Znalezienie Kiczoka zajęło mi dobrą chwilę. Przez jakiś czas tułałam się w pobliżu obozu, ale starca nigdzie nie było widać. Zdążyłam już przemyśleć każdą sytuację, jaka może mnie spotkać, ale nadal nie miałam pewności, jak zacząć rozmowę.
Moje rozmyślania przerwał donośny kaszel nad głową.
Ze zdziwieniem podniosłam wzrok. Mag ziemi jakby nigdy nic siedział na drzewie, wpatrując się w ostatnie promyki słońca.
- Czego chcesz? - zapytał, nie racząc mnie nawet spojrzeniem.
- Porozmawiać - odparłam, na co on parsknął tylko.
- O czym?
Wzruszyłam ramionami, zagryzając wargę. Już z góry wiedziałam, że ta rozmowa nie będzie należeć do łatwych. Tak jak każdy nie lubiłam przyznawać się do błędów, a Kiczoko, jak już się na coś zaweźmie, raczej łatwo nie odpuszcza.
- O dzienniku. Źle się zachowałam - mruknęłam pod nosem, opierając się o pień drzewa, na którym usadowił się starzec.
- Faktycznie. Twoje zachowanie było dalekie od kulturalnego, czy chociażby znośnego.
- Zachowałam się źle. Powinnam była porozmawiać z tobą na spokojnie. Przepraszam.
Odpowiedziało mi tylko prychnięcie. Spuściłam głowę, zagryzając wargę jeszcze mocniej. Na języku poczułam smak krwi.
- Wiesz, takie rzeczy nie są normalne w naszym świecie. Kiedy byłem mały, słyszałem od niań historie o Diwarach i innych światach. Opowiadały, że nie wszędzie istnieje taka magia, jak w Ormundii.
Starzec przerwał, jakby licząc, że zadam jakieś pytanie. Nic takiego nie nastąpiło, więc mówił dalej.
- Baśnie mówiły o czarodziejach, potrafiących władać czasem, tworzących kule energii i machających magicznymi kijami. Pamiętam, jakby to było wczoraj. A potem, za czasów mych młodzieńczych lat, doszły bajania i ballady wędrownych trubadurów. Sławiły one dokonania Posłańców i władców wszelakich światów. Zawsze jednak ostrzegały one przed czarną magią...
Starzec znów przerwał, a ja mogłabym się założyć, że w tamtym momencie spojrzał na mnie znacząco. Ja nadal wpatrywałam się w ziemię i pokiwałam głową.
- Mów dalej - odparłam, bo cisza się przedłużała.
- Pojęcie złej magii było mi obce, może dlatego, że nasza wspaniała Ormundia nigdy nie posiadała czegoś takiego jak "czarna magia", a zdolności magów rzadko były stosowane w egoistycznych i złych celach. Tak było kiedyś, jednak granice między światami zatarły się i do naszego świata przeniknął czarny dym złej magii. Siedem pokoleń królów walczy z tym samym wrogiem. Nie dziwi cię to? Długowieczność nie jest normalna, a w każdej baśni czy legendzie nieśmiertelność uzyskiwano przez podejrzane rytuały. Zła magia przenika przez naruszone bariery, których mieli pilnować Posłańcy.
Nic nie mówiłam. Gdzieś daleko odezwała się sowa, zawył wilk.
- Czyli to wszystko nasza wina? - zapytałam cicho.
- Pośrednio, owszem. Bezpośrednio, nie mam pojęcia. Nie piłem od dobrych paru dni i nie nadaję się na filozofa. Wiem tylko, że każdy świat zdążył się mocno zmienić w ciągu tych trzystu lat. Nie koniecznie na lepsze. Bariery zanikają, już są na tyle cienkie, aby zła magia dotarła wszędzie i spaczyła światy.
Jakiś nocny ptak zaczął swoją piosenkę. Brzmiał upiornie, zupełnie jakby chciał zapowiedzieć nieprzyjemną przyszłość.
- Dlaczego Posłańców nie było tak długo? - zapytałam, aby przerwać ciszę.
CZYTASZ
Ormundia
Fantasia" - Moc została opanowana. Mimo że nadal sprawia trudności Diwarowi, jest on już gotowy aby stawić czoła swojemu i naszemu wrogowi." Silea rusza w długą podróż, aby zgładzić swojego największego wroga. Zaopatrzona w listy Ununchiego, swoje zdolnoś...
