do kieszeni bluzy wsadziłem telefon i latarkę.Położyłem ręce na krawędzi łóżka i z całych sił odepchnąłem się.Od razu poleciałem na podłogę klatką piersiową w dół.Zakryłem sobie usta dłonią,żeby nie krzyknąć.Ból był niewyobrażalny.Do oczu napłynęły mi łzy.Na dodatek gdzieś wypadła mi latarka.Jedyne źródło światła.

Love You GoodbyeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz