Rozdział 4

5.2K 309 71
                                        

Kolejny dzień.

Minął kolejny dzień, podczas którego miałam wrażenie, że każdy na mnie patrzy, ale nie dbałam o to. W mojej głowie wciąż miałam wiadomość od Camili, która świadczyła o tym, że jakiekolwiek plotki, które zostały rozpowiedziane nie wyszły od niej, a to dla mnie było najważniejsze. Cameron wciąż się do mnie nie odzywał, co może było lepsze? Nie miałam najmniejszej ochoty na jego towarzystwo. Męczył mnie. Miałam ciekawsze rzeczy do zrobienia niż wysłuchiwania jego ciągłych narzekań na jakąś drużynę piłkarską.

- Stołówka i fajka? – Obok mnie pojawiła się Lucy. Kiwnęłam głową i zgodnie poszłyśmy do pomieszczenia pełnego nastolatków. Oczywiście wzrok poszczególnych chłopaków od razu skierował się na mnie, ale nie zwracałam na to uwagi. Miałam na twarzy szeroki uśmiech i nikt nie był w stanie tego zepsuć.

- Jezu, jedno zdanie tak potrafi na Ciebie wpłynąć? – Zaśmiała się dziewczyna i dźgnęła mnie palcem w brzuch. Skrzywiłam się i spiorunowałam ją wzrokiem.

- Wszystko tylko nie brzuch.

- Bo co? – Ponowiła swój ruch. Stanęłam i spojrzałam na nią unosząc jedną brew w górę.

- Pobije Cię.

- Bijesz się jak baba – skomentowała, a ja nie wytrzymałam dłużej i wybuchłam śmiechem. Chwyciłam ją za rękę i pociągnęłam w stronę bufetu. Szybko zabrałyśmy jedzenie i z tackami usiadłyśmy przy stoliku naprzeciwko siebie. Lucy zaczęła odpakowywać swój soczek z kartonika nucąc coś pod nosem. Nie potrafiła sobie poradzić z folią i coraz mocniej za nią pociągała, przez co jej głos nie brzmiał już tak czysto. O ile kiedykolwiek taki był.

- Daj to, Ty ofermo. – Zabrałam od niej kartonik i bez większego problemu go rozpakowałam. – Słaba jesteś coś.

- Wybacz, nie byłam wczoraj na siłowni. – Skrzywiła się.

- Wczoraj? Pf. Byłam dzisiaj o piątej przed szkołą. Mówię Ci, sto na klatę. – Pokręciłam głową imitując podnoszenie ciężarów. Następnie wcisnęłam do ust kawałek bułki i wciąż patrząc na nią kiwałam głową. Dziewczyna zaśmiała się cicho i zaczęła jeść swoją sałatkę.

- Ty z tego zielonego jesteś silna? – Zmarszczyłam brwi.

- Powinnaś też się na to przerzucić. Twoje dobre spalanie nie będzie trwać długo, Laur. – Uniosła brwi. Z jej ust wystawał kawałek sałaty, przez co cicho zachichotałam.

- Wyglądasz prawie tak uroczo, co mój królik.

- Ale nie miałaś..

- No właśnie. – Posłałam jej szeroki uśmiech i wgryzłam się w bułkę. Rozejrzałam się dookoła i napiłam się chłodnej wody. Lucy wciąż na mnie patrzyła. Gdyby jej wzrok mógł mordować, leżałabym pod stołem.

- Suka! – Uniosła głos, a ja się zaśmiałam.

- Cała przyjemność po mojej stronie czy coś? – Poruszyłam brwiami, a ona przewróciła oczami.

- Pierdol się.

- Powinnaś słuchać przyjaciółki. – Obok mnie usiadł Cameron. Posłał mi szeroki uśmiech, a jego lewa ręka, którą mnie objął zjechała za nisko. Chwilę patrzyłam na jego twarz myśląc nad tym, co powiedział. Odsunęłam się od niego, a on zmarszczył brwi.

- Coś ty powiedział?

- Że masz słuchać Lucy? – powiedział takim tonem jakby było to oczywiste.

- Mam się pierdolić?

- Ze mną najlepiej. – Wyszczerzył się. – Wiesz jak byłoby Ci dobrze?

Perfect Strangers/CamrenOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz