Rozdział XV

42 4 0
                                        

Przez ostatnie cztery dni,odwiedził mnie tylko Adam.Moi rodzice byli zajęci pracą,ale obiecali,że przyjadą.Wiem,że to tylko taka wymówka.Nikt by nie chciał mieć za syna niedoszłego samobójcę.Amy żyję.Ta wiadomość trzyma mnie jeszcze przy życiu.Chciałbym ją zobaczyć.Niestety jest to niemożliwe.Z tego oddziału nie ma ucieczki.Czasem to mnie przerasta.Idę wtedy do okna,myśląc o skoku.Lekarze jednak wszystko przemyśleli.Grube i solidne kraty psują wszystkie marzenia.Na duchu podtrzymuje mnie moja nowa koleżanka-Jasmine.Codziennie wieczorem wymykamy się ze swoich pokoi,aby się spotkać.Cieszę się,że ją poznałem.Pomaga mi zrozumieć sens mojego życia.Mimo,że też ma ten sam problem.Pewnego wieczoru przechadzałem się,a raczej jechałem wózkiem po korytarzu.Moją uwagę przykuł gwar dochodzący z jednej sal.Pchnąłem lekko drzwi.Na podłodze w kółku siedziała gromadka ludzi.

-Przyszedł nowy.Chodź do nas.Pogrążmy się razem w tym smutku.-powiedział do mnie pogodnie jakiś chłopak.Sam nie wiem czemu wjechałem w krąg ludzi.

-Jestem Zack.To Dankan,Juliet,Chris,Jake,Michael,Eric i Anabeth.-powiedział chłopak,który mnie zaprosił.

-Miło mi.Mam na imię Jack.To jakieś tajne stowarzyszenie?-spytałem z uśmiechem.

-Bingo.Ale za nim ci powiemy o co chodzi,musisz odpowiedzieć na jedno pytanie.Nam możesz zaufać.-powiedziała Juliet.

-Ok.Słucham.-powiedziałem.

-Jaką śmierć wybrałeś?

-Ciąłem się.-powiedziałem i podwinąłem koszulkę pokazując brzuch i nadgarstki.Po sali rozniósł się pomruk.

-Nieźle.Szacun młody.Jesteś teraz jednym z nas.-powiedział Zack i poklepał mnie po ramieniu.

-Zbieramy się tu dwa razy w tygodniu.Doktorki pilnują nas jak dzieci,ale my umiemy się wykręcić.Wszyscy myślą,że śpimy.Każdy z nas przychodzi tu z problemami,których nikt nie rozumie.Większość z nas boi się zadać sobie ból.Co innego jak zrobi to ktoś za ciebie.Ogólnie:masowe cięcie.-wyjaśnił Zack.

-Pomożemy ci.Nie musisz się bać.Jedna zasada.Po wszystkim od razu idziesz do pokoju,żebyś w razie czego zemdlał w swoim łóżku a nie tutaj.Wchodzisz w to?-spytała Anabeth.Powiedziałem sobie,że więcej tego nie zrobię.Muszę,żyć dla Amy.Z drugiej strony....może mi to pomoże.Raz kozie śmierć.

-Jestem z wami.-powiedziałem z uśmiechem.

-Cieszę się.Ok.Dobierzcie się szybko w pary.-powiedział Zack i rozdał każdemu po kawałku rozbitej szklanki.Moim partnerem był Eric.

-A ty?Z kim będziesz?-spytałem kiedy zobaczyłem,że chłopak nie ma pary.

-Ja już się nie boję.-zaśmiał się Zack.Odwiązałem bandaże.

-Zaczynamy na trzy.1,2,3.-powiedział Eric.Poczułem piekący bul i krew spływającą z mojej ręki.Byłem opanowany i spokojny.Czułem się wręcz super.Nawet nie potrafię opisać tego uczucia.Przejechałem po nadgarstku mojego partnera nie spuszczając z niego wzroku.

-Dobra.Na dzisiaj koniec.Macie po rolce bandaży i szybko zmykajcie do pokoi.-powiedział Zack o rozdał każdemu czysty materiał.Szybko owinąłem ranę i zacząłem kierować się do wyjścia.Jednak ręka bolała bardzo i nie radziłem sobie zbytnio z transportem.

-Podwiozę cię.-powiedział Zack i pchnął wózek ku wyjściu.

-Dzięki stary.Dasz radę wrócić?-spytałem kiedy byliśmy już w moim pokoju.

-Jasne.Przyzwyczaiłem się.Wpadnij czasem do mnie.Spodobałeś mi się.Pokój 54.-powiedział Zack i opuścił salę.Poczułem zmęczenie,więc położyłem się spać.

Love You GoodbyeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz