Hej, mam na imię Nyks. Nyks Regina Collins. I nie, nie mam pojęcia kto wymyślił to durne imię. Chodzę do Hogwartu a to ciekawie nieciekawa historia mojego, do pewnego momentu, beznadziejnego życia.
Piękna okładka została stworzona przez @nocna_kolib...
Wsiedliśmy na miotły. Drużyny były już dobrane. Najpierw objęliśmy stanowiska obrońców. Dla mnie- buła z masłem, dla Pottera- koszmar. Był przyzwyczajony do roli szukającego więc się nie dziwię. Ścigający atakowali jak wściekli. Raz po raz przerzucali do siebie piłki, by od czasu do czasu zaatakować. Szanse obu drużyn były wyrównane, pomijając mnie i Pottera. Zauważyłam nadlatującego szybko przeciwnika celującego w lewą pętlę. Z gracją (ta skromność...) obroniłam bramkę, tak samo jak siedem kolejnych. Potter jednak nie radził sobie tak dobrze. Na dziesięć, obronił dwie. To i tak dobrze. Wkrótce nadeszła zmiana. Muszę przyznać, że jako ścigający radził sobie całkiem nieźle, jednak wciąż przy mnie wypadał kiepsko. Czułam wielką satysfakcję widząc wściekłość w jego oczach. W końcu przyszedł czas na objęcie stanowiska pałkarza. Muszę przyznać, że po tym jak odbił tłuczek w moją stronę prawie spadłam z miotły. Ze śmiechu. Potter, po tym jak odbił tłuczka, zachwiał się na miotle, po czym z niej spadł. Uderzył by w ziemię z dwudziestu metrów wysokości, gdyby nie to, że jego stopa zaklinowała się między witkami miotły. Na ziemię musiała go sprowadzić dopiero pani Hooch. Rozbawione były całe trybuny oprócz dwóch osób- Blacka i Petera (ma za trudne nazwisko żeby je napisać xd.). Nawet Remus śmiał się pod nosem. Zaraz jednak spoważniałam. To ostatnia runda. I najtrudniejsza. Wznieśliśmy się nad boisko i zaczęliśmy poszukiwać znicza. Każda złota plamka zwracała naszą uwagę. Po chwili Potter zerwał się do lotu, ja jednak zostałam na miejscu. Czułam, że to zmyłka. Wiem, że to dość nieodpowiedzialne, ale ufam swoim przeczuciom. Damska intuicja. Kątem oka zobaczyłam coś złotego. TO był znicz. Zaczęłam go gonić. Usłyszałam wiwaty, jednak się nie zatrzymałam. Wyciągnęłam rękę i... Złapałam znicz. Wygrałam! Ale coś się nie zgadza... Potter na dole skacze ze szczęścia trzymając coś złotego w ręce... Coś co wygląda jak znicz... Ale to nie możliwe! Zleciałam na dół i zobaczyłam coś dziwnego.
-Wygrałem! Wygrałem! Przygotujcie oczy, bo przez następny tydzień będziecie mieli na co patrzeć! Wygrałem!
-Chwila! Przecież złapałam znicz! Znicz jest tylko jeden!
-Spokojnie! Dzieci! Spokój!-wtrąciła się pani Hooch.- Panna Collins ma racje. Któryś ze zniczów jest fałszywy. Proszę mi je podać.
Wyciągnęłam rękę ze złotą piłeczką i podałam ją nauczycielce. Zauważyłam, że Potter zrobił to baaardzo niechętnie. Usłyszałam werdykt pani Hooch.
-ZNICZ POTTERA TO FALSYFIKAT! Hańba! Jak mogłeś oszukiwać! W związku z próbą oszukania nauczyciela oraz wszystkich tu zgromadzonych jestem zmuszona zawiesić pana Pottera w prawach ucznia na następne 3 tygodnie! I nie zmienię zdania!
-Ale pr-
-Dość Potter!
-Proszę pani... Mogłabym coś powiedzieć?-wtrąciłam.- Jeśli pani pozwoli, prosiłabym o zniesienie kary. Niektórzy po prostu nie potrafią przegrywać, a ja nie żywię urazy. Zamiast tego mogłaby pani złagodzić karę... Proszę?
-No dobrze. Ale tylko ze względu na ciebie. Powiadomimy rodziców Pottera. Później zdecydujemy co z nim zrobić.
-Dziękuję. Naprawdę jestem pani wdzięczna.
Z dumną miną zeszłam z boiska. Gdy tylko doszłam do dormitorium rzuciłam się na łóżko. Bolał nie każdy mięsień. Ze względu na dzisiejszy niezapowiedziany mecz Gryffindor vs. Gryffindor odwołano historię magii. I chwała Merlinowi. Kiedy już mogłam poruszyć jakąś kończyną zwlekłam się z łóżka i doczołgałam się do prysznica, żeby zmyć z siebie brudy dzisiejszego dnia. Wtarłam w swoje ciało jagodowy żel i umyłam włosy waniliowym. Wyszłam spod prysznica i ubrałam za duży, rozciągnięty sweter i cieple długie skarpety.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Mimo wczesnej pory weszłam pod kołdrę i położyłam się spać. Muszę się wyspać, bo dzisiaj w nocy będę miała inne zajęcie.