10. cz. 2

174 41 14
                                        

- Bardzo dużo wiesz - powiedział Frank. - Jesteś mądry, podziwiam cię - Gerard zaśmiał się serdecznie.

- To nic takiego, naprawdę. Pytałeś o dawne życie, tak? Powiedziałem ci jak wszystko się potoczyło, odpowiedziałem tylko na jedną część pytania?

- Tak, dokładnie - odparł krótko.

Zielonooki wziął kolejny wdech i zaczął opowiadać. Mówił, że prawie każdy człowiek miał cele w swoim życiu, marzenia. Tłumaczył mu też niemalże każde słowo o jakim mówił, gdyż niższy nie rozumiał ich znaczenia. Opowiadał o różnych zawodach i co osoby, które w nim pracowały musiały robić, jak ludzie dbali o innych, mieli przyjaciół, zakładali rodziny. Powiedział mu mnóstwo o miłości, do rodziny, przyjaciół, zwierząt, drugiej połówki. Tłumaczył Frankowi na czym polega to zakochanie w jedynej wyjątkowej osobie i wyjaśniał, powiedział mu też, że sam bardzo chciałby kogoś pokochać i znaleźć swoją bratnią duszę. Kiedy Gerard opowiadał o tej miłości, niższy myślał tylko o nim, że chyba jest w nim zakochany. Prawie wszystko się zgadzało, oddałby za niego wszystko, uwielbiał go pod każdym względem, miał wrażenie, że jest chodzącym ideałem. Był jak anioł, który wyciągnął go z nieszczęścia i obdarzył opieką. Frank uświadomił sobie, jak bardzo jest za to wdzięczny chłopakowi. Zastanawiał się jeszcze chwilę, czy darzy go tym wyjątkowym uczuciem, a może po prostu kochał go jak brata i przyjaciela, a nie umiał zauważyć jeszcze tej różnicy. Myślał, czy w ogóle chłopak może zakochać się w innym chłopaku, bo mu para kojarzyła się tylko z osobami płci przeciwnych. Mimo jego wątpliwości, nie zapytał o to zielonookiego. Zdecydował, że kiedyś mu powie, że go kocha. Nie wiedział w jakich okolicznościach to zrobi, ale to sobie postanowił. Uśmiechnął się przez swoje miłe myśli i powrócił do słuchania swojego czarnowłosego anioła.

Tym razem, opowiadał o tym, że ludzie mieli swoje ulubione zajęcia. Podał miliony przykładów, a Frank znów był zaskoczony, że istnieje tyle czynności, o których nawet mu się nie śniło. Podekscytowany słuchał o tym, że niektórzy uprawiali sporty, oglądali po nocach filmy, nagrywali głupie filmiki do internetu, chodzili całymi dniami po sklepach w poszukiwaniu ładnych ubrań, wychodzili z przyjaciółmi na spacery, spędzali wiele godzin, grając w gry komputerowe.

- Wiele osób uwielbiało też rysować lub malować - dodał.

- Co to oznacza? - Frank znowu nie rozumiał słów wypowiadanych przez czarnowłosego.

- Poczekaj, pokażę ci - wstał i podszedł do jednej z wielu półek, zdjął z niej pudełko pełne kredek i ołówków. Później przeszukał szafkę, z której wyjął kartkę. Usiadł z powrotem przed Frankiem. - Nie ruszaj się za bardzo - powiedział, po czym wyjął z pojemnika jeden z ołówków.

- O co chodzi, co ty robisz?

- Za chwilkę zobaczysz - odpowiedział.

Co jakiś czas zerkał na Franka, który zaglądał mu w kartkę, co powodowało, że spotykali się wzorkiem, a to wywoływało u nich niekontrolowany uśmiech, a nawet śmiech.

- No powiedz mi, co robisz, proszę - przeciągnął samogłoski w ostatnim wyrazie, próbując przekonać Gerarda do powiedzenia, ale on tylko zasłaniał kartkę i ponownie co raz zerkał na niższego. Złotooki poddał się i już nie prosił chłopaka, bo wiedział, że pozostanie nieugięty. Kilkanaście minut później, czarnowłosy odsłonił kartkę i odłożył ołówki. Przesunął kawałek papieru w kierunku przyjaciela, Frank spojrzał z zaciekawieniem na rysunek.

- To ja...? - zapytał zszokowany, chociaż bardzo dobrze znał odpowiedź. Gerard zaśmiał się z reakcji chłopaka i pokiwał twierdząco głową. - Świetnie rysujesz... To jest cudowne!

Wouldn't It Be Great If We Were Dead? | Frerard (Zakończone)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz