JACK'S POV
Trzy dni temu przewieźli mnie na inny oddział.Odwiedzają mnie rodzice i koledzy z kampusu.Wśród nich kumpel Mark.Zajmuje się mną teraz mój znajomy Adam,który jest ortopedą.Mam wszystkich dość.Nikt nie chce mi powiedzieć niczego o Amy.Nie mogę się z nią zobaczyć.Nawet nie wiem,czy żyje.Jestem bezradny.Mógłbym jej poszukać,ale zabroniono mi się ruszać.Postanowiłem,że dopóki się czegoś nie dowiem,nie będę brał leków,które mi podają.Był nawet u mnie psycholog,ale już na samym początku rozmowy wsadziłem słuchawki do uszu,lekceważąc lekarza.Muszę wziąć tych doktorków na litość.Może w końcu się przełamią.W południe przyszedł do mnie Adam.Już na samym wejściu miał nie wyraźną minę.
-Witaj Jack.Twoje wyniki się pogorszyły.Wszyscy wiemy dlaczego.Jak tam rozmowa z psychologiem?-spytał z lekkim sarkazmem.
-Świetnie.Uświadomiłem sobie jak bardzo lubię słuchać muzyki.-odpowiedziałem prychając.
-Chłopie,weź się w garść.Takie zachowanie nic nie pomoże.Jeśli nie będziesz brać leków,twojej nodze wkrótce będzie grozić amputacja.
-Wolę jej nie mieć niż żyć bez Amy.Przykro mi ale coś za coś.-powiedziałem i posłałem Adamowi fałszywy uśmieszek.
-Jack.Wiem,że jest ci ciężko.Ale uwierz mi,że zależy mi na tobie.Powiem to co wiem,a ty będziesz już grzeczny.-powiedział ortopeda.
-No dobra.Gadaj co wiesz.
-Amy żyje.Jej stan jest ciężki.Rano przeszła transfuzję krwi i ta noc będzie decydująca.-powiedział Adam.
-Dziękuję stary.Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.Zmieńmy temat.Kiedy wreszcie zdejmiecie mi to?-spytałem i wskazałem na kołnierz.
-Dopiero w piątek.Jeden z kręgów szyjnych został uszkodzony i nie możemy ryzykować.Zresztą twoje żebra i noga goją się,ale są bardzo słabe.Na tym oddziale nie ma pielęgniarki całodobowej,więc obiecaj mi,że zastosujesz się do moich zaleceń.-wyjaśnił Adam.
-Dobrze.Zrobię jak chcesz.-powiedziałem wkurzony.Po tych słowach ortopeda wyszedł.Świetnie.Kolejne trzy dni bez Amy.Nie wytrzymam tyle.Muszę ją odnaleźć.Jeszcze dziś.Mam wspaniały plan,który na pewno się uda.
O godzinie 4:00 obudził mnie dzwonek telefonu,który wcześniej ustawiłem.W mojej sali leżał jeszcze jakiś facet.Obok jego łóżka stał wózek inwalidzki.Chyba w nocy nie będzie mu potrzebny.Postanowiłem go na chwilkę pożyczyć.Od transportu dzieliło mnie zaledwie dwa metry.To bardzo mało.Wypiołem delikatnie kroplówkę ze swojej dłoni.I usiadłem powoli na łóżku.Do kieszeni bluzy wsadziłem telefon i latarkę.Położyłem ręce na krawędzi łóżka i z całych sił odepchnąłem się.Od razu poleciałem na podłogę klatką piersiową w dół.Zakryłem sobie usta dłonią,żeby nie krzyknąć.Ból był niewyobrażalny.Do oczu napłynęły mi łzy.Na dodatek gdzieś wypadła mi latarka.Jedyne źródło światła.
CZYTASZ
Love You Goodbye
LosoweHistoria dwóch kochających się osób. Jedno nieporozumienie może zniszczyć ich związek na zawsze. Musi jednak stać się coś strasznego,aby oboje zrozumieli że razem tworzą jedność i są sobie potrzebni.
