Lily nieśpiesznie wyszła z pokoju wspólnego Gryfonów kierując się do biblioteki. Schodząc schodami z siódmego piętra gdzie znajdowała się wieża Gryffindoru rozmyślała o związku Marlene i Remusa. Blondynka ostatnio żaliła im się, że między nimi się nie układa, Remus gdzieś znika i nic jej nie mówi a nawet ostatnio się pokłócili. Lily wiedziała, że Remus ma swoje sekrety jak każdy oczywiście i nieco potępiała Marlene, że tak zaciekle próbuje odkryć czego Lupin jej nie mówi. Jeśli nie czuł takiej potrzeby aby jej mówić to nie wiedziała po co Marlene chce wiedzieć. Westchnęła przeciągle co ona tam wie o związkach? Nagle schodząc na pierwsze piętro koścista dłoń złapała ją za nadgarstek.
- Snape puść mnie natychmiast- warknęła starając się wyszarpać dłoń.
- Lily- powiedział błagalnym tonem.- Wiesz, że nie chciałem nazwać cię...
- Szlamą- rzekła wyrywając zdecydowanie dłoń. Spojrzała w jego czarne oczy, w których czaił się ledwo zauważalny mrok, jakiś złowrogi błysk.- Owszem, chciałeś nazywasz tak każdego kto urodził się w rodzinie mugoli ja niczym się od nich nie różnię.
- Lily..
- Nie!- spojrzała na niego z odrazą.- Parasz się w czarnej magii i chcesz dołączyć do niego... On morduje takich jak ja! Nie rozumiesz tego brzydzę się nim.
- Lily kiedy do niego dołączymy twój status krwi nie będzie miał znaczenia.- rzekł Snape.
- Nie rozumiesz, że powiedziała nie Smarkerusie, zostaw ją w spokoju- zimny głos rozległ się za nimi.
James z jak zawsze rozczochraną fryzurą stał na górze schodów bawiąc się różdżką. Powoli zszedł do ich poziom a kiedy spojrzał na Severusa, Lily przeszedł dreszcz. Jeszcze tak groźnego spojrzenia u niego nie widziała. Z butą oparł się o barierkę i spoglądał wyzywająco na Snape'a.
- Potter nie wtrącaj się nikt cię nie chce w tej rozmowie.
- Nie ma żadnej rozmowy Snape! A my idziemy chodź Potter- Lily machnęła ręką w stronę Jamesa i zaczęła iść w stronę biblioteki, która była tuż za rogiem*, pozostawiając Snape'a samego.
Usiadła przy jednym ze stolików nie witając się z bibliotekarką, która obrzuciła ich podejrzliwym spojrzeniem. Lily nerwowym ruchem związała włosy w kitkę z tyłu głowy, aby nie przeszkadzały jej w nauce. Nadal roztrzęsiona położyła torbę na stoliku i starając się uspokoić skupiła swoją uwagę na chłopaku siedzącym naprzeciwko niej, który przyglądał jej się z niepokojem.
- Evans wszystko okej?- spytał opierając twarz n dłoni.
- Raczej tak- odparła wypuszczając całe nagromadzone powietrze.
- Ani trochę, ci nie wierzę- mruknął wskazując na jej trzęsące się palce.- Ale skoro nie chcesz ze mną o tym rozmawiać nie będę cię zmuszać.
Lily wdzięcznie kiwnęła głową i starając skupić się jedynie na transmutacji zaczęła tłumaczyć Jamesowi z czym sobie nie radzi. Wbrew pozorom James był wyrozumiałym korepetytorem i potrafił wytłumaczyć jej podane zagadnienie nawet jeśli przepraszając za swoją głupotę prosiła go piąty raz. Kiedy po kilku minutach teorii przyszedł czas na praktykę brawura uleciała z Lily w kilka sekund po tym jak James bez problemu zmienił kolor swojej czarnej brwi na różową i na odwrót.
- A więc- zaśmiała się nerwowo i skupiając się na teorii, którą przed chwilą omawiali zamknęła oczy i postarała się, aby jej brew przybrała zieloną barwę.
Z lekką obawą otworzyła oczy i z radością zauważyła, że jej ruda brew jest zupełnie zielona z uśmiechem zerknęła na chłopaka, który z uniesioną brwią jej się przypatrywał.
CZYTASZ
Just the marauders
Fiksi PenggemarHistoria Huncwotów jest piękna, lecz niezwykle bolesna i nieszczęśliwa. Niestety nie udało im się żyć długo, ale ich lata szkolne można zaliczyć do tych najszczęśliwszych. I tak oto jest moja interpretacja ich przygód z dwóch ostatnich lat w Hogwarc...
