AMY'S POV
Wczoraj przyszła reszta naszych rzeczy dla dziecka,które zamówiliśmy.Jack zaniósł wszystko sam na górę.Nie pozwalał mi wchodzić do przyszłego pokoju dziewczynki.Coś knuje znowu na pewno.:)Byliśmy ostatnio u lekarz i otrzymaliśmy złą wiadomość.Niestety poród będzie trzeba przyspieszyć o tydzień ponieważ zbyt długie noszenie dziecka może mi zaszkodzić.Doktor tłumaczył mi to w naukowy sposób ale ja byłam zbyt zdenerwowana,żeby cokolwiek pojąć.
JACK'S POV
-Nie martw się kochanie.Jeśli urodzi się szybciej znaczy,że będzie tak lepiej.-starałem się pocieszać żonę,gdy byliśmy już w domu.
-Ale jak za wcześnie to też nie dobrze.A jak serduszko się nie wykształciło jeszcze?Albo płuca?
-Wszystkie organy na pewno działają dobrze.Skoro kruszynka chce już wyjść to znaczy,że chce już zobaczyć swoją super mamusię.I oczywiście najlepszego na świecie tatusia.-powiedziałem i przytuliłem Amy.Na jej twarzy dostrzegłem lekki uśmiech.
-Poczekaj chwilę.-powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
-AMY'S POV
Po chwili Jack przyszedł niosąc na rękach lalkę.Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Zaprezentuję ci teraz moje umiejętności w pielęgnacji dziecka.Ćwiczyłem całymi nocami.-powiedział dumnie mąż.
-No to pokaż co umiesz bohaterze.-po chwili chłopak ubrał zabawce pampersa.Całkiem sprawnie mu to poszło.Byłam zdziwiona.
-I jak?-zapytał.
-Gdyby nie to, że założyłeś tył na przód to jest ok.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać.Mąż podszedł do mnie i mnie pocałował.
-Zrobiłem to specjalnie,żeby cię rozweselić.
----------------------------------------------------------------------
JACK'S POV
Zaznaczyliśmy już w kalendarzu datę porodu,która wypadała za półtora tygodnia.Lekarz powiedział nam,że mogą Amy położyć do szpitala,żeby monitorować jej stan.Wolałem jednak,aby żona była w domu do dnia rozwiązania.Zwolnię się z pracy i będę cały czas obecny przy moich dziewczynach.
dwa dni później
Obudziłem się około 6:40.Wstałem z łóżka i przykryłem delikatnie kołdrą Amy.Spojrzałem na nią.Była taka słodka jak spała.
-Gdzie ty idziesz tak wcześnie?-zapytała dziewczyna zaspanym głosem.
-Mam dyżur dzisiaj na 7:30 kochanie.Na autostradzie jest kilka wypadków.Wiem,miałem być z wami cały dzień ale muszę jechać.-powiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
-Spokojnie.Poradzimy sobie.-powiedziała Amy.
-Kończę pracę o 15:00.Jakby coś się działo to dzwoń.Miej telefon przy sobie.Kocham cię.-pogłaskałem ją po głowie i brzuchu.Po chwili opuściłem pokój.Jadąc do pracy miałem duże wątpliwości,czy robię dobrze.Mam nadzieję,że nic się w domu nie wydarzy pod moją nieobecność.
AMY'S POV
Pospałam jeszcze 1,5 godziny.Kiedy zrobiłam poranną toaletę,poczłapałam do kuchni zrobić sobie śniadanie.Zajrzałam do lodówki.Półki uginały się od nadmiaru jedzenia.Jack zadbał o moje nagłe potrzeby jedzenia.Nagle naszła mnie ochota na powidła wiśniowe.Znalazłam tylko dżem z brzoskwiń:( .Postanowiłam pójść do naszej spiżarni.Może tam mi się poszczęści.
-Grzybów nie,ogórków też nie...-mruczałam do siebie oglądając wszystkie półki.Nagle zobaczyłam mój skarb.Ostatni słoik dżemu wiśniowego.Zabrałam moją zdobycz do kuchni.Z szafki wyciągnęłam jeszcze wafle ryżowe i karton soku pomarańczowego.Wiem,dziwne połączenie.Usadowiłam się ze wszystkim na kanapie w salonie.Nabrałam na łyżeczkę trochę powideł.Tak,to było to.Moja potrzeba została zaspokojona:). Dokończyłam śniadanie i poczułam zmęczenie.Pogłaskałam się po brzuchu i uśmiechnęłam do siebie.Położyłam się wygodnie pod kocem i zasnęłam.Obudziłam się koło 13:00. Postanowiłam iść do sypialni poczytać. Dźwignęłam się z kanapy. Byłam już prawie przy schodach,kiedy poczułam rozrywający ból u dołu brzucha. Zgięłam się w pół.Przecież to za wcześnie jeszcze.
-Dobra Amy.Oddychaj spokojnie. Zaraz ci przejdzie. Wdech i wydech.-mówiłam do siebie. Po około 7 minutach skurczy postanowiłam zadzwonić po Jack'a.Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Wybrałam jego numer.
JACK'S POV
Wróciłem z wezwania do bazy,więc miałem chwilę wolnego. Postanowiłem zrobić sobie kawę. Zamierzałem wziąć łyk napoju,kiedy zadzwonił telefon. To była moja żona.
- Co tam mój wielorybek robi w taki cudny dzień?-zapytałem zalotnie.
-Jack!!! Nie czas na wyznawanie miłości. Ja tu rodzę!-wykrzyczała dziewczyna.Z wrażenia upuściłem kubek na podłogę.
-Kochanie,wytrzymaj jeszcze.Zaraz przyjedziemy do Ciebie.Pamiętaj:wdech i wydech.
-Wiem.Odebrałam już kilka porodów. Aaaaaa!!!! Pośpiesz się.-wysapała Amy.
-Mark,Thomas. Mamy nagłe wyzwanie. Zbierać się. Ruchy,ruchy!-ponagliłem chłopaków siedzących na kanapie.Pobiegliśmy do naszej karetki.Wcześniej wydzwoniłem centrale.
-21S, mamy wezwanie. Moja Amy rodzi.-powiedziałem do krótkofalówki .
-Na co czekacie?Jedźcie szybko. Powodzenia Jack.-odpowiedziała kobieta z dyspozytorni.Mark włączył silnik i wyjechaliśmy z bazy
-Na jaką ulicę jedziemy? Zapytał kierowca.
-Na Roosvelta 5.-odpowiedziałem.
-A czy przypadkiem ty tam nie mieszkasz?-zapytał Thomas.
- Oczywiście,że ja.Amy zaczęła rodzić. Szybciej Mark!Za ile będziemy?
-Za 7 minut.-odpowiedział Mark.
-Masz być za 5.-powiedziałem zdenerwowany.
-Doktorku,luz w d*pie.-starał się rozluźnić sytuację kierowca.
-Skup się na drodze lepiej.-poradziłem.Po chwili zaparkowaliśmy pod naszym domkiem.
-Chłopaki,bierzemy monitor,nosze,zestaw porodowy i...
-I wszystko co się przyda.Wyluzuj. Wiemy co robić.-powiedział Thomas.Otworzyliśmy drzwi. Wszedłem jako pierwszy.
-Amy! Gdzie jesteś?-zawołałem.
-W salonie.-odkrzyknęła kobieta. Po chwili zobaczyłem dziewczynę leżącą na ziemi. Miała blada twarz i trzymała się za brzuch.
-Dobrze,ze jesteś...Co to ma być? Sami faceci?! I jeszcze Mark.-westchnęła.
AMY'S POV
Nie będę rodzić przed moim kumplem. Żeby tu była jakaś kobieta. Ale nie.
-Gdzie są moje kochane koleżanki z pracy?-spytałam.
-Wysłałem je na szkolenie. Zostali sami panowie.-odpowiedział mój mąż.
-Dobra.Thomas,ty kontroluj saturacje Amy i dziecka. Podłączamy ją pod monitor. Mark,będziesz mi asystował.-rozkazał Jack. Stetoskopem osłuchał mnie i mój brzuch.
- Ok. Zaczynamy rodzić.-powiedział spokojnie.
JACK'S POV
Rozpoczął się poród. Odbierałem już ich kilka.Ale co innego obcej kobiecie,a co innego własnej żonie.Co chwilą ocierałem pot z czoła.
-Thom,przynieś szklankę wody bo Pan doktor zaraz nam tu odjedzie.-powiedział Mark.To prawda.Nie czułem się najlepiej. Gdy się napiłem, nabrałem nowych sił.
- Nie możemy dokończyć tego jutro...zmęczona jestem. Przyjedziecie znowu po mnie,ale nie dzisiaj .-wymamrotała Amy.
-Kochanie,ostatni raz.Na 3.1...2... i 3. Przyj!!!Po chwili usłyszeliśmy głośny płacz dziecka.
-Dobra robota panowie.-powiedziałem do kolegów .Odciąłem pępowinę.
-No,chodź do wujka.-powiedział Mark i wziął noworodka na ręce.
-Nie chce być nieuprzejma,ale czy mogę potrzymać moje dziecko?-spytała Amy pogodnie.
-Nie da się nacieszyć.-poskarżył się Mark i podał mojej żonie dzidziusia.
Nikt nie krył wzruszenia.
-Jestem tatą. Zostałem tatą!-krzyknąłem. Po chwili jednak zobaczyłem,że wszyscy się ze mnie śmieją.Spoważniałem trochę.
-Dobra,chłopaki. Zbieramy się.Podnosimy nosze....i do góry.Thomas-pozbieraj sprzęt, a ty Mark grzej nasz dyliżans.-poleciłem kolegom.Po paru minutach opuściliśmy dom. Załadowaliśmy mamę i dziecko do karetki.Wydzwoniłem centralę.
-21S,już po wszystkim. Wieziemy Amy i dziewczynkę do szpitala. Urodziła się dwa tygodnie za wcześnie.Narazie jest z nią dobrze. Zawiadomcie odział ginekologiczno-położniczy.-wytłumaczyłem.
-Przyjęłam.Gratulacje.-powiedziała dyspozytorka.Mark uruchomił silnik i pojechaliśmy na sygnale do szpitala.Razem z Thomasem siedzieliśmy z tyłu,cały czas kontrolując stan pacjentów. Nagle jedna z maszyn,do którego podpięty był maluszek zapiszczała.
-Jack, co się dzieje?-spytała spanikowana Amy.Osłuchałem stetoskopem płuca dziewczynki.
-Mark podkręć trochę ogrzewanie.Dziecko się nam wychładza.
- Powiedzcie mi co jest z małą .-dziewczyna płakała.
-Spokojnie. Tak się czasem zdarza. Młoda się po prostu trochę wychłodziła. Zaraz będziemy w szpitalu.-pocieszył ją Thomas i uśmiechnął się.
~45 minut pózniej~
Skończyłem już dyżur . Poszedłem więc od razu do moich dziewczyn.Wszedłem po cichu do jej pokoju. Nie zastałem jej jednak. Poszedłem na odział noworodkowy, do sali z inkubatorami. Przy jednym z nich stała moja żona. Podszedłem do niej i otuliłem ją ramieniem.
-Tak bym chciała zabrać tego słodziaka do domu.-powiedziała Amy.
-Już niedługo kochanie. Nasze maleństwo musi jeszcze podrosnąć.-odpowiedziałem.Żona pogłaskała główkę dziewczynki. Ja dotknąłem palcem spodniej części jej dłoni. Zacisnęła się od razu.
Spojrzałem na Amy. Uśmiechnęliśmy się do siebie. To był drugi najszczęśliwszy dzień naszego życia.
AMY'S POV
Codziennie spędzałam godziny przy naszej córeczce.Mnie wypisali ze szpitala,a ona ciągle musiała jeszcze tam być.Było mi przykro jak patrzyłam na maluszka podłączonego do różnych kabelków.Najgorsze,że nie mogłam jej brać na ręce.Sprawiało mi to duży ból.Każda młoda mama chciałaby nakarmić po raz pierwszy swoje dziecko po kobiecemu.Jack wspierał mnie na każdym kroku.Codziennie jeździliśmy do szpitala,żeby być jak najwięcej z naszym skarbem.
JACK'S POV
Również byłem trochę rozgoryczony.Ale nie miałem co zrobić.Musieliśmy cierpliwe poczekać.Najważniejsze,żeby mała była zdrowa.Rodzina też nie mogła się doczekać,a szczególnie dziadkowie.Dla wszystkich ten miesiąc był najdłuższym w życiu.
CZYTASZ
Love You Goodbye
RandomHistoria dwóch kochających się osób. Jedno nieporozumienie może zniszczyć ich związek na zawsze. Musi jednak stać się coś strasznego,aby oboje zrozumieli że razem tworzą jedność i są sobie potrzebni.
