Rozdział28

171 15 0
                                        

Promienie slonca wpadaly przez moje ciemne rolety i muskaly mnie po twarzy. Otworzylam oczy, w dobrym humorze. Usiadlam i sprawdzilam czy nikt sie ze mna nie probowal skontaktowac, ale skrzynka odbiorcza byla pusta. Wstalam i poszlam zjesc sniadanie, ze wzgledu na diete, nie moglam wczoraj wieczorem nic juz zjesc, a teraz moj organizm domagal sie tony jedzenia. W moich dzisiejszych planach znajdowalo sie  pojscie na zajecia na uczelnie, a nastepnie stajnia i treningi.

Zalozylam blado niebieska zwiewna sukienke i jeansowa kurtke, odpowiednio dobierajac dodatki. Wsiadlam do mojego ukochanego cabrio i ruszylam w strone uczelni. Wyklady dzis byly troszke nudne, ale jakos dalam rade. Postanowilam zachaczyc o maly sklep na.terenie, zeby kupic wode. Gdy wychodzilam pozegnalam sie ze znajomymi, ktorzy jakos dziwnie na mnie patrzyli, ale postanowilam nie zwracac na to uwagii. Podeszlam do samochodu i wsiadlam za kierownice. Torebka wyladowala na siedzeniu obok, a kluczyki w stacyjce. Wtedy zauwazylam na szybie dluga herbaciana roze....moj wzrok zamarl. To dlatego sie na mnie tak patrzyli. Wysiadlam z samochodu i wyjelam zza wycieraczki kwiat, powachalam go i obejrzalam sie na okolo.

W pierwszej chwili pomyslalam, ze to jakis zart, albo gdzies tu jest Michal. Jednak zupelnie nie pasowal mi obraz akurat herbacianej rozy do Michala, bardziej do...Niemozliwe. Wsiadlam do samochodu szybko i pojechalam w strone stajni. Podczas podrozy co chwile zerkalam na siedzenie obok, gdzie lezala niewinna roza podskakujac na nierownej drodze. Przez glowe przelatywaly mi rozne wizje.

Zaparkowalam samochod w tym samym miejscu, gdzie zawsze. Obok stal duzy bialy mercedes, zdziwilo mnie to bo nie widzialam go tu nigdy. Moze jakis nowy kon sie wprowadzil, albo to jakis kupiec. Kierowalam sie w strone stajni, aby wziac swoje rzeczy z szafki i sie przebrac. Nie spotkalam nikogo, nawet nie bylo koni, bo wygrzewaly sie na pastwisku. Zmienilam ubrania, zabralam kantar i jablka zamierzajac przywitac sie z moimi maluchami.

Na trawce stal sobie spokojnie Quick, ale nigdzie nie widzialam Armanii. Zwykle razem z siwym przychodzily do mnie po smaczki. Az dziwne bylo, ze po stajni nie krecil sie nikt, nawet zadni pensjonariusze. Mialam zamiar zabrac Armi, ale zabralam Quicka. Jak tylko znalazlam sie w stajni wykrecilam numer Michala. Czekalam sygnal za sygnalem, ale nie odbieral. Bylam wrecz zaniepokojona. Wykrecilam numer jeszcze raz, ale ta sama sytuacja. Gdzie byl moj kon ? Napewno bylo na to jakies logiczne wytlumaczenie, wiec troche sie uspokoila, mimi iz przed moimi oczami pojawialy sie wizje, ze cos moglo jej sie stac. Przywiazalam siwego i zaczelam rozczyszczac zaklejki na jego boku. Po pol godzinie osiodlalam go i zadzwonilam do Michala, jeszcze zanim wsiadlam na konia. Jednak on ciagle nie odbieral. Snulam sie po placu w kolo, bez wiekszej weny tworczej na dzisiejsza jazde, nie dawala mi spokoju sytuacja i fakt, ze nie ma Armanii. Quick sie bardzo nie zmeczyl, ale odrobil swoj trening.

Weszlam do stajni, a w boksie stala juz klaczka. Puscilam siwego i weszlam do jej boksu, byla dziwnie szczesliwa. Ostatni raz ja taka widzialam jak bawil sie z nia Artur swego czasu. Poklepalam ja po lopatce i poczulam ze jest mokra. Ktos zdjal z niej siodlo jakies dwadziescia minut temu. Uslyszlam kroki i spojrzalam w tamta strone. Michal szedl dziarskim krokiem, troche zdziwiony na widok wolno stojacego Quicka, wiec do niego wyszlam.

- Oo kogo moje oczy widzaa- powiedzial zadziornie w wysmienitym humorze i pocalowal mnie w usta na przywitanie.

- Co taki dobry humor ci dopisuje ? Czemu nie odbierales telefonu  i gdzie byles ? I gdzie byl moj kon ?! - wyrzucilam z siebie wszystko na raz, mocno podkreslajac ostatnie zdanie .

- Hej hej spokojnie, to ty nic nie wiesz ? - zapytal zdziwony i polozyl mi rece na ramiona

- Co mam wiedziec ?! - zapytalam juz zirytowana

- W sumie too, chyba nie moge ci powiedziec - mina mu troche zrzedla - ale moze to i dobrze, lepiej dla nas. - powiedzial a ja zupelnie tego nie rozumialam.

- Ale jak to ? I co z moim koniem ? - zapyatalam juz rozdrazniona

- Nic takiego, zabralem ja w teren, bo byla niespokojna - uslyszlam odpowiedz, ale jakos nie chcialo mi sie w to wierzyc. On nigdy nie bral moich koni, chocby nie wiem co.

- Wiem, ze cos mi zmyslasz. - popatrzylam mu wymowczo w oczy

- Nic nie ukrywam  - podszedl do mnie zlapal mnie w pasie i pocalowal znowu - po prostu troche sie stesknilem.

- Mowisz ? - nie umialam sie na niego tak gniewac.

-.Taaaakkkk..- zblizal nasze usta do siebie

Ten dzien nalezal do jakichs dziwnych. Zastanawialo mnie co ukrywa Michal i co sie stalo z Armi. Wsiadlam do samochodu, nie bylo juz mojego bialego przyjaciela mercedesa, ale wciaz na siedzeniu lezala roza. I kolejny wate.. co ona tu robi ? ehh nie zostawil mi jej Michal, bo juz by cos powiedzial. Co tam sie dzialo?

Nie moglam uwierzyc kiedy dwa dniu pozniej przyjechalam do stajni. Z kawa w kubku wysiadlam z samochodu i szlam po Michala, bo mielismy jechac odebrac rzeczy na zawody z pralni. To co zobaczylam wrylo mnie w ziemie. Za rogiem stala moja zguba i jakis wysoki mezczyzna, dobrze zbudowany z krotszymi wlosami. Mial na sobie jasne brazowe krotsze spodnie, trampki skorzane, biala koszulka polo i srebrny zegarek a na oczach ciemne pilotki. Prezentowal sie calkiem przyjemnie. Przezylam szok, kiedy odwrocil sie w moja strone, ale nie zauwazyl mnie. To Artur...

Jejku, jak on sie zmienil i jak wygladal. A tak w ogole to co tu robil ? Wszystko, wszsytko wciagu kilku sekund mi sie przypomnialo. Wrocily do mnie jak bumerang wspomnienia i przygody. Bylam wsciekla na niego. Chcialam tak pojsc i mu przylozyc, za to jak mnie potraktowal. Powstrzymalam sie jednak. Niedlugo pozniej odszedl w strone parkingu, a ja wyszlam zza sciany i skierowalam sie zabojczym chodem w strone Michala, ktory mnie zauwazyl i juz wiedzial, ze wiem wszystko.

- Dlaczegooo ...- zaczelam cedzic przez zacisniete zeby, ale mi przerwal

-Spokojnie, przepraszam. Wydawalo mi sie, ze nie ma sensu ci mowic. - powiedzial ostroznie.

Milczalam patrzac mu w oczy, a w moich zbieraly sie lzy.

- Wiedzialem, ze predzej czy pozniej sie dowiesz, ze wrocil...- przytulil mnie, ale go odepchnelam i troszke sie zdziwil.

-Myslalam, ze jestesmy przyjaciolmi i tak wazne dla mnie rzeczy mowimy sobie.

- Kochanie, przepraszam. To moj kumpel, ale nie zapominaj, ze cie zostawil, a ja w tym momencie chcialem, zebys nie mysla o nim i nie przypominala sobie wszystkich tych przykrosci. Chcialem uniknac wlasnie tego - wskazal na lze, ktora zciekala powoli z mojego policzka.

Otarlam lze i popatrzylam mu w oczy, a on przygarnal mnie do siebie i usiadl na murku sadzajac mnie sobie na kolana.

Wszystko sie wyjasnilo, no moze nie do konca, ale wiekszosc.

- Artur nie chcial, zebym mowil ci ze wrocil, bo...- wyrwal mnie z zamyslenia - ..bo wie ze wszystko spieprzyl i jest mu strasznie zle. Jesli bylo to tak trudne dla ciebie jak i dla niego to wie, ze bylby totalna swina, gdyby znowu probowal wejsc w twoje zycie. On mysli, ze nie chcesz go znac..

- Bo nie chce - wypalilam broniac sie rekami i nogami

Spojrzal mi prosto w oczy i przytulil mnie. Bylo mi go tak szkoda. On wiedzial, ze nieprawda jest to co wlasnie powiedzialam, bo dalej kocham kogos, kto zrobil mi taka przykrosc, jednak nie powiedzial tego na glos wciaz majac nadzieje. Tego dnia nie powiedzialam mu juz nic w tym temacie. Chodzilam przybita i rozkojarzona, a moja glowa byla zawalona wszelkiego rodzaju myslami. Nawet wsiadajac do samochodu...ta roza. Tylko Artur kupowal mi herbaciane roze...

A little differentOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz