17

7.3K 413 81
                                        

3/10

Rano obudziłam się z takim bólem głowy, że myślałam, że za chwilę umrę. Kręciło mi się w głowie, chciało mi się pić i rzygać. Kac. Dumna nazwa śmierci chwilowej. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do panującej w pomieszczeniu jasności, zaczęłam ogarniać sytuację. Pokój wspólny Gryffindoru był pełen śpiących ludzi. Jako że dzieciaczki z klas 1-3 nie miały wstępu, alkoholu lało się sporo, czego wszyscy prawdopodobnie odczują skutki. Powoli dalej badałam sytuację. Wokół mnie zobaczyłam Syriusza, Jamesa, Lily, Dorcas i Ann. Petera nigdzie nie było. Remusa znalazłam chwilę później. Całe nasze towarzystwo nie miało części ubrania. Prawdopodobnie graliśmy w butelkę "dla dorosłych". Dorcas miała na sobie spódnicę i stanik, Lily brakowało za to spodni, a Ann leżała w samej bieliźnie, z tym, że nadal miała na sobie skarpetki. Chłopaki nie byli w lepszej sytuacji, tak samo jak ja. Miałam na sobie bieliznę i za dużą koszulkę... kogoś. Szukając wzrokiem ostatniego kolegi poczułam pode mną jakiś ruch. Znalazłam Remusa. Leżałam w koszulce Remusa, na Remusie, szukając Remusa. To tyle. Zeszłam z niego, oddałam mu koszulkę i poszłam się ogarnąć. Skoro jeszcze dzisiaj mam być jako tako świadoma (na tyle by móc wrzucić kartkę do czary), muszę się umyć. Zmęczona weszłam po schodach do swojego pokoju. Kiedy wreszcie znalazłam się w prysznicu zaczęłam się zastanawiać, kiedy urwał mi się film. Pamiętam butelkę, na początku napytania i wyzwania, a potem na ubrania. Nie pamiętam nic mniej więcej od momentu w którym zdjęłam skarpety. To tyle. Możesz być z siebie dumna, Nyks! Wyszłam spod strumienia zimnej wody i ubrałam czarne legginsy (jak zwykle), szary podkoszulek i szarą ramoneskę. Do tego czarne botki. Zrobiłam lekki makijaż (jakoś muszę zamaskować te wory pod oczami). Poszłam do kuchni i zrobiłam zieloną herbatę. Kocham. Po lekkim śniadaniu i eliksirze na kaca poszłam sprawdzić co u truposzów. Kiedy weszłam do PW wciąż spali, tak samo jak większość towarzystwa. Nie budząc nikogo posprzątałam po imprezie (Oczywiście czarami). Nie mając nic ciekawszego do roboty poszłam do swojego dormitorium po kartkę. Bycie dziewczyną do czegoś zobowiązuje. Na beżowej kartce napisałam ozdobnym pismem "Nyks Regina Collins", po czym zgięłam ją i włożyłam do kieszeni. Na wrzucenie poczekam na chłopaków. Nie będę wam opisywać, jak żmudnym i długim procesem było ogarnianie reszty Hunców. Wreszcie, kiedy wszyscy stali na nogach ubrani i w miarę żywi, udało mi się zaciągnąć ich do WS. Ja podeszłam do czary pierwsza. Po mnie James, a na końcu, ostatni, Syriusz. Teraz zostało tylko czekać do wieczora. Chłopaki po powrocie do dormitorium poszli spać, a ja byłam zbyt przytomna, żeby pójść odpoczywać. Zdecydowałam się na książkę. Ostatnio zrobiłam się wielką fanką Stephena Kinga, więc sięgnęłam po "Joyland" (A tak serio, to ta książka jest naprawdę ekstra -dop.aut.) Wciągnięta w fabułę, nie zauważyłam upływu czasu. Dopiero gdy zgłodniałam poszłam coś zjeść. Po obiedzie stwierdziłam, że książka już mi się znudziła. Teraz postanowiłam coś namalować. Wyjęłam z walizki sztalugi, płótno, farby i pędzle. Przez dość długą chwilę patrzyłam się w biały materiał, ale wkrótce w mojej głowie powstał już plan co namalować. Szybko chwyciłam za ołówek i zaczęłam szkic. Kiedy zarys był już gotowy. Zaczęłam nakładać kolejne warstwy farb, wciągając się coraz bardziej. Kilka godzin później skończyłam. To był dwór. Opuszczony dwór. Przez wielkie okna do wnętrza budynku wpadało lekkie światło wschodzącego słońca. Meble, w większości zniszczone, stały zakurzone. Wnętrze wyglądało martwo. Ściany porastała gęsta roślinność, na podłodze było dużo kałuż. To był przedsionek. Wielkie pomieszczenie zajmowane głównie przez wijące się wszędzie kręte schody. Nie mam pojęcia skąd, ale pamiętam to miejsce. Zanim zostało opuszczone. Ze zdziwieniem spostrzegłam, że za chwilę skończy się kolacja, co znaczy, że za chwilę zostaną wybrani uczestnicy Turnieju Trójmagicznego, co znaczy, że muszę tam być, co znaczy, że muszę się spieszyć. Szybko zmyłam z siebie farbę, po czym wybiegłam z dormitorium w kierunku WS. Zdyszana weszłam do sali, po czym usiadłam przy Huncwotach. Właśnie w tej chwili czara miała wybrać uczestników. Z zapartym tchem czekałam na wyczytanie nazwisk. Czara wyrzuciła pierwsze nazwisko. Durmstrang.

-Reprezentantem Instytutu Magii Durmstrangu zostaje... Nikołaj Bogdanow!-ogłosił Dumbledore.

Następnie wybrana została reprezentantka Akademii Magii Beauxbatons, niejaka Apolonia Delacour. A teraz przyszedł czas na Hogwart.

-Ostatnim uczestnikiem Turnieju Trójmagicznego, zostaje... Alex Hirsch!

Hirsch... Krukon. Rok starszy. Miły, mądry, przystojny. Trudno. Może innym razem. W tym momencie czara zapłonęła jeszcze raz złotym płomieniem, a z jej wnętrza wyleciała jeszcze jedna, dziwnie znajoma kartka.

-Widocznie będziemy mieć jeszcze jednego uczestnika, a jest nim... Nyks Collins!

Nie wiedziałem... ~ Remus LupinOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz