To niemożliwe

363 24 1
                                        

W mediach Tom z Natali
HOPE 

Gdy weszłam do domu pobiegłam na górę wziąć prysznic i przebrać się z mokrych i brudnych ubrań na czystą i suchą piżamę.
Odświeżona i pachnąca zeszłym na dół napić się czegoś, z pomarańczowym sokiem w ręce udałam się do salonu pooglądać trochę telewizji, a potem pograłam sobie na fortepianie. Tak zatraciłam się w grze, że z transu wzbudził mnie dopiero głos Megi.

- Hope jest już za dziesięć czwarta, a o osiemnastej ma Panienka bankiet swojej fundacji.

- A no tak zupełnie zapomniałam. – szepnęłam zawstydzona swoim roztrzepaniem. - Dziękuję za przypomnienie chyba pójdę się już szykować

- Hope...- odezwała się niepewnie gosposia- kto robi Ci te wszystkie przykre rzeczy przez, które czasami wczesnej wracasz do domu całą we łzach.

- To nic takiego Meg to tylko szkolny łobuz, ale gdyby się coś działo na pewno bym Ci powiedziała.- muszę ją uspokoić, bo ostatnie czego chcę to, to żeby rodzice się dowiedzieli o tym co się dzieje w szkole.

- Po prostu martwię się o ciebie, kochanie.

- Wiem, ale naprawdę nie potrzebnie.- podeszłam i przytulam kobietę - A teraz wybacz, ale muszę się szykować.

- Jasne, leć.

Pobiegłam do pokoju i jeszcze raz poszłam się wykopać tym razem w wannie. Weszłam do pokoju w samym ręczniki. Po założeniu samych białych majtek i wciąż w ręczniku poszłam się ubrać do garderoby. Stanik nie był mi potrzebny ponieważ moje piersi do małych nie należały i dobrze prezentowały się też bez niego a poza tym sukienka, którą wybrałam już i tak miała go wbudowanego. Była cała białą, górna część była dodatkowo w koronkach w odróżnieniu od dolnej, która była gładka, a oddzielał je złoty pasek. Włosy natomiast upięłam w kok pozwalając, żeby i tak kilka loków opadało na moją twarz. Do tego założyłam białe szpilki na dziesięcino centymetrowym obcasie dzięki czemu nie wyglądałam jak krasnoludek przy większości ludzi, którzy tam będą. Gdy byłam już gotowa zrobiłam lekki makijaż. O siedemnastej dwadzieścia usłyszałam dzwonek do drzwi, więc krzyknęłam, że są otwarte i już po chwili w holu stał mojego przyjaciela Scott, który był ubrany w smoking. Nie powiem wyglądał apetycznie.

- Co tu robisz Scotty?

- Jak to co?! Będę twoja osobą towarzyszącą, a poza tym wyglądasz zniewalająco.

Zarumieniłam się i wpuściłam go do środka, krzyknęłam do rodziców, że mój przyjaciel już przyszedł i musimy się zbierać, bo się zaraz spóźnimy. Nat wyglądała pięknie w czarnej sukience i tego samego koloru szpilkach do tego miała jeszcze czerwone usta, mały złoty łańcuszek na szyi i złote kolczyki w uszach. Za nią stał Tom ubrany tak samo jak Scott w smoking tylko jego w odróżnieniu od mojego przyjaciela szyty na miarę.

- To co dzieciaki gotowi na imprezę.

- Jasne Pani B.- uśmiechnął się do niej Johnson.
***
Gdy dotarliśmy na miejsce od razu mogłam stwierdzić, że moi rodzice nie szczędzili środków. Na środku był czerwony dywan do około pełno fotoreporterów, blask fleszy trochę mnie oślepiał. Scott zauważy mój dyskomfort dlatego złapał mnie pod rękę i poprowadził do środka. We wnętrzu było już mnóstwo ludzi, w większości ich nie znałam, ale i tak się uśmiechałam. To było spełnienie moich marzeń tylu ludzi przyszło tutaj dlatego, żeby pomóc takim dzieciom jak ja, by zapewnić im lepsze warunki do życia.

- Kochanie tam jest kilka par z którymi powinnaś porozmawiać.- tata wskazał je głową - No leć.

- Chodź Scotty.- uśmiechnęłam się do przyjaciela i pociągnęłam go za ramię. Razem zniknęliśmy w tłumie.
***
Johnson poszedł po coś do picia przez co zostałam sama z parą uroczych staruszków. Rozmawialiśmy właśnie o warunkach w ośrodkach, kiedy podszedł do nas mój kompan.

- Bardzo państwo przepraszam, ale jestem zmuszony porwać na chwilę tą uroczą dziewczynę.- para kiwnęła głową i wróciła do rozmowy między sobą.

- Co się stało?

- Twoja mama chce ci przedstawić swoim znajomym.- wydawał się być czymś zdenerwowany.

- No dobrze, ale dlaczego się tak denerwujesz?

Już otwierał usta, żeby mi odpowiedzieć kiedy go zauważyłam. Wszystko stało się jasne w jednym momencie. Przy moich rodzicach stał Nicolas jak podejrzewam razem ze swoimi rodzicami. Jeszcze mnie nie zauważył więc mogłam mu się przyjrzeć. Miał na sobie czarny smoking do tego, tego samego koloru muszkę i buty, jego blond włosy były staranie ułożone. Wyglądał bardzo elegancka i co z niechęcią przyznaje naprawdę przystojnie. Właśnie wtedy podniósł głowę i nasze oczy się spotkamy po jego twarzy przemknęło zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzaniem i jeszcze parę innych emocji, których nie potrafię odczytać.

- Nicolas poznaj naszą córkę Hope mam nadzieję, że się polubicie.- powiedziała radośnie moja matka.

Jeszcze chwilę patrzyłam chłopakowi w oczy, a potem przerwałam nasz kontakt wzrokowy.

- My już się znamy i raczej się nie polubimy.- powiedziałam zimnym i pozbawionym emocji tonem głosu.

- Hope! Jak ty się zachowujesz?!- odezwał się zakłopotany ojciec.

- Przepraszam, ale nie będę kolegowała się z kimś przez kogo jestem codziennie poniżana.

Jego rodzice byli wyraźnie zmieszani, a chłopak uparcie wbijał wzrok w swoje buty tak jakby one nagle stały się najciekawsza rzeczą na świecie.

- A teraz najmocniej państwa przepraszam, ale mam przemowę do wygłoszone. - kiwnęłam im głową na pożegnanie i odeszłam w stronę sceny.

_Santa_

~~~~~~~~~~~~~
Bam Bam Bam...
Mam nadzieję, że się podoba.
Zapraszam do dalszego czytania.
Ps. Przepraszam za wszelkie błędy
😊😊😊

Dwa SłowaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz