Hope
Leżałam w łóżku wtulona w nagi tors Nicolasa i rozmyślałam o wydarzeniach z ostatnich dwudziestu czterech godzin.
*wspomnienia*
Szykowałam się na ten bal, na który swoją drogą nie miałam najmniejszej ochoty iść, ale jednak wypadało, żebym tam była.
Przez cały czas mojego pobytu tutaj nie kontaktowałam się z Nickiem. Nie powiem, że jest wszystko okay i w ogóle, bo tak nie jest. Wszytko sprawia mi ból nie tylko fizyczny, ale szczególnie psychiczny.
Oczywiście, żeby nie było uśmiecham się do wszystkich ludzi i najczęściej im przytakuje, ale tak naprawdę w środku coś we mnie pęka z każdą minuta czy nawet sekundą coraz bardziej.
I tak dni to nic w porównaniu z nocami, one są zdecydowanie najgorsze. Przez koszmary się nie wysypiam, a brak bliskości drugiej połówki sprawia, że nawet zamiast przespać te parę godzin, które mi zostały, to wypłakuję smutki w hotelową poduszkę.
Jakie to głupie, że dwójka ludzi może się tak bardzo poróżnić przez taką głupotę. Wystarczyło by, żeby Nick chociaż na chwilę się tam pojawił, albo był w domu jak do niego przyjechałam i wszystko byśmy sobie wyjaśnili. Albo to ja mogłam nie być taka wybuchowa i tak szybko podejmować decyzji o wyjeździe, tylko poczekać do rana i posłuchać co ma mi do powiedzenia.
Niestety jesteśmy tylko ludźmi i mamy inne charaktery, nie zawsze zachowujemy się tak jakbyśmy chcieli czy powinni i w niejednym przypadku mamy za dużą dumę, aby przyznać się do porażki lub pomyłki.
No nic.
Już postanowiłam, że pójdę dzisiaj na ten bal i od razu po powrocie z niego zamówię bilety na najbliższy lot do domu.
Do domu i do Nicolasa.
A teraz trzeba podnieść głowę do góry, uśmiechać się i pięknie wyglądać. A co najważniejsze przetrwać ten wieczór.
***
Bal nie był, aż taka zły jak się spodziewałam. Oczywiście było nudno i sztywno, ale była także w miarę dobra muzyka. Rozmawiałam akurat z grupką osób w moim wieku, kiedy podszedł do mnie Andy - ten dziennikarz - i szturchnąłem w ramie po to, abym się odwróciła w stronę wejściowych drzwi. I ku mojemu zdziwieniu stał tam bardzo przystojny blondyn, o dziwnym kolorze oczu, ubrany w garnitur, w którym był na balu na zakończenie roku szkolnego. Co za zbieg okoliczności, że ja akurat miałam na sobie tą samą sukienkę co wtedy.
Nie myśląc długo i nawet nie przepraszając moich rozmówców, rzuciłam się biegiem w jego stronę. Nawet nie spostrzegłam kiedy łzy zaczęły lecieć mi po policzkach, ale mój mózg zarejestrował to, że gdzieś w połowie drogi do chłopaka zgubiłam buty. Nie przejmując się tym biegam dalej, bo w tej chwili on był ważniejszy niż opinia innych ludzi.
Kiedy już do niego podbiegam, szybko na niego wskoczyłem i oplotłam go nogami w pasie. Niestety Adams nie był przygotowany na taki nagły ciężar, więc pięknie, przed oczami wszystkich, wylądowaliśmy na podłodze. Zaczęłam szlochać w zagłębienia jego szyi, ale tym razem ze szczęścia. Moje ramiona objęły go chyba jeszcze tak mocno jak nigdy, z resztą jego mnie też. Jedną z dłoni miałam mocno zaciśniętą na ramieniu jego marynarki, a drugą zagłębioną w jego cudownych włosach. Zdążyłam już przyswoić, że jego nos jest w moich włosach i chyba zaciąga się ich zapachem. Kiedy tak mnie trzyma w objęciach wydaje się jakby kamień spadł mu z serca, a on sam dodatkowo odetchnął z ulgą.
Podniosłam głowę z mojej kryjówki przed świtem i zaczęłam go gorączkowo całować.
Boże, cynamon i papierosy. Nigdy nie myślałam, że to powiem, ale to chyba najlepszy smak na świecie i tak cholernie mi go brakowało.
Gdy się wreszcie od niego odsunęłam, z szerokim uśmiechem na twarzy, zauważyłam, że po jego policzku także spływała samotna łezka, a oczy były zaszklone.
- Tak straszliwie za tobą tęskniłam. - mówiąc to cały czas patrzyłam mu w oczy i dłonią delikatnie starłam wilgotny ślad na jego policzku.
- Ja też tęskniłem, Kotku. Tak, kurewsko, bardzo za tobą tęskniłem. - znów nachylił się w moją stronę i dotknął swoimi wargami moje.
- Kocham cię.
- Kocham cię.
Co prawda siedzielibyśmy tak dłużej, ale podszedł do nas Andy i zapytał czy może z nami moment porozmawiać. Tym samym wybudzając nas z naszego transu.
Oczywiście zgodziliśmy się na krótki wywiad, przy okazji jak wstawiamy zebraliśmy moje buty. Kiedy szliśmy przed obiektyw kamery obydwoje trzymaliśmy się tak kurczowo za ręce jakby drugie mogło gdzieś uciec.
*teraźniejszość*
Wyrwana z zamyśleń przez niespokojne kręcenie się blondyna, podniosłam na niego wzrok.
Nicolas rzucał się we śnie jakby śnił się mu jakieś koszar. Delikatnie podniosłam się do siedzącej pozycji i zaczęłam delikatnie nim potrząsnąć, aby się w końcu obudził.
Niespodziewanie z jego ust wydobył się słowa, które bezwzględnie zniszczyły mnie od środka.
- Nie, Suz przestań. Ona tu jest, a dobrze wiesz, że nie może się o nas dowiedzieć.
W tym momencie całkowicie odechciało mi się go budzić. Wiedziałam, że jeżeli to zrobię to nawet wbrew sobie zapytam się go co mu się śniło. I wtedy będą tylko dwie możliwości albo powie mi prawdę, czym prawdopodobnie dobija moje rozbite serce, albo okłamie mnie, że to nic takiego, czym też swoją drogą zrobi mi krzywdę.
Tak źle i tak niedobrze.
Delikatnie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki się wykąpać. Strumienie ciepłej wody sprawiły, że zaczęłam rozmyślać.
Miałam w planach polecieć po Paryżu jeszcze do Szkocji, ale szczerze mi się tego odechciało. No bo co, pojadę tam, prawdopodobnie z Nicolasem, znowu się o coś pokłócimy, ale i tak będziemy musieli wytrzymać ze sobą jeszcze te kilka dni, żeby wrócić później do domu i odpocząć od siebie.
W naszym związku zaczynają dziać się zdecydowanie złe rzeczy i bardzo mi się to niepodobna.
- Kotku gdzie jesteś?!
Na ziemię sprowadza mnie spanikowany głos Nicka.
- W łazience biorę prysznic, zaraz wychodzę.
Jak powiedziałam tak zrobiłam. Po wytarciu się, ubrałam luźną bluzę i krótkie czarne spodenki. Przed drzwiami łazienki czekał na mnie już chłopak, który gdy tylko mnie zauważył zamknął mnie w szczelnym uścisku. Zadowolona z jego zapachu i bliskości, położyłam mu głowę na torsie oraz zamknęłam oczy delektując się chwilą. Bo nie wiem kiedy taka znowu może się powtórzyć.
Chciałabym powiedzieć, że to był koniec naszych problemów i teraz będzie wszystko dobrze i kolorowo.
Ale po co mam kłamać?
Tak naprawdę to był dopiero początek złej passy.
_Santa_
Już tylko jeden rozdział i epilog moi drodzy.
CZYTASZ
Dwa Słowa
RomanceJedno serce na pół rozdzielone. I każda z połówek w swoją ruszyła stronę. Czy się odnajdą? Nikt tego nie wie. Ich przeznaczenie spisane jest w niebie. Opowiadanie całkowicie wymyślone przeze mnie. Zbieżność jakichkolwiek wydarzeń czy postaci j...
