3

11.7K 694 231
                                        

*Time skip* 1 września! (bo mogę -dop.aut.)

Stałam samotnie na stacji z wózkiem między peronem 9 a 10 i przyglądałam się ludziom. Ostatnio często to robię. To pozwala mi odciągnąć myśli od swoich własnych problemów. Wtedy nie myślę o testach, huncwotach i wszystkich nieprzyjemnościach tego świata. Chociaż przez chwilę. Spostrzegłam, że jest już dość późno, więc chwyciłam wózek i wbiegłam w barierkę między peronami. Kiedy byłam już przy pociągu rzuciłam na walizkę proste zaklęcie i po chwili lewitowała ona za mną, a ja nie musiałam przejmować się tonami opasłych ksiąg które spoczywają na dnie kufra razem z płótnem i farbami. Na ramieniu miałam tylko plecak, a w nim telefon, słuchawki, rysownik, kilka ołówków, skrzypce i ukulele. Muszę przyznać, że mam bardzo dużo zainteresowań. Muzyka, malarstwo, taniec... Potrafiłam grać na wielu instrumentach, jednak najbardziej przypadły mi do gustu skrzypce, ukulele i pianino, którego, bardzo mi przykro, ale nie mogłam wziąć do hogwartu. Znalazłam wolny przedział i licząc, że nikt się nie dosiądzie wyjęłam z kufra książkę o wilkołakach zakupioną wcześniej na pokątnej. Zaczęłam ją czytać mając nadzieję że tym razem okaże się czymś wartościowym. Do tej pory zdecydowana większość książek na ten temat była stekiem kłamstw. Skąd to wiem? Był sobie pewien chłopiec który był likantropem. Miał jedną przyjaciółkę która starała się mu pomóc w comiesięcznych zmianach. Jednak nie mógł znieść myśli, że jest potworem i bał się że w końcu zrobi swojej przyjaciółce krzywdę. Po pierwszym roku szkoły, na wakacjach, postanowił, że nikogo nie skrzywdzi. Tego samego lata popełnił samobójstwo. Nauczyciele powiedzieli wszystkim że się przeprowadził, ale ona wiedziała prawdę. W następnym roku pewna czwórka chłopaków bez powodu zaczęła się z niej wyśmiewać, a ona zaczęła planować dołączenie do swojego przyjaciela. Koniec. Stąd tyle wiem. Nie potrafię rozpoznać wilkołaka w ludzkiej formie, ale się o tym uczę. Nie chcę żeby ktoś był tak samolubny jak ów przyjaciel. Z rozczarowaniem odkryłam, że to następna książka potępiająca likantropów na każdy możliwy sposób. W przypływie złości wyrzuciłam ją przez okno, sama nie będąc pewna czy to był dobry pomysł. Moment później upewniłam się, że to naprawdę nie był dobry pomysł. Drzwi do mojego przedziału otworzyły się i stanęli w nich huncwoci. Z moją książką w ręce.

-Nie zgubiłaś czegoś Collins?-zapytał Black.

-Masz rację.-powiedziałam i odebrałam od niego książkę.-Zgubiłam.-i po tych słowach wyrzuciłam książkę za okno. Znowu. Mam nadzieję, że tym razem skutecznie.

-Czym sobie zasłużyła na takie traktowanie? Była więcej warta od ciebie.

-A ty jak zwykle nie patrzysz na treść...

-Książki, czy ciebie? Bo na twoją treść to raczej nie chciałbym patrzeć...

-Wiesz... Ludzie są jak szklanki. Niektóre są puste, niektóre pełne, inne są proste, ale pojemne, inne natomiast składają się tylko z ozdób. Lecz nie zależnie od tego jakie są, szklanki są zbyt pospolite żeby przejąć się zbiciem jednej z nich. A ty masz wiele rys.

-Co? O czym ona gada?

-Nie mam pojęcia. To zbyt głupie żebyśmy to rozumieli. Chodźmy stąd.

*Remus*

Siedząc w przedziale z chłopakami zobaczyłem za oknem lecącą książkę. Zanim zniknęła mi z oczu złapałem ją i zobaczyłem co to za książka i do kogo ona należy. Po zobaczeniu tytułu od razu potwierdziłem, że książka zasługiwała na wywalenie za okno. Postanowiłem jednak zwrócić ją właścicielce.

-Chłopaki, ja idę odnieść komuś książkę.

-A komu.

-Nie wiem. Tu jest napisane, że to książka... Nyks.

-Idę z tobą.

-Ja też.

-I ja!

-Ale po co?

-Jak to po co? Będzie zabawa! Dawaj tą książkę Luniek!

Zanim zaprotestowałem wyrwał mi książkę z rąk i popędził szukać przedziału, bogu ducha winnej dziewczyny. Wkrótce, o zgrozo, go znalazł. Nawet nie miałem ochoty patrzeć, jak się z niej wyśmiewają, ale i tak poszedłem z nimi.

-Nie zgubiłaś czegoś Collins?-zapytał Black.

-Masz rację.-powiedziała i odebrała od niego książkę.-Zgubiłam.-i po tych słowach wyrzuciła książkę za okno. Znowu.

-Czym sobie zasłużyła na takie traktowanie? Była więcej warta od ciebie.

-A ty jak zwykle nie patrzysz na treść...

-Książki, czy ciebie? Bo na twoją treść to raczej nie chciałbym patrzeć...

-Wiesz... Ludzie są jak szklanki. Niektóre są puste, niektóre pełne, inne są proste, ale pojemne, inne natomiast składają się tylko z ozdób. Lecz nie zależnie od tego jakie są, szklanki są zbyt pospolite żeby przejąć się zbiciem jednej z nich. A ty masz wiele rys.

-Co? O czym ona gada?

-Nie mam pojęcia. To zbyt głupie żebyśmy to rozumieli. Chodźmy stąd.

Za głupie. Za głupie. Za głupie. A ja to zrozumiałem. I nawet nie byłem w stanie powiedzieć jej przepraszam, a co dopiero wystąpić w jej obronie. Od czterech pieprzonych lat.

Nie wiedziałem... ~ Remus LupinOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz